wtorek, 27 września 2016

[Recenzja mangi] - ''Ao Haru Ride''

TYTUŁ: Ao Haru Ride
TYTUŁ ANGIELSKI: Blue Spring Ride
TYTUŁ POLSKI: Ścieżki Młodości
AUTOR: Io Sakisaka
ROK: 2011-2015
LICZBA ROZDZIAŁÓW: 53
LICZBA TOMÓW: 13
POLSKI WYDAWCA: Waneko
GATUNEK: Komedia, Dramat, Romans, Szkolne, Shoujo, Okruchy życia

OPIS SERII:

W gimnazjum Futaba Yoshioka uznawana była za uroczą, miłą i ładną dziewczynę, ale ona sama nie przejmowała się zbytnio tym jak ją inni spostrzegają - najważniejsze były przyjaciółki i Kou Tanaka - chłopak w którym cicho się podkochiwała i z którym łączyła ją specjalna więź. Przełomem w ich relacji była śmiałość chłopaka, kiedy zaprosił ją na letni festiwal. O siódmej. W parku Sankaku, koło zegara. - Tak powiedział, a ona uradowana zjawiła się w umówionym miejscu. Tylko że... Kou nie przyszedł. W ogóle się nie pojawił. Wakacje minęły, zaczął się nowy semestr, a w szkole Futaba dowiedziała się o jego wyprowadzce. Nikt nie znał powodu. W ten sposób pierwsza miłość Yoshioki skończyła się nawet nie zaczynając.
W liceum Futaba Yoshioka uznawana jest za nieatrakcyjną chłopczycę, która lubi dużo zjeść (według standardów japońskich, jeśli kobieta lubi dużo zjeść oznacza to, że jest nieatrakcyjna). Jednakże jest to zabieg specjalny, bo dzięki temu chłopcy się nią nie zainteresują, a ona nie straci przyjaciółek jak zdarzyło się to w gimnazjum. Jej licealne życie przebiega bardzo komfortowo do momentu, gdy spotyka na swojej drodze uroczą Makitę oraz chłopaka, który z wyglądu przypomina jej Kou. No, ale przecież to nie może być jej Kou, skoro nazywa się Kou Mabuchi, prawda? Nieprawda, może. I jest jej pierwszą miłością, tak jak ona była pierwszą miłością dla niego. Jednak... to przeszłość. Teraz są zupełnie innymi osobami. Szczególnie Kou, który zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni z niewiadomej przyczyny. Czy Yoshioka odkryje powody jego zmiany? Czy dowie się, dlaczego nie przyszedł wówczas w ustalone miejsce? I co najważniejsze: czy stare uczucie może przerodzić się w nową miłość?


FABUŁA:

Ao Haru Ride jest pierwszą taką mangą, którą kupiłam ze względu na okładkę. Owszem, domyślałam się, że to romans, a przy okazji potrzebowałam zastępnika za Dengeki Daisy... ale ogólnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czy będzie to dobra historia, czy płytka - nie interesowało mnie to. Po prostu zauważyłam ładną kreskę, Waneko i że to romans, więc kupiłam bez namysłu. Do dziś nie żałuję zakupu pierwszego tomu i kolejnych dwunastu, bo jest to jedna z najpiękniejszych opowieści, jaką mogłam przeczytać w swoim dotychczasowym życiu.
Cała magia tkwi prawdopodobnie w naturalnym przebiegu związków romantycznych - nie tylko między Futabą a Kou. Wydarzenia dotyczące pogłębiania relacji postaci nie są wymuszone, wzięte znikąd i przesączone absurdem. Wszystko ma zachowany porządek i każdy element świata przedstawionego może mieć wpływ na historię. Kiedy obserwujemy poczynania Kou i Futaby, którzy przechodzą od przyjaźni do ponownego głębszego uczucia, nie widzimy w tym czegoś nienaturalnego. Pewnie dlatego, że muszą przejść na swojej drodze przez wiele trudności i nieporozumień - trochę irytowały mnie typowe nieporozumienia, które w ogóle by się nie pojawiły, gdyby bohaterowie szczerzej ze sobą rozmawiali. Gdyby tak przykładowo Kou wyjaśnił Futabie jego relację z Narumi albo gdyby nie bał się wyrażać swoich uczuć... Cóż, wychodzi na to, że głównym winowajcą był tu przede wszystkim Kou, ale nie jest tak, że czytelnik będzie się na niego gniewał, czy przeklinał w myślach. Przez cały czas poznajemy jego charakter, przeszłość, traumatyczne zdarzenia... Dowiadujemy się sporo rzeczy o każdej postaci - nie ma w Ao Haru Ride takiego czegoś jak za mało informacji. Autorka obdarowuje nas wieloma szczegółami i wyjaśnieniami, które pokazują nam dlaczego dana postać zachowała się w taki a nie inny sposób. W wielu mangach brakuje takiego bliższego kontaktu z bohaterami - dostajemy o nich skąpe informacje przez co nie potrafimy ich zrozumieć czy wczuć się w ich sytuację. Przy Ścieżkach Młodości stajemy się częścią historii, przeżywamy to samo, emocjonujemy się przy porażkach, smutkach, radościach, kibicujemy poszczególnym bohaterom, żeby nabrali więcej odwagi albo żeby zrobili pierwszy krok, a kiedy oni się słuchają - to czytelnik wiwatuje. Kiedy robi coś nie tak - irytujemy się, ale z drugiej strony rozumiemy jego/jej decyzję. Rozumiemy i z bólem akceptujemy, mając nadzieję, że następnym razem postąpi inaczej. Tej serii nie da się odebrać obojętnie, tak jak nie dało się przy Strobe Edge czy przy Halu.
Jeśli dalej miałabym drążyć temat miłosnych zawirowań, to wspomnę jeszcze o drugoplanowych postaciach, które również przeżywają swoje historie romantyczne. Oczywiście, nie są aż tak rozbudowane jak w przypadku Kou i Futaby, ale także zajmują ważne miejsce w fabule i skupiają się na tym wątku z różnych stron, między innymi mamy trójkąty miłosne, zakochanie się w nauczycielu czy miłość jako odreagowanie na traumatyczne wydarzenie... Takie typowe romansowe zagrania, ale dzięki temu, że pojawiają się w jednej serii i to tak cudownej serii! - nabierają większego uroku, tym bardziej, że żaden nie jest banalny. Osobiście, to zaraz po Kou i Futabie najbardziej interesowało mnie jak potoczy się los Murao i z kim na końcu będzie - hm... rozwiązanie było średnio satysfakcjonujące, ale rozumiem jej wybór. Jednakże to, co mnie najbardziej uszczęśliwiało przez trzynaście tomów to więź łącząca głównych bohaterów. Boże! Jakie to było kochane a zarazem destrukcyjne dla mojego serca. To jak Futaba pomagała Kou, wspierała go i popychała do przodu, zaiste było poruszające - nie potrafię zliczyć momentów w których wzruszyłam się do łez. Do tego ich humorystyczne wstawki, przekomarzanki, zagrania losu, przypadki... Humoru jak i poruszeń serca oraz kanalików łzowych - nie brakuje.
To co mi się jeszcze spodobało to zapewne poruszenie kwestii takich jak: przyjaźń, radzenie sobie z problemami oraz codzienność. Przy tym pierwszym to powiem jedynie, że gdyby był gatunek Friends, to Ao Haru Ride zaliczałoby się do tego. Zarówno miłość jak i przyjaźń odgrywają w tej historii kluczowe chwile - gdyby nie pomoc przyjaciół czy ich rady, wszystko potoczyłoby się w zupełnie innym kierunku. Cieszę się, że autorka przywiązała do tego wątku dużą uwagę, bo dzięki temu czytelnik wie, że w życiu liczą się nie tylko związki romantyczne. Choć jak dla mnie Futaba mogła się bardziej angażować w sprawy i problemy swoich przyjaciółek, a nie tylko skupiać na swoich uczuciach. Radzenie sobie z problemami jest powiązane ściśle z przyjaźnią - wszyscy wszystkim pomagają i do pewnego stopnia starają się wzajemnie wesprzeć, w szczególności Kou, który musi sobie poradzić z ciągnącą się za nim przeszłością. Co do codzienności to Io Sakisaka dopracowała do perfekcji połączenie spraw życiowych bohaterów ze sprawami typowo codziennymi, takimi jak: szkoła, spotkania po, życie rodzinne (chociaż dziwię się, że ani razu nie pokazano rodziny Futaby...). Moją uwagę przykuły przede wszystkim wycieczki szkolne, funkcjonowanie rodziny Kou oraz szkolne sprawy, które zawsze przepełnione były humorem.
W Ao Haru Ride nie brakuje niespodzianek czy zwrotów akcji, których nie da się przewidzieć. Widać to w szczególności w ostatnich rozdziałach czy przy osobach, które pojawiają się nagle i wprowadzają zamęt w życiu postaci. Samo zakończenie było dla mnie bardzo dobrze dopracowane, sentymentalne, bo nawiązywało do pierwszych rozdziałów oraz pasjonujące, ponieważ pokazało całą esencję mangi. Jestem zadowolona z takiego The Endu, lecz zarazem zasmucona, że jednak jedna z moich ulubionych mang musiała się skończyć.

BOHATEROWIE:

Prawdą jest, że każda pojedyncza osoba w mandze została dopracowana prawie że do granic możliwości. Mają różne charaktery, motywy działania i inaczej reagują na otrzymane wiadomości. Jedyne czego tutaj nie ma to takiej typowo złej osoby, która zachowywałaby się w paskudny sposób i przeszkadzała bohaterom - jednakże według mnie to dobrze, że nie ma kogoś takiego. Oczywiście, niektórzy mogą sadzić, że Narumi była takim typem, ale tak jak mówiłam: nie da się jej potępiać, gdy pozna się jej prawdziwą twarz. To samo tyczy się głównych bohaterów, kiedy podejmują złą decyzję - irytuje nas to, ale potrafimy ich zrozumieć, bo tak jak mówiłam: dzięki dużej dawce informacji o ich uczuciach, przeszłości oraz motywach, łączymy się z nimi i akceptujemy ich wybory, bo wiemy dlaczego tak zadecydowali. Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, kiedy powiem, że moją ulubioną postacią jest Kou. Lubię takie złożone postaci, które mają tajemniczą przeszłość, skrywają w swoich sercach jakiś żal, a przy tym zachowują się sarkastycznie i w pewnych chwilach: uroczo. Kou jest wspaniały także ze swoimi wadami np. trudność w wyrażaniu uczuć czy byciem ze sobą szczerym, i gestami, które tylko on wykonuje np. kiedy się wstydzi to charakterystycznie zasłania sobie dłonią oczy. Futaba jako główna heroina była sympatyczna, pełna energii i optymizmu, dlatego ciężko się patrzyło, gdy zaczynała tak stopniowo wygasać przez zawody miłosne. Ogólnie jej podejście do życia strasznie motywuje innych (i ludzi z mangi i mnie jako prawdziwego człowieka, chyba). Miło było zobaczyć jak sobie radzi z kłopotami i powoli dojrzewa emocjonalnie w różnych sprawach. Za Makitą z początku nie przepadałam tak jak za Kominato - ta pierwsza dlatego, że jej urok jednak mnie trochę przytłaczał i wkurzało mnie jej podejście do spraw związanych z miłością, a tego drugiego po prostu traktowałam jako typowego klasowego głupka. Zdanie zmieniłam, kiedy poznałam ich lepiej, ale mimo to... nadal byli dla mnie takimi postaciami, które najmniej lubiłam (jeszcze niżej stała Narumi i Kikuchi). Za to uwielbieniem darzyłam brata Kou, pana Tanakę za jego kocie przysposobienie i te dziwne koszulki, oraz Murao za jej opanowanie i wiecznego poker face'a. Pewnie niektórzy zapytają czy ogólnie było mi szkoda Kikuchiego, a ja odpowiem bez zająknięcia, że: nie. Może nie mam serca, może go odpowiednio nie zrozumiałam, ale dla mnie to zachowywał się nie fair.

GRAFIKA:

Skoro miałam śmiałość, by zdecydować się na kupno mangi ze względu na kreskę, to musi to o czymś świadczyć - nie, nie tylko o mojej płytkości, że wybieram po okładce, ale o tym, że musi się w grafice skrywać coś wyjątkowego. Począwszy od kolorowych okładek, dodatkowych kolorowych rysunków, które można znaleźć na Internetach, a skończywszy na projektach postaci i teł, stwierdzam, że jest to najpiękniejsza kreska, jaką w życiu widziałam. Io Sakisaka ma talent nie tylko przy wymyślaniu historii, ale również przy przenoszeniu ich na papier. Jej styl jest ucztą dla oczu i przy każdej stronie można popodziwiać jej piękne rysunki. Nigdy nie zaburza proporcji ciała, postaci nie mają zbyt dużych oczu, chłopcy są męscy, każdy wygląda inaczej przez charakterystyczne wystylizowanie włosów i ciała oraz kiedy przychodzi moment na pokazanie emocji - to ukazane są w bardzo oczywisty sposób, dzięki czemu nie trzeba żadnych komentarzy, bo po mimice postaci widać, co czują. Za bardzo urocze i dobre w przedstawieniu uważam rumieńce ze speszeniem, łzy (jak wiadomo w innych mangach wychodzą... różnie, często kiepsko, a tutaj mają swój urok) i dynamikę ruchową, gdzie wszystko gra i buczy, przede wszystkim przy bieganiu Futaby. Nie brakuje tutaj elementów komicznych, dzięki chibikowaniu postaci i zabawie mimiką - chyba najbardziej zapadły mi w pamięci wstawki ze znudzonym, rozespanym albo zagniewanym Kou oraz Futaba, kiedy otwiera nogą drzwi do pokoju nauczycielskiego. Jeśli chodzi o tła to w komentarzach od Sakisaki można wyczytać, że wzorowała się na swoich własnych zdjęciach i przykładowo wykorzystała je w przy wycieczce szkolnej (tej drugiej, ale nie pamiętam, gdzie wówczas pojechali). W tłach widać szczegółowość i precyzję, nie są łopatologiczne i pojawiają się na tyle często, że nie mogę narzekać na ich małą ilość. Do tego wszystkiego godne uwagi jest cieniowanie i rastrowanie - nie wiem co jest w nich takiego, ale wyglądają magicznie!
Zatem: kreska cudowna i przepiękna na tyle, że chce się jedynie powiedzieć: Io Sakisako, rysuj więcej!

PODSUMOWANIE:

Bez wątpienia Ścieżki Młodości są jedną z moich ulubionych mang z gatunku romans. Nie wyobrażam sobie, że miałabym nie poznać tej pasjonującej historii, która poruszyła moje zimne serducho i wzruszyła do łez. Uwielbiam relacje między bohaterami, kreskę i sam przebieg opowieści, który niby wpasowuje się w schematy, ale jednak prezentuje się wyjątkowo oryginalnie. Io Sakisaka jest takim autorem, któremu można zaufać i bez mrugnięcia okiem wybrać jej mangi do przeczytania, bo póki co: ja się nie zawiodłam i mam nadzieję, że Wy także się nie zawiedziecie.

OCENA:

Fabuła: 10
Bohaterowie: 10
Grafika: 10
Ocena ogólna: 10

16 komentarzy:

  1. O, zapowiada się jakaś intryga, ale biorąc pod uwagę to, że mamy aż trzynaście tomów, to pewnie gdzieś w połowie się wszystko rozmyło...
    Właśnie to, że bohaterowie w mangach nie potrafią ze sobą normalnie porozmawiać bardzo mnie denerwuje. Nieporozumienia piętrzą się jak szalone, a przecież wystarczyło po prostu coś krótko wyjaśnić. Potem wielka drama, bo postacie nie potrafiły ust otworzyc i porozmawiać.
    ,,To co mi się jeszcze spodobało to zapewne naruszenie kwestii takich jak: przyjaźń, radzenie sobie z problemami oraz codzienność."
    Naruszenie...?
    Aż dziesiątka! D: I to we wszystkich kategoriach! D: A mnie wszyscy mówili, że to nudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Hm... Intrygi jako takiej ni ma, a akcja rozwija się przy każdym tomiku i nie ma tak, że się czytelnik nudzi :P
      Wiem, to jest okropne, że nie mogą po prostu pogadać i wykrzyczeć co im na sercu leży, jednakże trafiają się serie, gdzie szczerość jest najważniejsza i bohaterowie mogą wyznać sobie wszystko.
      Naruszenie...? Oj, czyżbym źle to sformułowała???
      TAK! DZIESIĄTECZKA! Bo to jedna z moich ulubionych mang! Nie jest nudna. Jak się nie lubi romansów, to może nudzi.
      Według mnie Ao Haru Ride zasługuje na 10, bo jako romans jest idealny <3

      Usuń
    2. Nie wiem o co chodziło, ale chyba o poruszenie kwestii. Naruszenie ma inne znaczenie. #myszaZło
      A ja nie umiem dawać niczemu dziesiątek, nawet, jeśli to są moje ulubione mangi, zawsze się czegoś czepiam i znajduję wady ;/ Chyba tylko kilka razy zdarzyło się, że nie znalazłam jakiś znaczących wad, ale w tym wypadku zalety były zbyt małe, żeby zasłużyć na dziesiątkę. #bełkot

      Usuń
    3. Ok, postaram się nie popełnić znowu takiej gafy ><
      Są różne typy ludzi - jedni dają dziesiątki, a inni najwidoczniej... nie. XD (kolejny podział ludzkości... #bełkocze również)

      Usuń
    4. Ostatnio dałam dziesiątkę jednej manhwie i planuję skrobnąć recenzję, więc nie jest źle ze mną chyba...

      Usuń
  2. Czytałam ponad połowę i było spoko, ale niestety aż tak miło tego tytułu nie wspominam. :<
    Po pewnym czasie główni bohaterowie robili się po prostu irytujący. Kou nie wiedział czego chciał i zachowywał się niekiedy jak skończony buc, a Futaba też jakoś tak się miotała. Nie pamiętam dokładnie, ale zaczęli mnie potem mocno denerwować swoimi ciągłymi wahaniami nastrojów. XD
    (Ale ja i romansy, śmiech na sali, więc nic dziwnego że hejty)
    Kreska śliczna, ale strasznie mnie zdenerwowała ta całkowita zmiana wyglądu obwolut od połowy. Grrr, wcześniejsze nawet były ładniejsze! A ja jestem perfekcjonistką! :<
    Ale ogólnie rzecz biorąc, pamiętam Ścieżki całkiem pozytywnie, jednak nie udało im się rzucić mnie na kolana. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj...
      Wahania Kou były zrozumiałe - nie chciał się przywiązywać, żeby nie zostać ponownie zranionym utratą ukochanej osoby. Poza tym Narumi komplikowała trochę sprawę, bo przeżyła coś podobnego co on i kiedy wiedział, jak ona się czuje to nie chciał jej zostawić samej. Futaba również miała prawo się miotać, bo bycie odtrąconą - kilka razy - i Kou, który musiał poukładać sobie sprawy... Cóż, to wszystko mogło ją wprawić w zwątpienie i chęć zmiany swoich uczuć, bo w końcu: jak kochać kogoś kto nie wie czego chce i nie potrafi wyrazić swoich uczuć, tak szczerze? Pełno nieporozumień, wątpliwości... Szkoda mi było bohaterów pod koniec, ale warto było przebrnąć przez tę trudniejszą część. ^^
      A mi się obwoluty podobały - so artistic <3

      Usuń
  3. Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy zaczynać tą serię, czy nie. Niby z jednej strony ma od groma pozytywnych opinii, a z drugiej nadal nie jestem przekonana... Może gdy nadarzy się okazja to sięgnę po pierwszy tomik :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ścieżki Młodości <3 Jak ja uwielbiam tą mangę <3 Mam na nią jednak trochę inne spojrzenie niż Ty - ja np. polubiłam wszystkich(nawet Kukuchi'ego)z wyjątkiem Narumi.
    Pozdrawiam,
    https://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem lubię tę mangę, chyba najbardziej Toumę i chciałabym żeby dostał własną historię, bo Ścieżki go nie rozpieszczały ;A;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że gdyby dostał własną historię to możliwe - możliwe i to bardzo - że polubiłabym go :3

      Usuń
  6. Ścieżki Młodości to moja ukochana manga. Jak obejrzałam anime, nie moglam powstrzymać gniewu, że nie byli razem. Wyobraźcie sobie tą euforię, gdy odkryłam mangę😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie :D
      Chociaż ja najpierw zajęłam się mangą, a dopiero później wyszło anime :3

      Usuń
  7. W którymś tomie pokazano raz mamę Futaby, więc nie można powiedzieć, że nie było jej rodziny XD Tylko teraz nie pamiętam w którym ;P
    Swoją drogą też mam wielki sentyment do tej mangi. Moja radość, kiedy w końcu skompletowałam całą serię, a jednocześnie ten żal, kiedy skończyłam czytać, bo to tak szybko zleciało...eh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak o tym wspominasz, to możliwe, że matka mignęła w jednym kadrze, ale to nie zmienia faktu, że autorka nie przywiązała uwagi do jej rodziny >< - a szkoda, dowiedziałabym się więcej.
      Myślę, że nasze radości były podobne przy skompletowaniu wszystkich tomików :D Teraz godnie spoczywają na półeczce i prezentują się fantastycznie.

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x