niedziela, 13 marca 2016

[Recenzja mangi] - "Orange"

TYTUŁ: Orange
AUTOR: Takano Ichigo
ROK: 2012 - 2015
LICZBA ROZDZIAŁÓW: 22
LICZBA TOMÓW: 5
POLSKI WYDAWCA: Waneko
GATUNEK: Romans, Dramat, Szkolne, Sci-Fi

OPIS SERII: 

Każdego czasami ciekawi, co by było gdyby znał z miejsca swoją przyszłość. Gdyby ktoś mu powiedział: uważaj na tę osobę, zakończ tą znajomość, nie rób tego, zaryzykuj... To mogłoby ułatwić nam życie, nawet sama świadomość, że za dziesięć lat wszystko będzie w porządku mogłaby niektórych uspokoić i ukoić ich nerwy. Kto nie chciałby otrzymać od siebie wiadomości z przyszłości? 
Pewnego dnia Naho Takamiya otrzymuje list. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że został on napisany przez główną bohaterkę dziesięć lat później. Jakimś sposobem informacje dotyczące tego, co wydarzy się na przestrzeni dni zostały wysłane w przeszłość. Każda informacja się zgadza: do klasy dołączy nowy uczeń, Kakeru, usiądzie obok Naho, grupa przyjaciół zaprosi go popołudniu na spotkanie. Wszystko to faktycznie się dzieje. 
Niestety list nie został wysłany bez powodu. Zawiera on także informację, że za dziesięć lat Kakeru nie ma już w grupie przyjaciół... Naho z przyszłości ma ogromny żal do siebie, że nie zachowywała się inaczej w przeszłości i nie zdołała uratować przyjaciela, dlatego prosi siebie z okresu liceum, aby czuwała nad Kakeru.


FABUŁA:

Długo nie potrafiłam się przekonać do tej mangi. Widziałam ją na półkach w Empiku, a jednak jakoś ją ignorowałam. Na szczęście zdecydowałam się, aby ją przeczytać i wcale tego nie żałuję.
W mangach często pojawiają się utarte schematy, wiele wydarzeń bywa do bólu typowych, co tylko denerwuje, ponieważ można równie dobrze przewidzieć, jak się zakończy. A kiedy akcja toczy się przez siedemdziesiąt rozdziałów dookoła tego samego można się załamać. W przypadku Orange jest zupełnie inaczej. Tutaj w dwudziestu rozdziałach ujęto oryginalną i ciekawą historię. Listy z przyszłości! Wcześniej nie spotkałam się z podobnym zabiegiem w żadnej mandze. 
Po pierwsze akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: pierwsza z nich to ta, w której grupa przyjaciół chodzi do liceum, druga przedstawia przyszłość dziesięć lat później, kiedy Kakeru nie żyje. Przede wszystkim akcja skupia się na tej pierwszej, gdzie Naho otrzymuje list i próbuje zmienić przyszłość. To dookoła wydarzeń związanych z Kakeru, który cierpi na depresję toczy się historia. Naho za wszelką cenę próbuje zmienić rzeczywistość, aby nie żałować rzeczy, które żałowała jej "przyszła ja". Wydaje mi się to naprawdę ciekawe, oryginalne i do tego zostało fajnie przedstawione. 
Podobało mi się to, że ujęto tam trochę perspektywy fizyki, czarnych dziur, światów równoległych czy podróży w czasie. Mimo wszystko to temat, który mnie interesuje, a więc wprowadzenie go do fabuły zadziałał dla mnie na korzyść serii. I choć jest jeden element, który mnie zastanawia, bo nie został do końca wyjaśniony... Dla tych którzy czytali Orange, po zaznaczeniu czarnego wyjaśniam o co chodzi: oni naprawdę popłynęli do Trójkąta Bermudzkiego, aby wrzucić do niego listy i wysłać je przeszłość? Bo jednak wydaje mi się to naciągane, ale jeżeli ich stać, to czemu nie!  Dla tych, którzy nie chcą spoilerów według mnie znajduje się w tej mandze po prostu aspekt, który trochę mi przeszkadza z punktu logicznego, chyba, że postacie są bogate. 
Czytałam różne wypowiedzi na forach i okazuje się, że wiele osób nie było w stanie czytać tej mangi do końca, ponieważ było to dla nich zbyt bolesne. Za bardzo utożsamiali się z Kakeru. Trzeba przyznać, że Orange nie należy do takich rzeczy, które czyta się łatwo, bez jakichkolwiek refleksji. Osobiście po przeczytaniu tego długo zastanawiałam się i analizowałam, czy sama napisałabym taki list do przeszłej siebie. Do tego Orange porusza ciężkie tematy jak depresja czy samobójstwo. Takich mang po prostu nie da się czytać z lekkością i pogodą ducha. Wielokrotnie martwiłam się o bohaterów czy miałam łzy w oczach, zastanawiając się nad tym, jak potoczy się akcja. Trzeba przyznać, że czytanie tego momentami trochę boli. Także jeżeli ktoś spodziewa się historyjki do pośmiania się, to muszę go rozczarować, ale tutaj na pewno tego nie znajdzie. 
Zastanawiam się i analizuję, czy mam coś wielkiego do zarzucenia fabule. Wydaje mi się, że nie było niczego takiego, co naprawdę by mnie ubodło i wywołało zgrzytanie zębów (pomijając rzecz zaznaczoną na czarno przez którą odejmę pół punktu fabule). W Orange nie ma banału, rozciągania historii, byle tylko napisać więcej i wrzucania niepotrzebnych wydarzeń. Wszystko zostało ładnie i zgrabnie zamknięte w dwudziestu dwóch rozdziałach. A więc czego tutaj się czepiać?


BOHATEROWIE: 

Trzeba przyznać, że bohaterowie są różnorodni i naprawdę ciekawi. Z głównych przyjaciół nie poznajemy wszystkich dokładnie, skupiamy się przede wszystkim na Naho, Kakeru oraz Hiroto. I choć moje serce podbiła postać Hagity, który jest raczej drugoplanowy, to do całej grupy przyjaciół odczuwam ogromną sympatię. 
Naho jest naprawdę pogodną, ciepłą osobą. Trochę - a nawet bardzo - niedomyślną, co może irytować. Momentami naprawdę jej osoba mogła sprawić, że ktoś się skrzywi, ale w gruncie rzeczy widzimy, że jest bardzo troskliwa, miła i zależy jej na bliskich. Mimo to miałam czasami ochotę jej przywalić, głównie ze względu na postać Hiroto, którego cały czas ignorowała i była niezwykle niedomyślna w stosunku do jego osoby, kiedy wkładała wszystkie swoje wysiłki w ratowanie Kakeru. 
Tutaj dochodzimy do postaci Hiroto, którego było mi najbardziej żal na przestrzeni całej tej mangi. Wydaje mi się, że został okropnie potraktowany na przestrzeni całej historii i w rezultacie kończy najgorzej z całej grupy przyjaciół. Było mi go ze względu na to żal, co tylko sprawiło, że Naho dodatkowo mnie irytowała. Niemniej nie można powiedzieć, że jego postać nie wykazała się! Hiroto jest naprawdę interesujący ze względu na to, że musi przełożyć dobro inny ponad swoje własne. Nie zawsze mu to wychodzi w stu procentach, ale dzięki temu staje się ludzki. Gdyby był tylko i wyłącznie męczennikiem - do którego ma spore zapędy - to prawdopodobnie nie byłabym taka zadowolona z jego osoby. 
Kakeru był chyba najtrudniejszą postacią do wykreowania. Mimo wszystko problemem jest stworzenie osoby, która ma depresję tak, aby była realistyczna i przemówiła do ludzi zamiast wywoływać zgrzyty. Sądzę, że autorce udało się podołać temu zadaniu, choćby patrząc na to, że niektórzy utożsamiali się z Kakeru, czytając Orange. Dlatego, choć jego postać mogła momentami wywoływać zdenerwowanie, uważam, że został dobrze stworzony i w odpowiedni sposób przedstawiono zaburzenie jakim jest depresja.
Choć do pozostałych postaci nie przykłada się tak wielkiej uwagi, jak do wyżej wymienionej trójki, to zostali dobrze wykreowani - każdy z nich jest inny i ludzki. W tej kwestii Orange dostaje wielkiego plusa, mimo nielicznych mankamentów. 



GRAFIKA:

Kreska była całkiem w porządku. Nie miałam problemu z rozróżnianiem postaci, co czasami niestety się zdarza w mangach. W przypadku Orange trudno o pomyłki czy postacie na miarę kopiuj wklej. Nie poznajemy za dużo postaci oprócz głównych bohaterów, ale grupa przyjaciół na pewno różni się od siebie nie tylko charakterami, ale i wyglądem. 
Niestety zdarzały się pewne niedociągnięcia i momentalny brak staranności, wynikający prawdopodobnie z lenistwa. Było tych momentów naprawdę niewiele, ale jednak zdarzały się. Jednak oprócz tego za bardzo nie mam nic do zarzucenia grafice. Jest ładna, przejrzysta i przyjemna dla oka. 

PODSUMOWANIE: 

Podsumowując, polecam tę mangę każdemu, kogo ciekawi mieszanka shoujo, science-fiction, specyficzne podróże w czasie i elementy dramatu. Orange zapewnia te wszystkie elementy i jest na pewno warta uwagi. Jeżeli ktoś waha się przed przeczytaniem tego, zdecydowanie powinien przestać. Nauczcie się z moich pomyłek - ja odkładałam tę mangę za długo.

OCENA: 

Fabuła: 9,5
Bohaterowie: 9
Grafika: 8
Ocena ogólna: 9-

8 komentarzy:

  1. Lubię jak ludzie recenzują 1 tom, kilka tomów naraz albo od razu całość, fajnie się takie recenzje czyta, a nie tak tomiki na wyrywki :D.
    Lubię ten tytuł, w sumie na polską wersję tomikową 5 tomu nadal czekam w paczuszce, ale całość mnie naprawdę usatysfakcjonowała, najbardziej polubiłam Suwę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolę czytać od razu pisać. Ba! Wolę od razu pisać recenzję całości, a nie pojedynczych tomów - jakoś tak wygodniej.
      To dobra manga, też go lubiłam, choć moim ulubieńcem był Hagita :P

      Usuń
  2. Z tego co pamiętam (bo czytałam to już dłuższy czas temu) to dla mnie ta manga była całkiem ciekawym shoujou, a o ciekawe shoujou trudno xdd
    Bo wszędzie spełniona miłość itd itp
    Wszyscy są szczęśliwi i nie wiadomo co, skąd i dlaczego..

    A tak btw, podobno mają to zekranizować w sezonie letnim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, w shoujo zazwyczaj mamy ciągle to samo i niczym nie może nas zaskoczyć, a tutaj jest zupełnie inaczej!

      Tak, słyszałam o tym! Nie mogę się doczekać :)

      Usuń
  3. Z początku nie byłam przekonana do tej mangi (bo shoujo), ale wystarczył pierwszy tom, żebym szybko zmieniła zdanie. Ostatnio przeczytałam całość i wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Tylko mimo wszystko szkoda mi Suwy. :__;
    Hagita też zdecydowanie zasługuje na uwagę. Może i nie miał okazji wybić się na pierwszy plan, ale i tak był ważną (i ciekawą) postacią. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja byłam na początku zrażona do tej mangi? :P
      Suwa był biedny na sam koniec, to trzeba przyznać :( Choć w równoległym świecie dalej był szczęśliwy...

      Usuń
    2. Nie tylko Ty. :D
      To chyba jedyne pocieszenie... :c

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x