poniedziałek, 19 września 2016

[Recenzja anime] - "Hatsukoi Monster"

TYTUŁ: Hatsukoi Monster
ROK: 2016
STUDIO: Studio Deen
LICZBA ODCINKÓW: 12
GATUNEK: Shoujo, Komedia, Romans

OPIS SERII:

Dla Nikaido Kaho wszyscy zawsze byli mili. Pochodzi z bogatej rodziny, gdzie nikt, nigdy nie podniósł głosu na niewinną panienkę. W końcu postanawia się wyprowadzić i spróbować samodzielnego życia, a tam - gdy omal nie zostaje potrącona przez ciężarówkę - pierwszy raz ktoś na nią krzyczy. To właśnie przystojny chłopak, który uratował ją przed niechybnym wypadkiem daje jej reprymendę, że powinna bardziej na siebie uważać. Kaho z miejsca się w nim zakochuje, lecz sądzi, że nigdy więcej go nie spotka. Okazuje się jednak, że chłopak mieszka w tym samym dormitorium, co ona i postanawia zacząć umawiać się z dziewczyną. Jest tylko jeden problem w tym niby idealnym chłopaku - jest piątoklasistą. 

FABUŁA:

Bardzo chciałabym powiedzieć, że jest tutaj jakaś fabuła, ale wtedy bym was okłamała. Przez dwanaście odcinków jesteśmy torturowani poczynaniami bohaterów mieszkających w dormitorium razem z Kaho. Jednak przez większość czasu akcja toczy się dookoła beznadziejnego życia miłosnego głównej bohaterki i jej jeszcze bardziej rozwalającego związku z piątoklasistą. Zanim przejdę dalej do sporej dawki krytyki tego anime - a nie spodziewajcie się tutaj pozytywów - poruszę wątek, którego Powie nie pozwoliła mi pominąć. Nie wiem, czy jest to oficjalna informacja, bo szukałam, ale nie znalazłam - jakoby Hatsukoi Monster było parodią wszystkich znanych nam cliche w anime. Natknęłam się jednak na to w różnych opiniach widzów, a nie w żadnym oficjalnym opisie serii, dlatego nie jestem pewna, czy to chora wyobraźnia twórcy czy umyślne zastosowanie parodii.
Kaho postanawia zamieszkać sama, a tam w pogoni za toczącą się laleczką wybiega prosto pod koła ciężarówki. W ostatniej chwili ratuje ją Kanade, w którym bohaterka od razu się zakochuje. Dlatego, gdy spotyka go po raz drugi wyznaje mu swoje gorące uczucia, a chłopak - zgadza się, o ile zaakceptuje jego prawdziwe ja. Czym jest to prawdziwe ja? Cóż, chociaż Kanade wygląda na licealistę, tak naprawdę ma dziesięć lat. Przez całe anime miałam głęboką nadzieję, że chłopak okaże się być w wieku głównej bohaterki tylko ze względu na jakąś traumę (jego matka nie żyję) w ciele dorastającego chłopaka ugrzązł umysł dziecka. Jednak wymagałam za wiele, bo z każdym kolejnym odcinkiem moja nadzieja coraz bardziej umierała. Tak naprawdę jest on piątoklasistą, który umawia się z szesnastolatką.
I przejdźmy w tym układzie do chyba najważniejszej części, która razi widza - czy czasem to już nie jest pedofilia? Bo jednak związek między chłopcem ze szkoły podstawowej, który naprawdę nie jest w żaden sposób ponadprzeciętnie dojrzały umysłowo, z szesnastoletnią dziewczyną (która za to jest ponadprzeciętnie niedojrzała) jest po prostu chory. Co ciekawe pojawiają się postacie, które kibicują temu związkowi. Tak właściwie to większość poznanych bohaterów uważa to za dobry pomysł. O ile tę relację uda się ukryć przed ojcem chłopaka - nie można powstrzymywać prawdziwej miłości, prawda? Największym rozsądkiem wykazuje się inny dziesięciolatek, który uważa, że jednak coś jest nie tak. Możliwe, że ludzi zmylił wygląd Kanade, bo gdyby faktycznie wyglądał na dzieciaka, to prawdopodobnie więcej osób by zaprotestowała przeciwko jego relacji z Kaho.
Oczywiście żaden związek nie jest idealny, dlatego często dostajemy problemy godne typowego romansidła. Jakieś spory, chęć Kanade do dzielenia się swoją dziewczyną z innym chłopakiem... O względy Kaho oczywiście rywalizuje więcej osób, bo - o ile teraz się nie mylę - licząc z Kanade będzie to czterech chłopaków (w tym dwóch uczniów szkoły podstawowej). Także wiecie, niezbyt rozgarnięta życiowo dziewczyna jest bardzo interesująca, co porusza kolejne cliche występujące w anime. 
Każda z postaci jest przejaskrawiona - pokazuje cechy, które często spotykamy w typowych romansidłach, jednak tutaj dochodzi do istnej kumulacji tych zachowań w jednej postaci. Ich absurdalne poczynania oraz liczne gagi sytuacyjne powinny wprowadzić widza w rozbawienie i wywołać u nich liczne salwy śmiechu. W końcu anime oznaczone jest jako komedia, a skoro patrzymy na to jako na parodię - Hatsukoi Monster tym bardziej powinno bawić. Cóż, ja nie potrafiłam śmiać się w trakcie oglądania tej serii. Była to bardziej chęć uderzenia głową o ścianę i stracenia przytomności. Możliwe, że będzie to poczucie humoru odpowiadające ludziom, których bawią głupiutkie zachowania postaci oraz przejaskrawione charaktery.
Jeżeli zakładamy, że jest to parodia wielu występujących w anime cliche, to nie jest aż tak tragicznie. Mnie to nie bawiło, ale jakby na to nie spojrzeć - wiele elementów się zgadza. Niemniej w dalszym ciągu porusza to kwestię jakiegoś pedofilskiego związku, który jest przesadą. Nawet tłumaczenie, że to wszystko jest umyślnym przejaskrawieniem nijak ratuje sytuację fabularną.
Gdy patrzymy na to anime pod względem chorej wyobraźni twórcy - to anime jest najgorszym, jakie w życiu widziałam. Myślałam, że niektórych serii po prostu nie da się już przebić, ale jednak okazuje się to możliwe. Fabuła praktycznie nie istnieje. Cała seria miała się składać z zabawnych sytuacji, które nie są śmieszne. Historyjki są przewidywalne i denerwujące.


BOHATEROWIE:

Jak już wspomniałam wcześniej pojawia się wiele zagrywek typowych dla romansów. Jednym z nich jest wprowadzenie licznych, przerysowanych postaci, które doprowadzają widza do szewskiej pasji samym swoim wyglądem. Każdy z tych typów możemy spotkać w przeciętnych seriach anime, jednak tutaj każda jedna cecha została stokrotnie spotęgowana.
Dlatego główna bohaterka to przykład dobrze znanej nam księżniczki. Panienka, która była rozpieszczana, nikt na nią głosu nie podniósł, nic złego nigdy jej nie spotkało. Typowym schematem użytym jest miłość od pierwszego wejrzenia, a dokładnie od pierwszego uratowania przez przystojnego faceta z sąsiedztwa. Następnie Kaho wykazuje się masochistyczną próbą sprawienia, aby jej irracjonalny - swoiście pedofilski - związek jakkolwiek przetrwał trudne do pokonania problemy. A wiecie, są one bardzo poważne - słowo "pocałunek" głównej bohaterce niemal nie przechodzi przez gardło, a o kontynuacji związku świadczyć będzie hula-hop. Oczywiście Kaho wykazuje się także najbardziej charakterystyczną dla siebie cechą - głupotą. Wiedzcie, że mam bardzo niską tolerancję na idiotów i w prawdziwym życiu od razu widać, kiedy uważam kogoś za bezmyślnego. W związku z tym Naho doprowadzała mnie do białej gorączki, gdyż nawet gołąb na krakowskim rynku jest od niej mądrzejszy. Kaho jest mdła, nudna, nie potrafi wyrazić swojego zdania i nie wykazuje się żadnymi głębszymi przemyśleniami dotyczącymi życia. Głupim jest to, że dziewczyna w ogóle godzi się na taką - względnie - poważną relację z dzieckiem!
Inne postacie również mniej lub bardziej działają na nerwy. Kanade jest dziecinny i może nie powinnam - w teorii dzieciaka - oceniać w kategoriach błyskotliwości jednak... ze względu na jego wygląd aż ciężko patrzeć na niego jak na dziecko. Swoim absurdalnym zachowaniem sprawia, że nie da się go polubić. W przypadku innych postaci mamy: najmłodszego bohatera jako najrozsądniejszego, tsundere, sadystę, pedofila, chłopca branego za dziewczynę (Hideyoshiego nic nie przebije), chłopaka, który (za bardzo) kocha młodszą siostrę oraz inne przypadki. Nie byłam w stanie odczuwać sympatii wobec kogokolwiek. Kompletnie. Wszystkie. Postacie. Potępiam. 
Można znowu powiedzieć, że to kwestia parodii, że postacie są różnorodne, barwne i zabawne. A przynajmniej takie opinie widziałam. Dla mnie bohaterowie byli różnorodni, barwni, wkurzający i głupi. Nawet jeżeli taka hiperbolizacja miała na celu podkreślenie absurdów występujących w różnych anime, to dla mnie było to niemal niemożliwe, aby wytrzymać psychicznie poczynania postaci. W anime liczy się wyrazistość bohaterów oraz to, żeby byli godni zapamiętania. Często nawet jeżeli ktoś mnie w seriach denerwuje, to jeżeli był dobrze wykreowaną postacią - potrafię go docenić. Tutaj postacie były do bólu przesadzone i nie potrafiłam odnaleźć w nich pozytywnych cech. 


GRAFIKA:

Grafika jest kiepska. Z twarzami postaci jest coś bardzo nie tak, poczynając od głównej bohaterki. To właśnie Kaho - i nie tylko ona - wygląda jakby za bardzo wydłużono jej czaszkę. Nadaje to idiotycznego wyrazu jej twarzy, który jakby podkreśla wrodzony brak inteligencji bohaterki. Do tego dochodzi licznie pojawiające się dysproporcje w budowie ciała. Wielokrotnie woła to o pomstę do nieba i kiepskiej grafiki nie można już wytłumaczyć chęcią stworzenia parodii. Niezależnie od sytuacji, kreska oraz animacja nie powinny ranić oczu. Niestety w przypadku tej serii wiele razy krzywiłam się widząc niedopracowanie graficzne. Jest to kolejna słaba strona Hatsukoi Monster, której w żaden sposób nie da się uratować. Niektórzy mówią, że grafika jest ładna i staranna, ale ja nie potrafię się z tym zgodzić. Niemniej widziałam wiele większe koszmarki niż to.


MUZYKA:

Muzyka jest w porządku. Mam na myśli ani opening, ani ending nie są porywające, nie sprawiają, że chce się je mieć na telefonie i słuchać nałogowo. Niemniej pasują do serii, są w porządku, nie sprawiają, że się cierpi (jak pozostałe aspekty tego anime). Graficzne wykonanie niemal od razu wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z czymś nie do końca normalnym. Jeżeli chodzi o muzykę w tle, to pojawia się ona w odpowiednich momentach, jest lekka, zabawna i pasuje do sytuacji, które mają miejsce na ekranie. Co prawda otrzymujemy niemal te same utwory non stop, ale jednak nie jest to szczególnie uciążliwe - a może mój zblazowany mózg już po prostu chociaż to postanowił jakoś przyjąć pozytywnie. Muzykę określiłabym mianem przeciętniej - nie jest ona ani zła, ani dobra. Nie budzi za dużo emocji w widzu, ale przynajmniej nadaje jakiejś tam atmosfery. 




PODSUMOWANIE:

Jestem osobą spokojną, nie przeklinam, bo nie czuję takiej potrzeby. Jednak, gdy oglądałam Hatsukoi Monster, w mojej głowie powstawały liczne wiązanki pod adresem postaci, braku fabuły czy twórców serii. Jeżeli jest to parodia - anime w minimalnym stopniu się broni, jeżeli nie - jest to dno totalne. Nikomu nie polecam, oszczędźcie sobie czasu i obejrzyjcie coś lepszego.

OCENA:

Ocena fabuły: 3
Ocena bohaterów: 2
Ocena grafiki: 4
Ocena muzyki: 5
Ocena ogólna: 3

8 komentarzy:

  1. Ta teoria, że to niby ma być parodia nawet by pasowała, sęk w tym, że parodie też powinny być dobre. Taki Ouran składał się z ogromnej masy klisz i stereotypów że nawet sama autorka przyznawała, że dużo z tego robi bo ładne/zawsze chciała, ale jednak potrafiła przy tym stworzyć coś dającego przyjemną rozrywkę. A mówię to jako ktoś, kto bardzo lubi duże różnice wieku i wzrostu, więc ta seria powinna do mnie trafiać tym bardziej. Ale żeby ten wątek zagrał z dziećmi albo prawie-dziećmi to tak, muszą być trochę bardziej dojrzałe - jak Karluk w Opowieści Panny Młodej albo ten chłopiec w Soredemo Sekai. Oni nie spędzali pół odcinka gadając o wackach xD
    Nie uważam jednak żeby to było najgorsze anime, którego spróbowałam (podziwiam, że wytrzymałaś do końca, ja nie miałam cierpliwości!), przynajmniej wylewa kawę na ławę i nie udaje czegoś, czym nie jest.
    To co mnie w związku z tą serią najbardziej zmartwiło, to to, jak bardzo bez echa przeszła, podczas gdy Super Lovers wywoływało dużo mocniejszy i głośny oburz. To znaczy mój krąg znajomych był konsekwentny i albo zignorował oba, albo na oba się obruszył, ale ja po prostu dobrze wybieram znajomych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale Ouran ogląda się z przyjemnością, rozbawieniem i zostaje się wciągniętym w poczynania bohaterów. Ta parodia nie jest irytująca czy nachalna i tak jak mówisz, autorka stworzyła z tego przyjemną rozrywkę.
      W wielu przypadkach porzucam bardzo złe anime, tutaj postanowiłam dokończyć, aby móc napisać recenzję na bloga. Powiem tak, to nie powiedziałabym, że przeszło szczególnie bez echa - tylko nie w tę stronę. Spotkałam wiele pozytywnych opinii na temat tej serii, zarówno na polskich, jak i zagranicznych stronach. Wiele osób jest zachwyconych Hatsukoi Monster.

      Usuń
  2. Nawet nie miałam zamiaru zaczynać tego anime i wygląda na to, że słusznie (ani przez chwilę w to nie wątpiłam :P). A nawet gdybym się zdecydowała, bardzo wątpię, że wytrzymałabym do końca, więc jestem pod wrażeniem, że mimo tak negatywnych odczuć, dałaś radę. ;o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam, nie oglądaj - oszczędź sobie cierpienia związanego z oglądaniem tej serii. Oglądałam do końca tylko po to, aby móc napisać recenzję, gdybyśmy nie prowadziły bloga, to prawdopodobnie porzuciłabym tę serię po dwóch odcinkach.

      Usuń
  3. Więc będę się trzymać z daleka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie lepiej się nie zbliżać!

      Usuń
  4. O kurcze, już sama lektura tej recenzji spowodowała, że wpadłam w stupor,a co dopiero, gdybym zaczęła oglądać to anime! Dziesięciolatek wyglądający jak licealista to zdecydowanie zły pomysł, mysza jest shotaconem i chłopcy mają być kawaii. Znaczy, podobają mi się tacy w anime i mangach, w realu bardziej pociąga mnie Ninja z Die Antwoord -_-
    #merytorycznyKomentarz #brawoMyszo
    Z parodiami jest taki problem, że mogą być zazwyczaj albo wybitne i błyskotliwe (Prison School, Ouran), albo całkowicie skopane, bo zrobić parodię wcale nie jest tak prosto, wręcz przeciwnie, często trudniej niż zwyczajne anime.
    Kurczę, 3/10, to naprawdę musiało być złe anime :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to anime akurat jest beznadziejnym przykładem parodii (o ile faktycznie to jest parodia). 3/10 i to tylko zasługą przeciętnej grafiki i przeciętnej muzyki! Gdyby oceniać jedynie postacie oraz fabułę sprawa miałaby się o wiele gorzej.

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x