poniedziałek, 26 czerwca 2017

[Recenzja anime] - ''Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!''

TYTUŁ: Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!
TYTUŁ ANGIELSKI: KonoSuba: God's Blessing on This Wonderful World!
ROK: 2016 (sezon 1)/ 2017 (sezon2)
STUDIO: Studio Deen
LICZBA ODCINKÓW: 20
GATUNEK: Komedia, Przygoda, Fantasy, Supernatural, Magia

OPIS SERII:

Kazuma (hai, Kazuma-desu) jest typowym hikikomori, który nie robiłby w życiu nic innego jak siedzenie w domu i zajmowanie się swoim hobbym. Wiadomo, hobby rzecz święta. Kiedy pewnego dnia zostaje przymuszony do wyjścia z ostoi spokoju, żeby kupić grę - hobby rzecz bezlitosna - niespodziewanie ginie śmiercią żałosną i wręcz komiczną. Tak komiczną, że gdy trafia przed oblicze bogini Aqua, ona nie szczędzi w wyśmianiu jego żałosności i w zamian za tak głupią śmierć proponuje mu odrodzenie się w świecie fantasy (jak z typowych gier), gdzie będzie musiał pokonać wielkiego i groźnego Władcę Demonów. Jaki NEET by odmówił? Bogini Aqua daje mu możliwość wyboru jednej rzeczy, którą będzie mógł zabrać do nowego świata - decyduje się na samą boginię, która trafia z nim do nowej rzeczywistości, która wydawała się spełnieniem marzeń każdego otaku. Tylko... dlaczego nic nie układa się jak w grach? I po jakiego grzyba brał tą bezużyteczną bogini, która nie robi nic innego jak marudzenie?


FABUŁA:

Jak do tej pory przebrnęłam przez niewielką, acz wystarczającą ilość serii związanych z przenoszeniem się do świata równoległego rządzącym się zasadami fantasy i zauważyłam, że zawsze pomysły wyróżniają się czymś innym. Overlord, Log Horizon, No game no life, Gate, Hai to Gensou no Grimgar i wiele innych mniej lub bardziej znanych serii, które mają swoje cechy charakterystyczne, wybijające się na tle pozostałych. W Konosubie konstrukcja świata wydaje się typowa: mamy gildię, mamy specjalizacje, które mogą wybrać bohaterowie, przykładowo mag lub rycerz, istnieje magia, pojawiają się dziwne stworzenia, są questy do wykonania i pieniążki, które można otrzymać za poprawne wykonanie zadania, do tego istnieje wielki cel, czyli pokonanie Króla Zła. Wydawać by się mogło, że seria budowana jest na schematach i nie wnosi niczego nowego. Cóż, prócz wybuchających kamieni, które mają głupkowate twarze oraz przerośniętych jaszczurek i żab, wszystko jest znane i powielone z innych serii. Jednakże! Skądś ten szał na Konosubę musi się brać, coś wyjątkowego musi w tym być. A bierze się to przede wszystkim po pierwsze z charakteru postaci, a po drugie z podejścia Kazumy (Kazuma-desu), które jest czysto sarkastyczne i sprawia, że ten wspaniały świat fantasy nabiera odcieni parodii. Bohater podchodzi do wielu spraw sceptycznie, bądź realistycznie przez co otrzymujemy całą gamę komentarzy, które podważają logikę tego świata. Nie da się nie uśmiać, kiedy w szczery sposób zostają zaprezentowane absurdy fantasy, bądź absurdy i schematy innych podobnych serii. Zaraz mi się przypomną takie anime jak Sakamoto desu ga? czy Saiki Kusuo, które parodiowały i wybijały się na schematach.
W głównej mierze Konosuba skupia się na pokazaniu ciężkiej, wręcz karkołomnej ścieżki, jaką muszą przejść Aqua oraz Kazuma (hai, Kazuma-desu), żeby przybliżyć się do pokonania Władcy Demonów. Nie jest to proste, szczególnie na początku, kiedy nie dysponuje się kasą, przez co zamiast ratować świat, trzeba pracować na budowie i spać w stodole. Później jest jeszcze gorzej, gdy bezczelnie przyłączają się do tej poronionej drużyny dwie specyficzne osoby: Megumin, która nie robiłaby nic innego tylko wysadzała wszystko w powietrze oraz Darkness, rycerz-masochistka, która nie potrafi w nic trafić. I tak oto właśnie poznajemy przygody drużyny przegrańców, którym prawie nic nie wychodzi, a którzy uwielbiają pakować się w tarapaty. Przez te dwadzieścia odcinków otrzymujemy dawkę kilku mniejszych questów, takich jak zabijanie wielkich żab, czy polowanie na latającą kapustę, ale także zdarzają się jakieś pseudo dramatyczne zwroty akcji, które pchają fabułę do przodu i pokazują progres zdolności bohaterów (co nie zmienia faktu, że nadal są drużyną przegrańców, do których lepiej się nie zbliżać tak na parę dobrych kilometrów). Jedne przygody są ciekawsze, drugie mniej, lecz przez cały czas świetnie się bawiłam, obserwując ich starania, by wyjść cało z opresji. Jak na komedię parodiową przystało, żart idzie za żartem, a śmiechów jest dużo, choc czasem trafiały się zgrzyty zębami, gdy przykładowo jedna z bohaterek odwalała niepotrzebną manianę.
Poza tym nie brakuje tutaj także fanserwisu, który bardzo przypodoba się płci męskiej. Kazuma (Kazuma-desu) ze swoją zdolnością kradzieży damskiej bielizny, dziewczyny noszące skąpe stroje, czy stricte prowokacje głównego bohatera, przez które sprowokowane dziewczyny postanawiają się rozebrać. Nie odczułam tego z niesmakiem, to nie była, aż taka dawka ecchi, żebym kręciła głową z myślą: Ale to sztampowe i niepotrzebne. Wręcz przeciwnie, uważam, że fanserwis był tutaj konieczny, ponieważ zapewniał sporą dawkę nieprzesadzonego komizmu. Zahaczenie o harem też nie jest złe, tym bardziej, kiedy bohater jest na tyle bystry, by nie popełniać typowych haremowych błędów - weźmy na przykład przypadkowe dotknięcie piersi, haremowy bohater zaczerwieni się i zacznie przepraszać, a Kazuma (hai, Kazuma-desu) stwierdzi, że nie przeprosi, bo to było bardzo przyjemne. Rezultat? Podobny - szkody dla bohaterów. Ale odbiór widzów? Zupełnie różny. Poza tym nie mamy tutaj wątków romantycznych, bohater jest na tyle trzeźwo myślący, żeby mieć pewność, że zakochanie się w tak dziwnych dziewczynach, nie przyniesie dla niego żadnych korzyści. I to jest dobre, ponieważ ja sama nie wyobrażam sobie, żeby postaci z Konosuby miałyby być w jakimś związku i to miłosnym! Z ciekawostek dodam jeszcze, że na Internetach krąży wiele stron poświęconych Schrodingerowym majtkom Aquy, bo wiedzcie jedno: nie da się wykryć, czy ona je nosi czy nie, a sam Kazuma (Kazuma-desu) nie jest tym faktem zainteresowany. Zaiste Konosubowa enigma.

BOHATEROWIE:

Nie będzie żadnym zaskoczeniem stwierdzenie, że moją ulubioną postacią jest Kazuma (hai, Kazuma-desu). Niegdyś NEET i nolife, a teraz jeden z drużyny przegranców. Na lepszy awans nie mógł liczyć... Jako bohater nieoklepany z realistyczno-sarkastycznym punktem widzenia i z bezlitosnymi komentarzami, zdobył moją sympatię od razu. Nie trzeba było wiele, wystarczyło, że zginął żałosną śmiercią, następnie wykazał się cwaną decyzją, by w dalszym rozwoju akcji pokazać, że próbuje zapanować nad sytuacją, nawet jeśli jest tragicznie i śmiertelnie poważnie. Spisywał się całkiem nieźle jako przywódca - brał odpowiedzialność na siebie, przyznawał się do błędu, obmyślał ciekawe strategie (nie jego wina, że często nie wychodziły). Do tego zyskał szacunek, dzięki ciężkiej pracy i nieczystym chwytom, ale kto by się tam przejmował. Przyznaję, że okazał się bardzo dobrze skonstruowaną postacią, szczerą aż do bólu i jako jedyną zachowującą zdrowy rozsądek.
A teraz przechodząc do płci żeńskiej... Ach, te niewinne niewiasty, jedna bardziej szkodliwa od drugiej, ale za to jakie pozytywne! Nie będę już owijać w bawełnę, święta trójca miała swoje momenty, przy których je uwielbiałam, a w innych nie cierpiałam. Weźmy taką Aquę, wrzód na czterech literach, zawsze pakująca siebie i innych w kłopoty, jędzowata, wrzeszcząca i płacząca, arogancka, a do tego nie wiadomo czy nosi majtki! No, ale gdyby nie ona, to inni nie poradziliby sobie przy niektórych questach, a ponadto stanowiła z Kazumą (Kazuma-desu) dobry duet komiczny. Nie ukrywam, że moją drugą ulubienicą po głównym bohaterze jest Megumin (jak do tej pory spotkałam się przede wszystkim z fanami Megumin, którzy pragną ją na waifu - jak widać kompleks loli jest zaraźliwy u facetów). Megumin ze swoim jedynym zaklęciem: Explosion, rozwala byle co, byleby rozwalić i to jest jej jedynym celem w życiu. Doskonalić magię wybuchu - no jak tu nie kochać takiej destrukcyjnej dziewczyny! Trochę bardzo naiwna, z kompleksem gimbusa, wieczny głodomór, nic tylko tulić i wykorzystywać do szerzenia chaosu. Darkness, rycerz-masochistka, która lubi robić za żywą tarczę, a gdy przychodzi do pojedynków, nie potrafi celnie trafić przeciwnika. Okazała się najmniej interesującą postacią - o, dziwo dowiadujemy się o niej najwięcej informacji w ciągu dwudziestu epizodów, ale i tak wydawała się za bardzo schematyczna w porównaniu z pozostałymi. I gdybym miała ją konkretniej zakwalifikować, to wywoływała u mnie podobne reakcje co Aqua - zgrzyt zębów i westchnięcia.
Co się tyczy innych postaci, bardzo pobocznych, to odgrywały jakieś tam swoje rólki, pomagały, szkodziły, były dobrym tłem, lecz jako widz nie widziałam w nich żadnego potencjału, no może prócz Wiz, czy Yunyun, czy chociażby Vanir. Nie zyskali mojej sympatii, po prostu byli fajnym dodatkiem z szansą na rozwinięcie. Czy ich rola wzrośnie w mandze? Oto jest pytanie. Ogólnie uważam bohaterów za najlepszy element tej serii - to oni zapewniali śmiechy, chęć kibicowania im w dalszych sukcesach oraz potrafili poprowadzić tak akcję, że zwrot następował po zwrocie. Święta trójca z Kazumą (hai, Kazuma-desu) na czele jest boska.

GRAFIKA:

Z jednej strony tragedia, z drugiej da się przymknąć oko. Kreska typu rozmiękczone kluchy, która jest bardzo nieidealna, niechlujna i rozjeżdżająca się na wszystkie strony. Postaci i ich twarze są w ciągłym ruchu i wystarczy zatrzymać player w obojętnie jakim momencie, by dostrzec, że w tym kadrze jest coś nie tak, szczególnie nie tak z wyglądem bohaterów. Nie okłamujmy się, graficznie nie ma tu cudów, są jedynie przebłyski ładnych wybuchów, zaklęć, czy przybliżeń na piękno trójcy, która w pewnych sytuacjach musi mieć proporcjonalną twarz. Jednak tak jak mówię: mi to nie przeszkadzało. Dobrze się oglądało, a ta niedbałość miała w sobie urok. Prócz tego muszę pochwalić kreację stroju Megumin, która w porównaniu z pozostałymi wyróżnia się najbardziej i jest bardzo kawaii (no dobra, dres Kazumy (Kazuma-desu) też jest charakterystyczny - niech spoczywa w pokoju).

MUZYKA:

Czyli magiczne trele-morele, które wyróżniają serie fantasy. Tym razem nie odnalazłam w soundtracku niczego przebojowego, co zwróciłoby moją uwagę na dłużej. Żadnych nastrojowych ballad, które poruszają serce, żadnego rzępolenia skrzypcowego, dosyć typowo i bez żadnego wow. Pierwszy opening nie był niczym zachwycającym, podobnie obydwa endingi w wykonaniu trójcy seiyuu. Ale inaczej sprawa ma się z drugim op, który jest boski pod względem muzycznym jak i scenkowym - odsłuchiwałam i przyglądałam się z bananem na ustach, za każdym razem przypatrując się innym postaciom.

OP1 - "fantastic dreamer" by Machico
OP2 - "TOMORROW" by Machico
ED1 - "Chiisana Boukensha" by Aqua, Megumin, Darkness
ED2 - "Ouchi ni Kaeritai" by Aqua, Megumin, Darkness

PODSUMOWANIE:

Żeby nie było niedomówień: Konosubę bardzo przyjemnie się oglądało. Podejście sceptyczno-realistyczno-sarkastyczno-parodiowe jest jak najbardziej na miejscu. Seria zapewniła mi wiele śmiechów, niekontrolowanych chichotów i wytrzeszczów oczu. Bohaterowie jako największa zaleta, zapewniają dobre show, szczególnie Kazuma (hai, Kazuma-desu) ze swoim podejściem do tego absurdu i jedyną moją uwagą jest: dlaczego tak mało odcinków? Dlaczego tylko dwadzieścia? Chcę więcej! Ehm, mimo niezbyt zachęcającej oceny punktowej, polecam każdemu zapoznanie się z niniejszym tytułem - bez dwóch zdań warto!

OCENA:

Fabuła: 7
Bohaterowie: 7+
Grafika: 5+
Muzyka: 4
Ocena ogólna: 6+

2 komentarze:

  1. Mi bardzo "konosuba" się spodobała, głównie przez dużą dawkę śmiechu jakiej mi dostarczyła. Moimi ulubionymi postaciami również jest Kazuma i Megumin.
    Gorąco Pozdrawiam Fejwsi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej! Fanklub Megumin jest naprawdę spory :D

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x