czwartek, 17 grudnia 2015

[Recenzja mangi] - ''Wolf Guy: Ookami no Monshou''

TYTUŁ: Wolf Guy: Ookami no Monshou
TYTUŁ ANGIELSKI: Wolf Guy: Emblem of  the Wolf/ Wolf Guy: Wolfen Crest
AUTOR: Yoshiaki Tabata & Yuuki Yugo
ROK: 2007-2012
LICZBA ROZDZIAŁÓW: 117
LICZBA TOMÓW: 12
GATUNEK: Akcja, Dramat, Romans, Szkoła, Supernatural, Seinen, Gore

OPIS SERII:

Pełnia. Noc wyjątkowo niepokojąca, mroczna i szczególnie niebezpieczna dla zwykłych ludzi. Przekonała się o tym nauczycielka pewnego liceum, pani Akiko Aoshika, która w tą noc wybrała się na przyjacielskiego drinka i wracając do domu natrafiła na dziwnego chłopca. Ucznia, niepełnoletniego, który nie powinien o tak późnej porze wałęsać się poza domem. Jako że to jest w jej obowiązku, aby dbać o uczniów, nawet jeśli nie są z jej szkoły, próbuje przekonać chłopaka, żeby wracał do domu, ale jak się okazuje on za nic ma sobie rozkazy pijanej kobiety i idzie dalej. Ona uparcie podąża za nim i tak trafiają w umówione miejsce spotkania gangu, którego planem było pobicie, może nawet śmiertelne, tajemniczego chłopaka, a skoro zawędrowała do nich również piękna kobieta, to ją też wykorzystają w niecnych czynach. Jak to bywa z kobietami w opresji - panikują, tracą przytomność i ledwo co widzą. Z tej też przyczyny Aoshika dostrzega jedynie coś nieprawdopodobnego, między innymi jak ten dziwny licealista zostaje najpierw pobity, później śmiertelnie potrącony przez samochód, a w następnej chwili cały gang jest obrócony w krwawą miazgę. Jak to możliwe? Na domiar złego następnego dnia, gdy kobieta wchodzi do sali lekcyjnej okazuje się, że ma nowego ucznia i jest nim nie kto inny jak tamten chłopak, Akira Inugami. Cały i zdrowy, bez ani jednego zadrapania...


FABUŁA:

To był czysty przypadek, że sięgnęłam po tę mangę. Owszem, miałam ją w planach, ale to w takich dalszych, bardziej wybiegających w przyszłość, bo jakoś nie potrafiłam znaleźć chęci i zapału na duże ilości rozdziałów. No, ale stało się. Chwyciłam po Wolf Guya i odkryłam, że oprócz pierwszego rozdziału, który liczy sobie mniej więcej 50 stron, to dalsze mają o połowę mniej, dzięki czemu czytało się szybko i sprawnie - manga pochłonięta w przeciągu sześciu godzin. Co jeszcze wynikło z takich krótkich rozdziałów, ano to, że gdyby były dłuższe to na pewno nie męczyłabym się do końca z tym szajsem. Dokładnie: szajsem. Bo tak jak pierwsze rozdziały są w porządku i czyta się je z ciekawością, tak później zaczyna się coraz więcej absurdu, przeciągania wydarzeń i niepotrzebnych plątanin.
Akcja, która rozgrywa się w szkole, tudzież bijatyki pomiędzy Inugamim a gangiem Haguro (bosa mangi), patologie niektórych dzieciaków oraz szukanie informacji przez nauczycielkę na temat niezniszczalnego chłopaka, były dobre. Śledziło się je z przyjemnością i rozemocjonowaniem, bo nie wiadomo było co się zdarzy i jak się skończą niektóre potyczki. Poza tym patrzenie na postawę Inugamiego, który miał na wszystko wywalone, unosił się ze swoją wilczą dumą i traktował ludzi jak podgatunek było świetne. Tym bardziej, kiedy nikt nie był dla niego mocnym przeciwnikiem. Sprawa ze szkołą zaczęła się chrzanić w momencie, gdy nabrało to wymiaru czysto terrorystycznego - podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie dzieciaki przychodzą z bronią i wybijają wszystkich kolegów, tak tutaj zdarzyła się taka sytuacja. Nie dość, że było to nierealne, to do tego przerysowane, karykaturalne i obrzydliwe, aż nie chciało się czytać (końcowe rozdziały też takie są!). Do tego jeszcze gdy się spojrzy na mangę jako całość, to stwierdza się, że ten wątek szkolny mógł w ogóle nie zaistnieć, ponieważ nie pasował klimatycznie do dalszej historii. Miałam wrażenie, jakby autorzy pocisnęli go na chama, byleby bardziej urozmaicić wydarzenia, ale przecież mogli zamiast szkoły wykorzystać jakieś inne środowisko - bardziej realne w stylu gangsterskim.
Z liceum wędrujemy nagle ni z dupy w poważniejsze tematy, czyli yakuza, gwałty, morderstwa, walki na śmierć i życie i w dalszym ciągu patologie. Czytając, po prostu nie ogarniałam o co chodzi. Absurd zastępował inny absurd, niezniszczalność bohaterów rosła z rozdziału na rozdział, celność i samoobrona nauczycielki również była niedorzeczna, a walki pomiędzy silnym człowiekiem a wilkołakiem - WILKOŁAKIEM! - gdzie człowiek wygrywał było tak głupie i naciągane, że tylko kręciłam z irytacji głową. W ogóle nie pojmowałam niektórych elementów i zdarzeń. Tam, gdzie ktoś mógł pomóc albo nawet zakończyć całą jatkę był odsuwany na bok i robił jedynie za widza. Ja się pytam: co to do cholery było? Poza tym: lew. W tej całej absurdalności znalazł się jeszcze lew, uciekinier z zoo!
Wątek wilkołaka mógł być bardziej dopracowany, a historia Inugamiego zasługiwała na wytłumaczenie więcej. To samo się tyczy wątku miłosnego, który praktycznie rzecz biorąc nie istniał, ale na końcu okazało się to wielką miłością. No dobra, jakaś tam fascynacja sobą nawzajem pojawiła się, ale nic nie wskazywało na to, że łączy ich coś głębszego. Jak dla mnie Wilczek mógł w ogóle sobie odpuścić ratowanie Aoshiki, bo jak dla mnie nie darzył ją miłością.
Należałoby również wspomnieć co nieco o zakończeniu, które jest kompletną klęską. Kit z tym, że po takich przeżyciach Aoshika praktycznie powinna być wyniszczona psychicznie do końca życia, a jest inaczej i po krótkim czasie zbiera się w sobie. To dodatkowo ten ostatni rozdział mógł w ogóle się nie pojawić. To była najbardziej naciągana rzecz w całej tej mandze i to zaważyło o moim potępianiu Wolf Guya pod względem fabuły.

BOHATEROWIE: 

Jedyną postacią, którą sobie ceniłam był główny bohater, Wilczek. Jak wspominałam cała jego postawa do ludzi, która jednoznacznie wskazywała, że ma wszystko i wszystkich gdzieś, a do tego jego wilcza duma były czymś, co szanowałam. A rzadko mi się zdarza, żebym jakąś mangową postać darzyła szacunkiem. Inugami to silna osoba (może w niektórych momentach zbyt niezniszczalna), nie dająca się tak łatwo sprowokować i trzymająca się swoich żelaznych zasad. Był sobą, nawet wtedy, kiedy wszyscy odwrócili się od niego. Ponadto nigdy nie okazywał słabości - zawsze rzucał te pewne siebie uśmieszki i mrożące krew w żyłach spojrzenia - jak tu nie kochać takiego bohatera? No dobra, trochę przesadził pod koniec, ale i tak go szanuję. Co do Aoshiki to ta kobieta była kompletną klęską. Utrapienie jakich mało, heroina którą zawsze trzeba ratować i się nad nią litować. Do żałosnych osób czuje się tylko żal.
Prócz tego autorzy mogli przybliżyć nam bardziej przeszłość bohaterów i jakieś ich naturalne zachowania, może wtedy staliby się dla nas bardziej zrozumieli, a tak? spłycone postaci równa się spłycona historia. Z drugiej strony ciekawie przedstawiono patologie, przykładowo dziewczyna całkowicie wyniszczona moralnie, która była nimfomanką, albo te dwa aseksualne i porąbane bliźniaki. Nie mówiąc jeszcze o Haguro, synalku mafioza, który samym wyglądem przypominał patologię - a tak przy okazji, jakim cudem mam uwierzyć, że ktoś taki ----> klik! jest licealistą? Jest tutaj całkowity brak realności w postaciach!

GRAFIKA:

Poniekąd to jest kolejna mocna zaleta - zaraz po Inugamim - bo kreska naprawdę mi się podobała. Podtrzymywała ten ciężki klimat wieloma ciemnymi ujęciami i wzbudzała grozę przez fantastyczne ukazanie wilkołaka. Również szczegółowość jest tutaj na wysokim poziomie - w pamięci mam w tej chwili obraz wjeżdżającego samochodu w ścianę i te tysiące odłamków, gdzie każdy był dopracowany. Dynamika i ruch elegancko ukazane, oprócz niektórych stron z kilkoma na raz kadrami na których nie wiadomo było co się dzieje i co się znajduje - wyglądało to jak gdyby ktoś wylał atrament i dorysował kontury. Przeszkadzało mi także nienaturalne rysowanie sylwetek ciał, tak jak w przypadku Haguro, który wyglądał jak potwór, a nie licealista oraz kobiecie ciała, gdzie piersi były większe od głowy. Zaś mimika była cudowna, szczególnie kiedy ukazywano szaleństwo, gniew oraz śmiech.

PODSUMOWANIE:

Spodziewałam się po Wolf Guyu czegoś lepszego, bardziej dopracowanego. Skoro autorzy rzucili się na temat wilkołaków, to mogli przedstawić to bardziej realnie (może lepiej powiedzieć, względnie realnie) i poprowadzić tę historię w zupełnie innym kierunku. Bo zamiast tego dostałam szajs zmieszany z absurdem i tylko dzięki krótkim rozdziałów udało mi się to wszystko przetrawić. Fabuła jest katastrofą, co jest największym zarzutem tej mang i nawet dobrze dopracowana grafika i główny bohater nie pomogą. Wątek miłosny leży, chociaż patrząc na niego z innej strony, to podobało mi się, że zachował swoistą czystość, a dokładniej względnie czyste uczucie. Wolf Guya jako tako szybko przeczytałam, ale polecam czytać jedynie na swoją odpowiedzialność, bo nie odpowiadam za ubytki psychiczne.

OCENA:

Ocena fabuły: 3
Ocena bohaterów: 5
Ocena grafiki: 8
Ocena ogólna: 4

11 komentarzy:

  1. A pierwsza okładka taka ładna... Miałam nadzieję, że jednak coś z tego będzie, a tu takie rozczarowanie. Skoro tak się sprawy mają, to ewentualnie przeczytam kilka pierwszych rozdziałów (chyba tylko dla głównego bohatera), jeśli akurat będę miała czas. Na całość zdecydowanie nie będę się porywać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam nadzieję, że coś z tego będzie, ale im bardziej brnęłam tym bardziej rósł mój zawód :/ Możesz spróbować, istnieje szansa, że odbierzesz mangę inaczej :3

      Usuń
  2. Szkoda, że tak się zepsuło, bo faktycznie zapowiadało się ciekawie. Niekoniecznie jestem fanką średnio podanych ciężkich klimatów, więc spasuje. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze czynisz, już lepiej zabrać się za Deadmana :3

      Usuń
  3. Nie czytałam, ale chyba się nie zapoznam. Na początku zapowiadało się dobrze, kreska też przyciąga, ale im dłużej na nią patrzę, tym bardziej mnie coś w niej denerwuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne O.O Jak dla mnie kreska była świetna - fabula zrąbana, ale kreska jak najbardziej dobra ><

      Usuń
  4. Ktoś oprócz mnie to czytał, nie wierzę, macie ode mnie plusa!
    Właśnie tak od połowy fabuła zaczęła się rypać, za dużo hardcore akcji i tego przekokszenia wilkołaków, a już niezniszczalnośc Inugamiego i super moce od wiary Aoshiki były bolesne, bolesne dla umysły mojego.
    Mnie ta cała rzekoma wilcza duma wcale nie leżała, postawa Inugamiego też. Nie lubię takich postaci, są one dla mnie nudne, irytujące, dziecinne. No i ta wilcza duma dość bezzasadna, bo wilki w naturze unikają człowieka, ponieważ jako wszystkożercy z punktu widzenia energetycznego jesteśmy dla nich tragicznym łupem, no i zbyt duże ryzyko polowania, bo zarówno ludzie, jak i wilki, to zwierzęta stadne, a nawet przodkowie naszego gatunku używający prostszych narzędzi wychodzili ze starciami z watahami zadając im także straty. Dobra, offtop człowieka zatrutego do szpiku kości biologią.
    W każdym razie nie lubię postaci, których zycie opiera się na gardzeniu wszystkimi dookoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam właśnie o tym wspomnieć: wiara czyni cuda i to cuda przed duże C! Ten fragment w mandze był strasznie tandetny, tak jak cała walka na końcu.
      Zaś z mojej strony postawa Wilczka była uzasadniona, może nie powinien się AŻ tak obnosić z tą dumą, ale dzięki niej nie dał sobą pomiatać jak reszta ludzkich marionetek. Rozumiem dlaczego gardził ludźmi, akurat w tej mandze polubiłam taki typ osoby, bo jeśli spojrzeć na te ludzkie ochłapy i ich zachowania, to dobrze że Inugami był taki a nie inny. Nadal go szanuję i lubię :3

      Usuń
    2. W sumie jakie on miał powody, żeby nimi wszystkimi odgórnie gardzić? Racjonalne powody?

      Usuń
    3. 1. Zabili mu rodziców.
      2. Chcieli jego zabić.
      3. Zanim się przedstawił w nowej szkole, ktoś rzucił w niego nożem.
      4. Jak zajął siedzenie w klasie, pan ktoś chciał go dźgnąć nożem bez powodu.
      5. Pobili go na dachu.
      6. Znowu chcieli go zabić.
      7. Pomiatali nim.
      8. Traktowali jak kogoś gorszego.
      9. Uczniowie chcieli go wykorzystać, a kiedy im nie wyszło zaczęli go obwiniać za całe zło na świecie.
      10. Czy wspominałam, że chcieli go zabić za to, że był silniejszy od innych?
      Gdybym była na jego miejscu, też bym gardziła ludźmi.

      Usuń
    4. Ale to jest taka odgórna nienawiśc skierowana do całego gatunku, co jest chore.

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x