poniedziałek, 10 lipca 2017

[Recenzja anime] - "Eromanga-sensei"

TYTUŁ: Eromanga-sensei
ROK: 2017
STUDIO: A-1 Pictures
LICZBA ODCINKÓW: 12
GATUNEK: Ecchi, Komedia, Romans

OPIS SERII:

Sagiri i Masamune rok temu zostali rodzeństwem. Z dniem, w którym dziewczyna pojawiła się w jego domu zamknęła się w pokoju i postanowiła z niego już nigdy nie wychodzić. Od tej pory Sagiri pozostała niezauważona, posiłki są jej dostarczane pod drzwi, a dziewczyna nie wychodzi z pokoju póki ktoś inny jest w domu.
Masamune publikuje własne light novel, które ilustrowane są przez nieco zboczonego, acz niesamowicie utalentowanego Eromangę senseia. Ta dwójka nigdy nie widziała się na żywo, jednak pewnego dnia ze względu na splot wydarzeń wychodzi na jaw, że tajemniczym rysownikiem jest nie kto inny, jak Sagiri.

FABUŁA:

Teoretycznie istnieje. Są chęci wyciągnięcia Sagiri z pokoju, są perypetie z innymi twórcami light novel, próba ukrycia tożsamości Eromangi i jakieś inne przypadkowe historie. Jednak prawdą jest, że jedna oś fabuły, którą dałoby się opisać jednym zdaniem nie istnieje. Uważam to dość za przykre, bo jednak wolę, kiedy historia ma jakiś cel do którego postacie zmierzają. Tutaj tego nie spotkacie.
Fabuła opiera się na krótkich historiach, po dwie na odcinek, które są ze sobą powiązane przede wszystkim postaciami. Rzadko kiedy dane wydarzenie jest rozciągnięte na dłużej niż jeden, półtora odcinka.
Przedstawione historie są zabawne, wiele razy rozczulające, ale przede wszystkim chodzi o humor oparty na gagach sytuacyjnych i żartach z podtekstem erotycznym. Takie to anime i nie można spodziewać się po nim niczego więcej. Jeżeli komuś taki humor odpowiada (albo jest osobą bardzo zmęczoną i potrzebuje czegoś niewymagającego) to będzie zadowolony z takiej lekkiej komedyjki.
Nie sposób rozwodzić się nad fabułą, która praktycznie nie istnieje. Nie ma tutaj żadnych fascynujących zwrotów akcji, niesamowitych hangclifferów, wydarzeń skłaniających do głębokich przemyśleń nad światem. Ot, banalna historyjka.



BOHATEROWIE:

Postacie... Biorąc pod uwagę, że fabuła zbudowana jest na zasadzie: wrogowie - gag sytuacyjny - spór - gag sytuacyjny - nakama!, to bohaterowie stanowią podstawę, która nakręca show. To ich kreacja i rozmowy sprawiają, że się śmiejemy. Ich urocze zachowania wywołują "aww", a pogłębiające się relacje napędzają fabułę. W związku z tym twórcy powinni byli najbardziej przyłożyć się właśnie do ich budowania.
Z jednej strony możemy powiedzieć, że postacie są niezwykle barwne. Mamy reprezentanta płci męskiej (jednego z dwóch na całą produkcję), a następnie pięć, uroczych dziewcząt reprezentujących różne typy osobowości. Mamy zatem uroczą, acz zboczoną siostrzyczkę, pozornie odważną i zboczoną przyjaciółkę siostrzyczki, zabawną i zboczoną ekspedientkę, trzpiotkowatą ekshibicjonistkę oraz (uwaga, zaskoczenie) poważną i pruderyjną dziewczynę w kimonie. Gdy to wszystko spisałam, zaczynam się poważnie zastanawiać, co ja obejrzałam.
Postacie zbudowane są stereotypowo - na bazie znanych nam schematów, które można obracać według własnego uznania tworząc niewymagającą komedię o dość prostym humorze. Mamy brata, który zadurzył się w swojej siostrze. W nim z kolei zakochane są inne dziewczyny, a w ten sposób tworzy się pewnego rodzaju harem. Ostatecznie bohater balansuje pomiędzy całą piątką, która raz jest bliżej niego, a raz dalej.
Czasami postacie potrafiły denerwować. Niestety wielu z widzów mogły doprowadzać do szału swoją absurdalnością. Mnie to aż tak nie raziło, ale wierzę, że dla niektórych może to stanowić problem.
Ale zaraz, zaraz, przecież uznałaś Sagiri za najlepszą postać w sezonie. Cóż, to prawda. Wyróżniała się na tle innych. Obawiałam się, że będzie równie oklepana, ale było w niej coś przyciągającego i co pozwoliło na zapamiętanie jej. Podobny urok towarzyszył innym postaciom, stąd ostatecznie zapamiętałam je na względną korzyść.


GRAFIKA:

Wygląd postaci jest bardzo oklepany. Wizerunkowo nie wyróżniają się na tle innych postaci, które widzieliśmy już tysiąc razy w innych produkcjach. Ten problem dotyczy przede wszystkim głównego bohatera (serio, te włosy widzę w co drugiej produkcji, rozumiem, że to jakiś japoński pseudo-trend). Bazując na tych stereotypach - poważna, klasyczna dziewczyna ubrana jest w kimono, trzpiotkowata, bajkowa Elf-chan nosi różowe falbanki, zresztą, już przy bohaterach o tym wspominałam. Niemniej stereotypowość postaci przekłada się również na ich graficzne przedstawienie.
I można by się czepiać, że brakuje w grafice oryginalności, ale w swojej przeciętności jest ładna. Postacie są dobrze narysowane, łagodną, uroczą kreską. Rysunki Eromangi są bardzo dobre, ogólnie animacje wypadły całkiem nieźle. Niewiele jest takich koszmarków, które mogłyby wyraźnie zdenerwować. Grafika nie jest idealna, ale nie wkracza na niebezpieczny grunt tragicznych obrazków z koślawą animacją. 


MUZYKA:

Muzyka - zarówno opening, ending, jak i towarzysząca nam w tle - jest dobrze dopasowana do tego, co zostaje przedstawione na ekranie. Są pozytywne, ciepłe, urocze i nieco dziecinne. Pasują do nieskomplikowanej komedii - nie kłócą się z fabułą, gatunkiem ani grafiką. Aczkolwiek nie jest to muzyka od której przechodzą ciarki, słuchacz maltretuje przycisk replayu i nuci daną melodię pod prysznicem. Właściwie tuż przed recenzją musiałam sobie przypomnieć opening, ponieważ wyleciał mi z głowy.



PODSUMOWANIE:

Od tej produkcji nie można wymagać niczego ambitnego, zmuszającego do myślenia, ani zachwycającego. Nie taki był cel Eromangi-sensei. Anime miało nam dostarczyć prostej rozrywki zbudowanej na ładnej grafice, uroczych postaciach, gagach sytuacyjnych oraz żarcików z podtekstem erotycznym. Bardziej wymagający widz nie powinien poświęcać tej produkcji ani sekundy ze swojego życia. Jednak dla mojego zblazowanego sesją mózgu Eromanga-sensei była całkiem niezła. 

OCENA:

Ocena fabuły: 5
Ocena bohaterów: 6
Ocena grafiki: 7
Ocena muzyki: 7
Ocena ogólna: 6

5 komentarzy:

  1. Ciesze się że znowu postujecie
    No i w PONIEDZIAŁEK(mam troche wiecej luzu w biurze)

    Akurat jako że poprzednie "Moja młodsza siostra nie moze być taka słodka" lubiłem (ale głownie gry i novelke, a nie anime ktore mnie WKURZYLO) to ciesze się że i ta seria wyszła (chociaz anime też mnie wkurza - ale fajnie sie oglada po streeeeesujacym dniu).

    Ciesze się że piszecie dobre recki
    Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam tego anime, ale może, może nadrobię (słyszałam negatywne opinie).
      I tak, Eromanga-sensei to anime do obejrzenia po męczących dniach.

      Usuń
  2. Dla mnie ta seria była dość absurdalna głównie przez Sagiri, która potrafiła zgubić się w własnym domu - co!? Jak można się zgubić w WŁASNYM domu, zrobić z brata służącego. Może za dużo wymagam od tej serii, ale zachowanie głównej bohaterki mnie bardzo drażniło. Chyba bardziej już lubiłam poprzednią produkcję tego autora a mianowicie "Ore no Imouto".
    Gorąco Pozdrawiam Fejwsi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem XD Jakby ten dom jeszcze był jakiś ogromny to rozumiem, ale jednak...

      Usuń
  3. Jak na razie zerknęłam na pierwszy odcinek i seria trafiła do ewentualnej poczekalni. Możliwe, że jeszcze do niej wrócę jeśli będę chciała obejrzeć coś lekkiego. W każdym razie anime mnie po pierwszym odcinku nie zraziło poziomem absurdu, a to zawsze coś. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x