wtorek, 28 lutego 2017

[Inne] - Yare yare #2

Koniec lutego i czas na nowe rozkminy! Yay! Przyznaję, że mimo iż miesiąc krótki, to nie uniknęłam maniaczenia mangowego i animowego. Zwłaszcza mangowego... Sporo też widziałam, sporo nadrobiłam zaległości, dlatego mogę uznać niniejszy miesiąc za udany! Nie zwlekając: zapraszam do yare yaruśku epizod drugi.

Anime


[Powie]:
1. Pierwsze wrażenia ciąg dalszy
Pierwsze wrażenia zimy 2017 okazały się trochę łyse, bo jak można było zauważyć: oglądanie 6 serii to niezbyt wiele, by poczuć się usatysfakcjonowanym animaniakiem. Jednak coś się zmieniło od tego czasu. Po pierwsze: porzuciłam Masamune-kuna - nie miałam siły dla tych żeńskich bohaterek. A po drugie zaczęłam dwie inne serie, które mi polecono i które muszę pochwalić:

a) Fuuka
Strasznie wzbraniałam się przed Fuuką uznając ją za anime płytkie, nudne, skupiające się przede wszystkim na stereotypach, zainteresowane jedynie ecchi i tworzeniem żeńskiego haremu (oczywiście nie mam zielonego pojęcia skąd się wzięły moje uprzedzenia). Nie przekonywała mnie także wizja, że jest to o dzieciakach, które będą zakładały zespół muzyczny - w końcu jest takich serii pełno... No, ale obejrzałam. Pierwszy odcinek potwierdził moje obawy, ale żeby mieć czyste sumienie zobaczyłam jeszcze drugi i przy drugim wsiąkłam. Te siedem odcinków, jakie do tej pory obejrzałam były tak cudowne, zabawne i nie banalne, że zaczęłam zagłębiać się w tematykę Fuuki. Między innymi wyczaiłam, że jest prequel (na 100% obejrzę), o mangach nie wspominam, że znalazły się na liście must read, do tego zaspoilerowałam sobie pewną rzecz, która jeszcze bardziej podbiła moje serduszko, bo zaraz skojarzyło mi się Angel Beats i ogólnie stwierdziłam, że nie wyobrażam sobie, że miałabym Fuuki nigdy nie poznać. Ja już wiem, że to złamie mi serce. Wiem, że ostatni odcinek wywoła tsunami łez i pozostanie po mnie wrak człowieka. Ugh...

b) Kobayashi-san Chi no Maid Dragon
Czy historia o smokopokojówce (brzmi prawie jak nowy rodzaj sokowirówki) może okazać się śmiesznym niewymagającym myślenia show? Jak najbardziej. Kobayashi-san Chi no Maid Dragon ma w sobie pewien urok, któremu widz ulega. Jest zabawnie, dla fanów shoujo-ai znajdzie się pełno sytuacji pobudzających wyobraźnię, anime ma w sobie cechy okruchów życia (możliwe że przez to czuję się po niektórych odcinkach tak melancholijnie), a do tego są smoki. Kto nie lubi smoków?! Jak dla mnie Kobayashi-san wydaje się przyjemnym seansem - można zobaczyć :3

2. GTO
Do Wielkiego Nauczyciela Onizuki miałam podejść aż trzy w przeciągu kilku lat i dopiero ostatnio przeczytana recenzja od Kusonoki Akane (klik!) podkusiła mnie do przebrnięcia dalej niż tylko pierwszy odcinek. Za mną już dwanaście epizodów i jestem nawet usatysfakcjonowana seansem, bo śmieszy, a małpopodobny Onizuka wprawia swoimi akcjami w dobry nastrój. Oczywiście są zgrzyty bo: absurd miesza się z realnością, schematy, które kiedyś nie były schematami, są przynudnawe, a kreska razi swoją starością i niedokładnością... ale póki co: nie narzekam! Dobrze się ogląda, a humor jest na poziomie.

3. Nichijou
Póki co utknęłam w komediach i większość serii, które oglądam mają sprawić, że będę się śmiać (to chyba podświadome wołanie mojego optymizmu, który na zimę ukrył się głęboko w moich bebechach, a teraz po kryjomu naprowadza mnie na odwilż humoru - tak, bredzę od rzeczy). W Internetach roi się pełno gifów z Nichijou i zawsze mnie fascynowało jak coś tak absurdalnego może pojawić się w jakimkolwiek anime. No dobra, Danshi Koukousei no nichijou udowodniło, że może, ale to było nic w porównaniu z Nichijou. Nic! Ta seria jest tak pozytywnie specyficzna, a zarazem tak zabawna, że moje poczucie humoru zyskuje jeszcze więcej niezrozumiałych dla innych żartów. Warto zobaczyć to małe dziwactwo.

Manga


[Powie]:
1. Kokou no Hito Shinichi Sakamoto
Pierwszego dnia po przeniesieniu do nowej szkoły, Mori Buntarou przez pewne okoliczności (udowodnienie swojej wartości) wspina się bez zabezpieczeń po ścianie budynku szkoły w stronę dachu. Mając świadomość, że gdy popełni najmniejszy błąd, cudem będzie jeśli przeżyje, Mori wspina się dalej i gdy udaje mu się osiągnąć cel, odkrywa, że właśnie po to żyje. Żeby się wspinać. Od tego momentu zaczyna się jego wyczerpująca droga, by zdobyć najwyższe szczyty świata.
Przyznaję, że skusiłam się ze względu na kreskę - moja dusza artysty nie mogła zignorować tak pięknej okładki tomu pierwszego! I z miłym zaskoczeniem odkryłam, że początek historii całkiem nieźle się czyta. Szczegóły związane ze wspinaczką pionową, realność sytuacji (chociaż czasem zahaczająca o absurd, kiedy bohaterowie skakali wzwyż i siłą swoich uczuć udawało im się dosięgnąć skałki powyżej), trudności jakie napotykał Mori i dramaty związane z bohaterami drugoplanowymi, były czymś co poznawałam z przyjemnością. Mogłam również dowiedzieć się tego i owego o profesjonalnych wspinaczkach i jak to naprawdę wygląda, kiedy człowiek jest zdany na naturę. Problem z tą mangą zaczął się gdzieś w połowie, kiedy fabuła przeszła w większości w paplaninę, profesjonalne kalkulacje, a akcja i frajda znacząco spadły. Zrobiło się mniej interesująco, jakby mangaka nie pałał już takim zapałem jak na początku. Powiem szczerze, że drugą połowę czytałam po łebkach, bo już nie mogłam znieść przeciągania niektórych scen, zaś zakończenie pozostawiło po sobie nijakie uczucia. Kokou no Hito ma potencjał, niesie ze sobą przesłanie, może zainteresować tematem i przedstawia go profesjonalnie, ale mojego serca nie kupiło. Oczywiście kreska piękna od początku do końca, zwłaszcza kiedy chodzi o tła, lecz nadal to za mało, żeby mnie zachwycić.

2. Heroine Shikkaku Momoko Koda
Każda dziewczyna chce być główną bohaterką romansu, a szczególnie Hatori, która od kilku lat jest zakochana w swoim przyjacielu z dzieciństwa, Ritcie, i z utęsknieniem czeka, aż uświadomi sobie, że to ona jest główną bohaterką i to z nią powinien przeżyć piękny romans. Była pewna swego, spodziewała się, że tylko ona się liczy, jednak... zostaje odsunięta na drugoplanowość, kiedy Rita zaczyna chodzić z przeciętną Adachi. Czy może być coś gorszego?
Uwielbiam niebanalne komedie romantyczne, a Heroine Shikkaku zdecydowanie się do nich zalicza. Czy kiedykolwiek zastanawialiście jak wygląda typowa historia miłosna ze strony tej przyjaciółki z dzieciństwa, która zawsze utrudnia związek głównej bohaterki z bishem? Jeśli tak, to ta manga jest dla Was odpowiedzią. A nawet więcej! Cudowny humor, wiele melodramatów, zabawa z kreską i cudowna, acz czasami wkurzająca i godna pożałowania bohaterka, która walczy o swój happy end. Uwielbiam i polecam!

3. Half & Half Kouji Seo
Shinichi i Yuuki przez pewien wypadek umierają razem. Jednak przez decyzję 'Boga' dostają szansę powrotu do życia. Niby fajnie, tylko, że po siedmiu dniach mają zdecydować, które z nich będzie żyło dalej, a które umrze na amen. A żeby było jeszcze ciekawiej podczas tego tygodnia, oboje będą dzielić ze sobą emocje, myśli, odczucia cielesne, a do tego nie będą mogli się od siebie oddalić. Jak przeminie ten tydzień?
Wiedziałam, że mangę wydało waneko, ale ogólnie temat mnie nie interesował, a dokładniej - nie poczułam potrzeby, żeby to w najbliższym czasie przeczytać. Jednakże nadeszła Fuuka i w jednym odcinku trudno było nie zauważyć, że bohaterowie wybierają się do kina właśnie na Half & Half (nie ma to jak reklamować inne swoje dzieła w subtelny sposób). Wtedy stwierdziłam: dobra, dam tej mandze szansę. Oczywiście, nie kupiłam - i dobrze, bo historia okazała się taka sobie. Nie wzruszyła, nie rozśmieszyła - wstawki ecchi wkurzały mnie, tak jak irytująca główna bohaterka - ogólnie czytało się średnio i jedynie zakończenie uratowało tę serię, bo zahaczało o dramat. Zdecydowanie ostatnie strony najlepsze. Cieszę się, że to za mną, że przemęczyłam, że nie wydałam piniążków na marne i fajrant - przeczytajcie sobie lepiej Fuukę.

4. Gokuraku Seishun Hockey Club Ai Morinaga
Hana kocha jedynie dwie rzeczy: jedzenie i spanie, dlatego kiedy przez pewien incydent zostaje zmuszona do dołączenia do drużyny hokeju ziemnego, gdzie treningi są z rana, a wycisk niemiłosierny, już wie, że jej piękne życie lenia się kończy. Chociaż może jest nadzieja...? W końcu ten klub jest prowadzony przez bishów, bogatych bishów, którzy nie potrafią grac w hokeja ziemnego i lepiej im wychodzi odwiedzanie różnych części Japonii z pysznymi potrawami regionalnymi. Czy leniwa Hana odnajdzie się w tym nowym środowisku, gdzie klub hokeja tak naprawdę nie ma nic wspólnego z hokejem?
Jak już z Puchie ustaliłyśmy: Gokuraku Seishun Hockey Club jest BARDZO PODOBNE do Ouran Koukou Host Club. Bardzo! W obydwóch seriach są dziwni, bogaci bishe z nietuzinkowymi pomysłami; przewodniczący klubów czują mięte do głównych bohaterek, główne bohaterki są... specyficzne i z pozoru nieatrakcyjne. Do tego początek jest nawet podobny! W Ouranie Haruhi tłucze wazon, więc musi być w klubie, żeby zrekompensować straty, zaś w Gokuraku Hana doprowadza do rozbicia samochodu przewodniczącego, więc również musi ponieść rekompensatę, dołączając do klubu. I choć obie serie wiele łączy, to jednak Ouran wygrywa, ale nie znaczy to, że przy Gokuraku źle się bawiłam. Wielokrotnie śmiałam się do łez, czytałam sceny kilka razy, bo były świetnie przedstawione i odniosłam przede wszystkim pozytywne wrażenia. Szkoda, że pod koniec wszystko zaczęło się sypać i mnożyło się coraz więcej błędów. Lecz mimo to: polecam!

5. Nowość Waneko - Kuro
Poznajcie Coco, sympatyczną dziewczynkę i jej czarnego kota Kuro. Pewnego dnia kociak uciekł z domu, a gdy wrócił był dziwny. Coco i Kuro są jedynymi mieszkańcami wielkiej willi, wokół której czai się coś niebezpiecznego, a dziewczynka wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy... (opis od waneko)
Czy jesteście gotowi na historię, która niczym Koralina przyprawi Was o gęsią skórkę?
Hm... Opis zbyt wiele nie mówi, prócz tego, że szykuje się coś tajemniczego i bardzo... niepokojącego? W końcu jest mała dziewczynka! To musi być coś strasznego! Na zakup się nie pokuszę, ale obadam na Internetach czy to coś wartego przeczytania.
6. Nowość JPF - Ansatsu Kyoshitsu Yuusei Matsui
Na Ziemię przybywa obcy, który postanawia zniszczyć naszą planetę dokładnie za rok. Jedynym ratunkiem dla ludzkości jest ukatrupienie kosmity, co może być trudne ze względu na jego niesamowitą siłę i zręczność. Wspaniałomyślny przybysz postanawia sprawę ułatwić, zatrudniając się jako nauczyciel w szkole skrytobójców. Dzięki temu może przekazać wiedzę podopiecznym, doprowadzając siebie samego do zguby!
Witajcie w szkole, gdzie każdy dzień rozpoczyna się atakiem na nauczyciela-kosmitę! (opis od JPF)

Dobra, ten opis jest do d***. Wiecie co mi najbardziej nie pasuje? Stwierdzenie, że kosmita zatrudnia się w szkole skrytobójców. A przecież to nie jest szkoła skrytobojców! Tylko zwyczajna placówka szkolna, gdzie jest klasa wyrzutków, która musi nauczyć się sztuk zabijania, żeby po pierwsze uratować Ziemię, a po drugie otrzymać za zabicie kosmity-nie-kosmity kupę kasy. I tylko to się liczy na początku: forsa! A poza tym ten kosmita nie uczy ich skrytobójczych technik, żeby go zabili, tylko normalnych przedmiotów, dając im jedynie okazję do pozbycia się jego osoby. Od nauki sztuki zabijania są inni nauczyciele! Więc... ehm... skończyłam bulwers. Ogólnie cieszę się, że wydają Klasę Skrytobójców, możliwe, że kiedyś pokuszę się na zakup.

Inne


[Krótkie refleksje Powie]:

1. Mystic Messenger
Po ciężkiej traumie wakacyjnej, kiedy to pierwszy raz zagrałam w MM i niestety przez głupotę wybrałam ścieżkę Yoosunga i niestety skończyło się to bad endingiem (nie pytajcie jak, bo trauma wróci), postanowiłam w czasie przerwy międzysemestralnej spróbować jeszcze raz. I wiecie co? Zakochałam się w tej grze, zakochałam się w członkach RFA - szczególnie w Zenie - i nie ma bata, ale będę musiała zagrać w nią jeszcze cztery, jak nie więcej, razy. Znacie tę grę? Jeśli nie, to możecie ściągnąć ją na telefon i zobaczyć jak bardzo jest wciągająca. Jeśli tak - co o niej sądzicie? Uwielbiam szczęśliwe zakończenie związane z Zenem, uwielbiam wszystko co jest związane z Mystic Messenger! Ehm. Póki co, skończę w tym momencie, bo gdybym chciała o wszystkim opowiedzieć, zajęłoby to długą notkę (znając mnie, gdy przyjdą chęci napiszę dłuuuugą spoilerującą notkę, ale to za jakiś czas). Ogólnie polecam! Bo to nie tylko randkowanie, ale to ma fabułę!

2. Nowy zwiastun Ghost in The Shell
Zapewne nie tylko ja oczekuję amerykańskiej adaptacji klasycznej serii, który każdy zaprawiony animaniak zna, a jak nie zna to na pewno o niej słyszał. Widzieliście nowy zwiastun? Bo ja coraz bardziej nakręcam się, że to będzie bardzo dobry film - o wiele lepszy niż nadchodząca amerykańska wersja Death Note, która już trąci beznadzieją... Jedyne moje obawy kierowane są w stronę Scarlett Johansson - czy podoła roli Major? Czy będzie potrafiła ukazać jej wewnętrzny kryzys? Przekonamy się już niedługo. A teraz zacznijmy wielkie odliczanie do premiery, która odbędzie się pod koniec marca!
Klik! żeby zobaczyć zwiastun.

3. Gdyby studia zajmujące się anime były ludźmi...
Mój youtube jest już tak zdeprawowany, że podsyła mi ciekawe (dziwne...) filmiki dotyczące anime i ostatnio zaproponował mi personifikację studiów anime i ich problem, jakim jest: jakie anime produkować? Cóż... co mogę rzec? SAMA PRAWDA. Kliczek!

I tyle na luty. A Wy, znaleźliście coś ciekawego w tym krótkim miesiącu?

8 komentarzy:

  1. O! Zen! ;D
    "Fuukę" miałam oglądać, ale sobie odpuściłam. Teraz myślę, że jednak dam jej jeszcze szansę, skoro tak zachwalasz. Nad "Kobayashi-san..." nawet się nie zastanawiałam, ale może... Też jestem w trakcie oglądania "GTO". ^^
    Podoba mi się tytuł "Heroine Shikkaku" (od razu nasuwa skojarzenia z "Ningen Shikkaku"), a co do samej mangi, hmm... może kiedyś zerknę.
    "Kuro" chyba kupię. Faktycznie, opis "Ansatsu" brzmi strasznie. T_T Jeszcze nie wiem, czy będę zbierać. Też jestem ciekawa "Ghost in the Shell".
    Ścieżka Yoosunga... tylko nie to... Ogólnie wolę Sevena, ale Zen też jest świetny. ♥ Też myślę nad notką o MM, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj szansę Fuuce! Daj szansę Fuuce! Daj szansę Fuuce! (skanduję)
      Wiem, i jeśli się nie mylę to utknęłyśmy chyba na podobnych odcinkach XD
      Ningen Shikkaku... Hm... czy to jest coś powiązanego z Dazaiem Osamu?
      Tak, ścieżka Yoosunga jest bardzo patologiczna... Czemu wszyscy wolą Sevena?! >< Przecież Zen to złoto! <3

      Usuń
    2. Tak, to najsłynniejsza chyba powieść Dazaia.
      Może to trochę dlatego, że przyjaciółka cały czas mi powtarzała jaki to Seven jest świetny i jakoś od początku się nastawiałam na niego. No i polubiłam go praktycznie od razu, a Zen zdobył moje względy dopiero gdy wybrałam jego ścieżkę. Ale zgadzam się, Zen to złoto. ^^ Po prostu... Seven też potrafi być kochany. I to jak! ♥
      A odblokowałaś już walentynkowy after ending? :)

      Usuń
    3. Niestety nie... :c Mam za mało pamięci w telefonie, żeby to odblokować T^T Ale oglądałam na youtubie i to było takie kochane, słodkie i cudowne <3 A ty, odblokowałaś? :3

      Usuń
    4. Tak, odblokowałam i rzeczywiście, było bardzo kochane. ♥
      Też miałam problem z brakiem miejsca, więc ostatecznie zdecydowałam się kupić większą kartę pamięci, w głównej mierze właśnie ze względu na MM. xD

      Usuń
    5. Co za poświęcenie! XD
      (przyznaję, że chyba też to za niedługo zrobię)

      Usuń
  2. Kuro to mój must have, bo uwielbiam w mangach połączenie mroku/horroru i małych dziewczynek. XD A jak jest krwawe to jeszcze lepiej.
    Muszę też w końcu kupić Half&Half, bo bardzo ciekawi mnie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Half & Half - tak jak mówię: średnie :c
      A co do małych dziewczynek z horrorów, to jest ich taki przesyt w popkulturze, że mnie już nie straszą >< Ale manga może być ciekawa :3

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x