poniedziałek, 22 maja 2017

[Recenzja filmu] - "Koe no Katachi"

TYTUŁ: Koe no Katachi
ROK: 2016
CZAS TRWANIA: 2 h 10 min
STUDIO: Kyoto Animation
GATUNEK: Dramat, Szkolne

OPIS FILMU:

Ishida Shouya gnębił głuchą dziewczynę za czasów szkoły podstawowej. Do tego stopnia, że Nishimiya przenosi się do innej szkoły, a chłopak sam zaczyna być gnębiony przez dawnych kolegów z klasy. Doprowadza to do tego, że nie ma przyjaciół, a nawet planuje się zabić. Jednak po latach postanawia odkupić swoje winy...


FABUŁA:

Pomysł na historię spodobał mi się od kiedy o tym filmie wspomniała mi Powie. Od razu się zainteresowałam i uznałam, że obejrzę. A ponieważ zbliżała się moja kolej na recenzję... cóż, dołożyło to tylko motywacji do zapoznania się z tą produkcją.
Historia jest dość złożona. Zaczyna się od sytuacji, w której do klasy dołącza głucha Nishimiya. Dziewczynka bardzo szybko pada ofiarą kpin i prześladowań ze strony kolegów. Inicjatorem tych wydarzeń był główny bohater, Ishida. To właśnie on doprowadził do tego, że grupa uczniów z klasy razem z nim niszczyła aparaty słuchowe Nishimiyi, chowano jej buty czy wyrzucano rzeczy przez okno. Jednak takie dręczenie nie mogło być ukryte zbyt długo. Ishida jako jedyny spotyka się z odpowiedzialnością za swoje czyny i z prześladowcy staje się prześladowanym.
Te wydarzenia zmieniły go z duszy towarzystwa w samotnika z depresją, który nie potrafi spojrzeć ludziom w oczy. Pewnego dnia postanawia naprawić wszystkie popełnione błędy - spłacić dług matki, przeprosić Nishimiyę, zabić się. Nie wykonuje tego wszystkiego, ale jednak jego czyny doprowadzają do ponownego splecenia jego losów z głuchą dziewczyną. A to może mu dać szansę na odkupienie i naprawdę samego siebie.
I faktycznie śledzenie jego losów, kiedy przechodzi przemianę, kiedy powoli otwiera się na innych oraz próbuje naprawić sytuację z dzieciństwa jest świetne. Można pomyśleć, że nie będzie się lubiło Ishidy i od razu zakwalifikuje się go jako złoczyńcę. Ja jednak z jakiegoś powodu dość szybko go pożałowałam. Oczywiście, nie był bez winy, ale postanowił zmienić swoje nastawienie, pokazać się z lepszej strony i naprawić rzeczywistość.
Koe no Katachi to historia o prawdziwej przyjaźni - naprawdę niektóre relacje w tej produkcji pokazują prawdziwą definicję tego słowa. Samo przedstawienie historii różnych relacji między bohaterami doprowadziło mnie do łez, zakończenie filmu oglądałam płacząc.
Bolesne były dla mnie luki fabularne, które niestety towarzyszyły pewnym scenom. Może nie dla każdego rzucają się one w oczy zaraz na samym początku, ale mnie irytowały niektóre wydarzenia. Były niespójne (moment, gdy Ueno i Nishimiya spotykają się na ulicy i ta pierwsza zabiera głównej bohaterce aparat słuchowy), nielogiczne (ucieczka ze szpitala - nikt tego nie zauważy? Nie powinien on czasem po śpiączce ledwo chodzić? A biegł!) i przesadzone (serio? akurat przyjaciele z dzieciństwa go wyłowili?). W związku z tym ciężko było mi cieszyć się albo smucić poszczególnymi wydarzeniami (czy też odczuwać trwogę), kiedy z tyłu głowy miałam myśl ale to przecież nie ma sensu. Może to już jakieś spaczenie, ale wolę was przed tym uprzedzić.
Innym dość kiepskim zabiegiem jest to, jak wszyscy nagle zaczynają się lubić. Mam wrażenie, że niektóre relacje pogłębiają się zbyt szybko i zbyt wcześnie określane są mocnymi słowami.
Poza tym nie czytałam mangi, ale mam wrażenie, że odebrano też trochę z historii Nishimiyi. Wydaje mi się, że jej życie było o wiele bardziej skomplikowane niż to przedstawiono. Jeżeli z kolei film wiernie oddał wydarzenia, które miały miejsce na przestrzeni lat, to jestem rozczarowana. Odczuwam niedosyt, ponieważ nie mam pewności, dlaczego momentami Nishimiya zachowywała się tak, a nie inaczej. Nie można tego zbyt dobrze wywnioskować z filmu, a wierzę, że manga mogłaby mi lepiej przybliżyć jej losy. Jeżeli ktoś czytał mangę, to będę wdzięczna za doprecyzowanie!
Mimo tych elementów, które skutecznie odbierają mi radość z oglądania, to nie mogę powiedzieć, aby historia była zła! Jest ciekawa, wciągająca i emocjonująca. Osobiście uważam ją za wartą uwagi, ponieważ poruszyła trudne sprawy (niepełnosprawność, gnębienie, depresję), a przy tym ma się wrażenie, że jest to dość realnie przedstawione.


BOHATEROWIE:

Jednocześnie ich polubiłam i znielubiłam. Były momenty, kiedy Nishimiya oraz Ishida, a także inne postacie (np. Ueno) mnie szczerze denerwowały swoimi zachowaniami. Wydawali mi się irracjonalni, a ich czyny okropne. Jednak przez rozwój akcji, a przy tym rozwój bohaterów, z czasem udało mi się odczuwać wobec nich bardziej pozytywne uczucia. Bo nagle większości zrobiło mi się żal i poczułam zrozumienie wobec nich.
Ishida od dręczyciela przeszedł do dręczonego. Popadł w depresję i stał się naprawdę smutną i godną pożałowania osobą. Nie miał lekkiego życia, a wyrzuty sumienia zżerały go od środka przez następne lata. Uważam, że pod względem zachowań i psychologii został najlepiej zbudowaną postacią w całej historii.
Chciałabym powiedzieć, że dobrze pod tym względem została zbudowania także Nishimya jednak jak już wspomniałam w sekcji dotyczącej fabuły - czegoś mi zabrakło. Osobiście uważam, że jej historia została zbyt słabo rozbudowana. Można było to poprawić kosztem zaledwie kilkunastu nadprogramowych minut filmu. Niestety twórcy się na to nie zdecydowali i uważam to za błąd.
Pozostałe postacie zostały zarysowane w mniejszym lub większym stopniu. Na szczęście, nawet jeżeli ich historie nie są za bardzo pogłębione, to wyczuwamy w nich różnorodność. Nie tylko w kwestii powierzchownych zachowań, ale też głębszych przekonań oraz ich własnego świata idei. Nie spotkamy tutaj kalki jednej postaci, która została przerysowana pod różnymi twarzami.


GRAFIKA:

Zacznę od zarzutu, który przegadałam wcześniej z Powie. Ubiór Ishidy. Rozumiem, że nie należał on do bogatej rodziny, aczkolwiek fakt, że praktycznie zawsze był w tej samej koszulce (i nie potrafił schować metki) był nieco... dziwny. Podobnie nie rozumiem zabiegu artystycznego z wiecznie wyciągniętą ze spodni koszulą. Nie zauważa, że jeden róg mu wystaje? Przez tyle czasu nie umie tego poprawić? Może jestem czepialska, ale nie podoba mi się ten pomysł grafika.
Przechodząc jednak do ogółu kreska jest naprawdę ładna. Dobrze dopracowana, podobnie jak animacje. Graficy zadbali o to, aby tła były dobrze przygotowane, a postacie różnorodne w kwestii wyglądu. Każdy z nich różni się od siebie, ma inny styl, rysy twarzy, kształt oczu. Doceniam te starania, ponieważ pokazują, że twórcy postarali się, zamiast zrobić wszystko na jedno kopyto.
Za niezwykle udany uważam także zabieg graficzny z iksami na twarzach uczniów, którym Ishida nie spogląda w oczy. Ma to w sobie sporo symboliki i jest bardzo ładnie wykorzystywane w przedstawianiu jego relacji z innymi postaciami.


MUZYKA:

Zanim przejdę do samej muzyki, to opowiem o bardzo ciekawych zabiegach jeżeli chodzi o dźwięk. Wiele razy spotkamy w serii szum, a także zdarzały się sceny całkiem nieme. Biorąc pod uwagę, że Nishimiya jest głucha, a sam Ishida wyłącza się na otoczenie, jest to bardzo dobry zabieg, który razem z graficznymi iksami tworzy świetną, spójną całość. Mam nadzieję, że nie tylko mnie to zachwyca, ale uważam takie smaczki za bardzo dobrą robotę.
Kwestia użytej, wypracowanej ścieżki dźwiękowej to osobna sprawa. Melodie są odpowiednio dobrane, głównie spokojne, nienachalne i dość ciche. A jednak zapadają w pamięć i przyjemnie jest ich posłuchać nieco później, już po obejrzeniu całej produkcji. 



PODSUMOWANIE:

Mimo pewnych przewinień obok których nie jestem w stanie przejść obojętnie, to gorąco polecam ten film. Jest wzruszający, interesujący oraz oryginalny. Doskonale zagrano tam możliwościami graficznymi oraz efektami dźwiękowymi. Postacie są barwne mimo że momentami denerwują. Jeżeli jeszcze nie obejrzeliście Koe no Katachi, to czym prędzej nadróbcie tę produkcję!

OCENA:

Ocena fabuły: 7
Ocena bohaterów: 7
Ocena grafiki: 9
Ocena muzyki: 8
Ocena ogólna: 8-

6 komentarzy:

  1. Ogólnie czytałem skanlacje jak wychodziła na bieżąco.
    Bardzo boli mnie ze film jest dosyć "pocięty" w stosunku do mangi, ale nie dało się tego uniknąć pomimo ponad 2h materiału filmowego (co jest dosyć DŁUGIM czasem jak na film w Japonii).

    Ciesze się że zrecenzowałyście tak znamienitą serie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dało się pociąć, ale faktycznie boli.
      Zdecydowanie muszę nadrobić mangę.

      Usuń
  2. Koe no katachi to jedna z najlepszych serii, z jaką miałam do czynienia. Siedzę w mangowym światku od paru dobrych lat, i chociaż za wielkiego znawcę się nie uznaję, tak imo niewiele tytułów jest w stanie dorównać temu. To po prostu piękna, wzruszająca i porządna manga, dlatego cieszę się, że dane będzie mi ją postawić po polsku na półce.
    Do samego filmu się nie wypowiem, przynajmniej na razie; po uzbieraniu całości mangi zamierzam niezwłocznie się za niego zabrać!
    Dzięki za recenzję, może dzięki niej więcej osób rzuci okiem na ten świetny tytuł. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest to dobra produkcja, warta uwagi. A ja muszę podjąć się czytania mangi.

      Usuń
  3. Zdecydowanie jestem ciekawa tej historii. Co prawda biorąc pod uwagę to, że film nie mógł zawrzeć wszystkiego z mangi, kusi żeby od razu zabrać się za mangę, jednak myślę, że zacznę od filmu. Może wtedy podejmę ostateczną decyzję czy zacząć zbierać mangę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie film skusił do sięgnięcia po mangę! Może w twoim przypadku będzie podobnie :D

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x