poniedziałek, 19 czerwca 2017

[Inne] - Bla bla #5 - Naruto Next Generation

Naruto, Sakura, Sasuke to bohaterowie wojenni. Żyjące wśród zwyczajnych ludzi legendy. Drużyna siódma jest teraz miłym wspomnieniem, które wywołuje uśmiech na twarzy. Za to do akcji wchodzą nowe osoby, które wywrócą świat do góry nogami. Panie i Panowie przed Państwem - Boruto.

Chcąc nie chcąc - ten post musiał kiedyś powstać. Z poprzedniego Bla bla mogliście się przekonać, że seria o Naruto wiele dla mnie znaczy. W związku z tym po prostu musiałam zacząć oglądać przygody jego syna. I zakładając, że seria będzie kolejnym kilkuset odcinkowym tasiemcem - nie sposób czekać do końca produkcji z opinią. Po 11 odcinkach za to można już powiedzieć, że pierwsze wrażenia są za mną. I och, naprawdę nie wiem, jak to napisać...


Zacznę od tego, że Boruto: Naruto Next Generation jest serią bazującą przede wszystkim na naszej sympatii do blondwłosego Hokage. Wiele osób, które są współczesnymi fanami anime wychowywało się razem z Uzumakim - w związku z tym stworzenie kolejnej produkcji z tego universum jest korzystnym pomysłem dla producentów. Obawiam się jednak, że jest to czysty przykład zapchania wszystkich fanowskich fantazji o tym, jak wyglądało dorosłe życie Naruto.

A dorosłe życie Naruto jest okropne. Czego nie potrafię zrozumieć, to powodów dla których zrobiono z niego takiego... biurokratę. Mam wrażenie, że twórcy chcąc zepchnąć Hokage na drugi plan i dorobić większej ideologii do zachowań Boruto postanowili zepsuć Naruto. Teraz nie jest już żywiołowym chłopakiem, który otwarcie mówi o swoich marzeniach. Jest pracoholikiem znienawidzonym przez syna, który prawie nigdy nie odwiedza domu. Przez większość czasu można pomyśleć, że nawet nie ma większych uczuć wobec swojej rodziny. Ten motyw wyjątkowo mnie niepokoi, ponieważ miałam wrażenie, że Tsunade, która była Hokage w trakcie wojny czy Minato będący Hokage tuż po wojnie w trakcie napiętych stosunków między wojskami - byli bardziej obecni w swoim prywatnym życiu niż Naruto. Mimo wszystko ten ostatni ma chyba najspokojniejszą sytuację na świecie od czasów pierwszego Hokage!


Szczerze liczę, że to się zmieni. W pierwszych odcinkach byłam przerażona roztaczaną wizją Naruto, która na szczęście z czasem łagodnieje. Mam nadzieję, że postanowią to poprawić, ponieważ nie chcę patrzeć jak takiej postaci odbierają iskrę, która towarzyszyła mu przez całe dotychczasowe życie. Chyba, że twórcy mają na celu pokazanie, że dorosłość jest do kitu i zabija w człowieku co najlepsze - wtedy nie mam żadnych pytań.

Reszty dorosłych postaci nie było dane nam na razie poznać zbyt dobrze. Jest Shino, który z kolei wydaje mi się, że został osłabiony. Shikamaru oraz Sai są postaciami, w których wiele zachowano i w odczucia względem nich nie powinny się zmienić. Na plus za to zadziałała postać Konohamaru - co prawda nie było go za dużo do tej pory, ale bawi swoją przemianą.


Przejdźmy więc do tego, co najważniejsze w tej produkcji - dzieci głównych bohaterów. Bo nie oszukujmy się - tutaj naprawdę nie chodzi o niesamowitą rozrywkę, przynajmniej na razie. Wszystko opiera się  - jak już wcześniej wspomniałam - na wywołaniu u nas reakcji "aww", gdy widzimy pewne podobieństwa między dzieckiem a rodzicem.

Widać w nich to, że charaktery są tutaj genetyczne, ponieważ większość zachowań głównych bohaterów można uznać za kropkę w kropkę podobnych do tych od swoich rodziców. Cóż, nie będę kłamać, osobiście uważam, że większość z nich jest urocza, zabawna i z chęcią przyglądam się ich poczynaniom.

Niestety! (Jakieś niestety musiało się pojawić) Są oni za silni. Nie potrafię przestać się denerwować, ilekroć widzę te dzieciaki w akcji. Dopiero zaczęli Akademię, a jakieś 90% z nich jest na poziomie swoich rodziców, gdy ci już skończyli naukę i rozpoczęli pierwsze samodzielne misje. Wiem, wiem - dzieci zawsze muszą przerosnąć rodziców. Jednak... tutaj wszystko przychodzi za łatwo. W Naruto można było zauważyć, jak główne postacie muszą trenować, walczyć, aby stać się silniejszymi. Boruto i jego przyjaciele są dobrzy od początku, bez żadnego wysiłku. A patrząc po scenie otwierającej, która bądź co bądź kupiła mnie, obawiam się, że ten stan rzeczy się nie zmieni.


Z kolei fabularnie... póki co wątek wydaje się nieskomplikowany. Nie zmierzamy od razu do wielkiej wojny, a na razie do intrygi, która obejmuje całą Konohę swoim działaniem. Jednakże uważam, że tak skupia się na przedstawieniu wszystkich gagów sytuacyjnych, niesamowitości Boruto i jego kolegów, że na siłę arc jest przedłużany. Uważam, że dałoby się to zrobić bardziej wiarygodnie, a szybciej i lepiej. Ale cóż - ja nie mam tu za wiele do gadania.

Mimo tych licznych zastrzeżeń będę kontynuować oglądanie Boruto. Zobaczę jak potoczą się dalsze losy blondyna i może za kilka miesięcy, rok, pojawię się z kolejnym Bla bla, które zweryfikuje, czy coś się poprawiło.

A jakie jest wasze zdanie na temat serii o losach Boruto?

6 komentarzy:

  1. Mnie oglądanie jej... boli. I nie chodzi mi o sam poziom anime, czy coś w tym stylu, ba, to byłoby łatwiejsze do przebolenia ;) Oglądałam Naruto od samego początku, gdy tylko zaczął wychodzić (z poślizgiem kilku miesięcy, ale co to jest, przy tylu latach trwania serii...). Tyle czasu i tak de facto dorastanie w towarzystwie najsłynniejszego animowanego blondasa, oraz pewnie mało przyjemne podobieństwa jak wykluczenie, spowodowały że bardzo zżyłam się z tą postacią. Gdy patrzę na Boruto, czuję żal, że to już nie Naruto, nie to samo. Uczucie to pogłębia to, że jaki ojciec, taki syn... Pod pewnymi względami skrajnie podobni, pod innymi całkowicie różni... Ciężko się to ogląda takiemu zatwardziałemu Narutardowi ;) Niemniej, męczę serię, bo miło widzieć Naruto, który jest spełniony (nawet jeśli wiecznie przy tym zmęczony...), a co do Boruto... Cóż, być może potrzebuję więcej czasu, aby się z nim oswoić i polubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Naruto miał ogromne znaczenie dla osób, które się z nim wychowywały. Ale również mam nadzieję, że Boruto w pewnym momencie się rozkręci i sprawi, że pokocham tę serię całym swoim sercem.

      Usuń
  2. Nie jestem fanką Naruto, ale zawsze rozczulają mnie serie, w których bohaterowie są już dorośli, mają dzieci i w ogóle TwT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też rozczulają! Lubię takie kwestie, ale trzeba przyznać, że bazują one jedynie na sentymencie :(

      Usuń
  3. Jako fanka oryginalnej serii Naruto muszę powiedzieć, że najbardziej mnie w Boruto kupiły sceny gdzie możemy zobaczyć Naruto i inne postaci w roli rodziców, niektóre sceny bardzo mi się podobają a inne mniej.
    Mi również nie podoba się to jak z Naruto zrobili typowego służbistę zabijając w nim całą jego "wybuchową" osobowość. Postać "Boruto" również mnie trochę drażni, zachowuje się dość niewdzięcznie i jego stwierdzenie, po co komu rodzice. Bardzo mi się nie podobało czy to gdy powiedział, że wolał by już nie mieć w ogóle ojca. Mam nadzieję, że w późniejszych odcinkach zrobią motyw z pokazaniem Boruto tego przez co musiał przejść jego tata, może wtedy otworzyły by mu się oczy i nabrał by do niego większego szacunku.
    Najbardziej chyba z nowych postaci polubiłam Himawari, Mizukiego a mamusia Hinata jest świetna. :D
    Gorąco Pozdrawim Fejwsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że to co kupiło Ciebie, kupiło też gro fanów. Także uwielbiam te sceny. Ochałam i achałam, gdy pokazano rodzinkę Shikamaru <3
      Boruto staje się bardziej miły prawdopodobnie dopiero przy egzaminie na chunnina - tak przynajmniej wynika z filmu :/ A szkoda, że przez tyle lat będzie zachowywać się absurdalnie.
      Och, mamusia Hinata jest cudna!

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x