środa, 1 czerwca 2016

[Recenzja mangi] - "Taiyou no Ie"

TYTUŁ: Taiyou no Ie
TYTUŁ ANGIELSKI: House of the Sun
AUTOR: Taamo
ROK: 2010-2015
LICZBA ROZDZIAŁÓW: 53
LICZBA TOMÓW: 13
GATUNEK: Shoujo, Okruchy życia, Romans

OPIS SERII:

Rodzice są ważnym elementem życia każdego człowieka. To oni wychowują, karmią, ubierają, dbają, rozpieszczają, utulą do snu, ukarzą, kiedy zrobimy coś złego, nagrodzą, kiedy zrobimy coś dobrego, nauczą nas jak żyć w społeczeństwie i będą kochać po wsze czasy. Rodzice i ogólnie rodzina to skarb bezcenny! Jednak... Co zrobić, kiedy przez pewne okoliczności rodzina się rozbije? Jak ją poskładać z powrotem, jak naprawić te poluźnione więzi? Jak sprawić, by wszystko było dobrze...? 
Z odpowiedziami i rozwiązaniami zmagają się Mao - dziewczyna zostawiona przez matkę i ignorowana przez ojca - oraz Hiro - chłopak, któremu rodzice zmarli, a rodzeństwo wyjechało do krewnych. Oboje rozbici, oboje nieszczęśliwi i pragnący na nowo zaznać szczęścia rodzinnego.

FABUŁA:

Wiem, że moje wyznanie może wydać się z lekka dziwne, ale: uwielbiam mangi w których główni bohaterowie są pokrzywdzeni przez los i biją od nich aury rozpaczy oraz desperacji. Po prostu to jest coś dla mnie (może odzywa się mój wewnętrzny sadyzm?), ponieważ wtedy łatwiej mi polubić takie postaci i historie jakie ze sobą niosą. Poza tym jestem typem rodzinnym, aspołecznym i romantycznym, a skoro w Taiyou no Ie to wszystko się znajduje... Nie miałam wyjścia i musiałam tę serię pokochać.
Zacznijmy od tego, że Mao w dzieciństwie często odwiedzała przepełniony szczęściem i radością dom Hiro z prostego powodu: nie chciała przebywać sama we własnym. Samotne siedzenie na tapczanie i wcinanie podgrzewanych posiłków nigdy nie jest miłą perspektywą, dlatego spędzała ile się dało czasu z Nakamurami. Oczywiście, powroty do pustego domu zawsze są ciężkie, więc zdarzało jej się, gdzieś pójść, przykładowo pod świątynię, i tam zapłakać w samotności... I jak na zbawiciela przystało: Hiro zawsze ją odnajdywał i pocieszał. Sytuacja się odwróciła, kiedy nastąpił wypadek, a rodzice chłopaka zginęli. Młodsze rodzeństwo postanowiło zamieszkać z dala od domu, który przynosił bolesne wspomnienia, zaś Hiro został, łudząc się, że jak tylko będzie ciężko pracował, brat i siostra powrócą i znów stworzą szczęśliwą rodzinę. Kiedy się smucił - Mao go pocieszała. I tak jakoś to funkcjonowało przez kilka lat, dopóki ojciec dziewczyny nie ożenił się ponownie i nie zrobił sobie drugiego dziecka. Owszem, przebywał w domu. Owszem, rodzina została odbudowana. Ale Mao była tutaj zbędna i tak jakoś się potoczyło, że zamieszkała z Hiro.
Samo przedstawianie perypetii z ich wspólnego życia pod jednym dachem było komiczne - to jak Mao starała się sprzątać albo co jeszcze gorsze gotować, wprawiało czytelnika w dobry humor. Do tego dochodzą różne docinki czy rozmowy pomiędzy bohaterami na które odpowiadało się albo śmiechem albo maślanymi oczami i szeptaniem pod nosem: Ooo, jak słodko i milutko, kyaa! Mamy dwie perspektywy i dwa różne podejścia. Uczucia Mao i Hiro sięgają w przeszłość i są bardzo szczegółowo ukazane w ich teraźniejszym życiu - dzięki temu nawiązałam z nimi więź emocjonalną i reagowałam podobnie do nich, lecz przede wszystkim czułam żal. Szkoda mi było tych biednych, pokrzywdzonych ludzi, którym los rzucał kłody pod nogi. Zwłaszcza, gdy chodziło o odbudowywanie rodziny. To jak Mao starała się pogodzić z ojcem a ten upierdliwy dziad robił i mówił tak a nie inaczej, było strasznie frustrujące, ale w pewnym momencie można zrozumieć, dlaczego się tak zachowywał. To właśnie wyróżnia tę mangę - postaci, które niby są złe, tak naprawdę ukrywają jakieś swoje bóle z którymi nie potrafią sobie poradzić. Oni są tak ludzcy i realistyczni, że nie da się ich potępiać, tym bardziej kiedy pozna się ich historie. Nie ma złych i dobrych. Są jedynie ludzie, skrywający własne żale i próbujący się z nimi uporać. W przypadku rodziny Hiro to wszystko obraca się wokół zachęcenia rodzeństwa do powrotu. Z Daikim sprawa jest prosta, ale gorzej to wygląda z Hiną, która najbardziej cierpi przez stratę rodziców... Rodzinne zmagania Mao i Hiro są głównym problemem fabularnym, rozbudowane są znakomicie oraz rozwiązane wybitnie - nie aż tak banalnie. To samo dotyczy wątku przyjaźni oraz miłości.
Wątek romantyczny rozwija się w powolnym tempie i nie ma jakichś porywów namiętności czy pożądania (co samo się nasuwa, kiedy bohaterowie mieszkają pod jednym dachem). Miłość jest tutaj czystym uczuciem, które potrzebuje czasu by się rozwinąć, tzn. tak się sprawa ma z Mao i Hiro. Bo mamy też takie związki dla których wystarczy pewna miła chwila  by się w kimś zakochać aż po grób. Lecz wracając do naszej parki to uwielbiam ich - nie widzę Mao bez Hiro. Te ich drobne gesty, rumieńce, sposób patrzenia... W ich przypadku nie potrzeba pocałunków, by wiedzieć, że się kochają! Oczywiście nie brakuje tutaj komplikacji - trójkąty... czworokąty... nawet sześciokąty! Wszyscy we wszystkich się podkochują i wychodzi z tego niezły bajzel - ale dobry bajzel, ciekawy, denerwujący w niektórych momentach, ale interesujący.

BOHATEROWIE:

Nie potrafi sprzątać, gotować, stroni od ludzi, jest ekspresywna, a zarazem potrafi chować swoje uczucia, prowadzi coś a la bloga, jak już się z kimś zaprzyjaźnia to na amen, do tego jest taka szczera, pomocna i zdeterminowana... No, Mao się lubi i już! Szczególnie, kiedy działa i w dobitny sposób mówi szczerze o jakichś trudnych tematach. Co do Hiro to jako pedant wywiązuje się znakomicie w obowiązkach domowych, jest cichy, spokojny, zdobył moje serce, kiedy wyznał, że najbardziej zależy mu na rodzinie, a jego jedynym minusem to niedomyślność. Tak... Ten problem większości mangowych bohaterów, kiedy nie domyślają się oczywistości lub nie odbierają bezpośrednich sygnałów... Och, Hiro... Aczkolwiek relacja między tą dwójką jest niesamowita - rozumieją się bez słów i wzajemnie wspierają.
Drugoplanowi bohaterowie również są dobrze wykreowani - już nie chcę wspominać o różnych charakterach, zagłębianiu się w ich przeszłość, problemach, czy wewnętrznych żalach - ale każdy, tak jak wspominałam, jest bardzo realistyczny i skrywa różne szarości. Moją sympatię zaskarbili sobie: Daiki (brat), który jako jedyny był chodzącym rozsądkiem w tej serii, Chihiro (przyjaciółka Mao) niepoprawnie romantyczna i mówiąca niekoniecznie to co chce powiedzieć oraz Oda (sympatia Chihiro), który miał fajny charakter, taki bish, ale nieznaczący bish. Jeśli mam być szczera to od początku Sugimoto wkurzała mnie swoim małym rozumkiem (jej zakłopotania tym bardziej wprawiały mnie w szewską pasję), to samo dotyczy matki Mao, która swoją bezczelnością przebiła wszystkich.
Ogólnie: postaci są fantastyczne, jest ich mnóstwo i do każdej da się wyrobić jakieś zdanie.


GRAFIKA:

Nie da się ukryć, że to jest coś nowego, czego do tej pory nie spotkałam (chociaż Horimiya jest nieco podobna, nieco...). Bardzo miękka i przepełniona słodyczą kreska, która bardzo mi się podoba, bo odzwierciedla klimat Taiyou no Ie. Tła nie są niczym specjalnym, bo główny popis jest dokonywany w rysowaniu postaci. Proporcje męskie i kobiece zachowane, emocje wyraziste i jasne w przekazie, a dodatkowo ten znak rozpoznawczy jakim są oczy Mao. O co dokładnie chodzi? O te bazgrołki w jej oczach - bardzo urocze! Co do innych znaków rozpoznawczych to brak chibików w śmiesznych sytuacjach, ale na co komu byłyby one potrzebne, kiedy manga jest rysowana w takim stylu, że słodycz aż bije po oczach. Oczywiście, nie jest tak słodko, że aż mdło - autorka znalazła idealne proporcje w stylu kawaii. Cudownym zabiegiem były także inaczej przedstawianie okładki pod okładkami (zawsze śmieszkowo). A jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to jedynie do jako takiego rysowania Krokiecika i w kolorowych stronach do zmieniania odcienia włosów Daikiego (od szarego po prawie blond).

PODSUMOWANIE:

Taiyou no Ie to bardzo ciepła manga i jest to określenie idealne. Przepełniona ciepłem i miłością, która wzbudza same pozytywne uczucia. Shoujo-romans wyjątkowe w swoim rodzaju, naruszające głębsze kwestie takie jak: zaznawanie szczęścia w rodzinie. Uwielbiam, kocham, już zaczynam darzyć ją sentymentem. Cieszę się, że mogłam poznać historię Mao i Hiro oraz ich długą drogę do szczęśliwego życia, dlatego bez wahania polecam każdemu, prócz osobom nieprzepadającymi za takimi gatunkami. Taiyou no Ie jest godną uwagi mangą i prawdziwą perełką.

OCENA:

Fabuła: 9
Bohaterowie: 10
Grafika: 8
Ocena ogólna: 9

10 komentarzy:

  1. Brzmi naprawdę zachęcająco! Zwłaszcza ta relacja między bohaterami i rozumienie się bez słów. Na pewno przeczytam. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealny grzejnik na zmarznięte serduszko :3

      Usuń
  2. Sama historia brzmi całkiem ciekawie, choć za mangą nigdy nie przepadałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurczę, ten wygląd bloga jest niesamowity, jednocześnie mamy tradycje azjatycką i nowoczesność, piękno!
    Ładna recenzja, bazgrołki w oczach mnie ubiły na miejscu.
    Nie wiem, czy się skuszę, bo obyczajówki niezbyt dla mnie, nie takie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oklaski należą się dla grafika :3 I tak: nam też się bardzo podoba.
      Dziękuję, starałam się :D
      A jako obyczajówka nie jest zła (czasem warto przeczytać coś normalnego o zwykłym, leniwym życiu). Może jednak się pokusisz?

      Usuń
    2. Lista mang do przeczytania przekroczyła u mnie jakieś 200 pozycji... Więc wiesz ;-;

      Usuń
    3. Heh... To jeszcze nic, jak spojrzysz na moją listę to przekracza 500...

      Usuń
    4. Matuchno, faktycznie ponad 500 ;_; Jak to się stało. Jak Ty się w tym ogarniasz. Ale w sumie mysza, która chce przeczytać wszystkie mangi wydane w Polsce, nie powinna się wypowiadać XD

      Usuń
  4. Nic z tej mangi nie pamiętam, oprócz tego, że naprawdę dobrze mi się ją czytało, haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że po jakimś dłuższym czasie nadal będę pamiętała ogóły, a jak nie - to z chęcią przeczytam jeszcze raz :3

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x