wtorek, 24 stycznia 2017

[Recenzja anime] - "Days"

TYTUŁ: Days
ROK: 2016
STUDIO: MAPPA
LICZBA ODCINKÓW: 24
GATUNEK: Sportowe, Szkolne, Shounen

OPIS SERII:

Tsukushi Tsukamoto to licealista, który poznaje Jina Kazamę - hobbystycznego gracza piłki nożnej. I to właśnie na meczu zaproponowanym przez drugiego z chłopaków Tsukushi po raz pierwszy uprawia ten sport i... jest w tym naprawdę beznadziejny. Nie oznacza to jednak, że planuje się poddać! O nie! Wytrwale gra dalej mimo licznych, bolesnych obrażeń. Pokochał tę grę od pierwszego kopnięcia piłki. Postanawia dołączyć do drużyny piłkarskiej w jego szkole, która uznawana jest za jedną z najlepszych w kraju. Jednak jak ma się odnaleźć tam osoba, która w ogóle nie potrafi grać?


FABUŁA:


Właściwie nie wiem, co przekonało mnie do obejrzenia tej serii. Fanką piłki nożnej nie jestem. Nie przepadam za tym sportem, a wszelkie zawody z tym związane mnie nużą. Orientuję się w paru bardziej znanych nazwiskach, ale jest to wiedza na poziomie elementarnym. Jeden mecz Euro 2016 przesiedziałam z nosem w telefonie i tylko czekałam, aż w końcu ktoś wygra, bo mi się nudziło. W związku z tym właściwie nie wiem, dlaczego dałam szansę Days. A jednak zrobiłam to i właściwie nie żałuję.
Days jest dość typowym sportowym anime jeżeli oceniamy je zaledwie w tych kategoriach. Opiera się na pewnych utartych schematach, które poznaliśmy już wcześniej. Właściwie w anime sportowych dość ciężko o oryginalność, ponieważ wielokrotnie sprowadza się to do: nowi gracze - trening - mecz - zawody - przegrana - mecz - wygrana - mistrzowie. Tak było choćby w przypadku Kuroko no Basket, które tymi utartymi ścieżkami kierowało się przez prawie osiemdziesiąt odcinków (a jednak oglądało się mimo licznej przesady i niemal wydźwięku na miarę sci-fi pod koniec serii).
W przypadku Days sprawa wygląda dość podobnie. Mamy tutaj lepszych i gorszych uczniów, którzy dołączają do jednej z lepszych drużyn w kraju. Są tam pewne osobistości uważane za autorytety - w szczególności na to miano zasługuje kapitan drużyny, który zachwyca wszystkich dookoła swoją grą. Jest równocześnie osobą, która spaja wszystkich ze sobą. Mamy motyw prodigy, który reprezentuje Jin Kazama. Wszystko przychodzi mu niemal od niechcenia, bez problemu radzi sobie z wysoko postawioną poprzeczką. Mamy paru śmieszków, którzy stanowią raczej tło dla reszty bohaterów i rzadko się o nich wspomina oraz tego jednego ucznia, który wydaje się słaby. Jest beznadziejny na wielu płaszczyznach - nie potrafi biegać, aby się nie zabić, nie ma kondycji, nie kopie piłki, co chwilę obrywa w twarz i jeszcze się rani. Żeby tego było mało, to wiele osób powie, że jeszcze charakter ma beznadziejny (z czym się nie zgodzę). Ogólnie rzecz ujmując - tragedia. Ale jest uparty, walczy i stara się, aby znaleźć swoje miejsce w drużynie, aby pokazać swoją wartość.
Inne szkoły są lepsze i gorsze, mają swoje słabości i mocniejsze strony. Jak w przypadku każdej sportówki daną drużynę reprezentuje zazwyczaj niewielka grupka, kiedy reszta jest grupą ludzi bez twarzy. Te poszczególne osoby mają tam jakieś powiązania z głównymi bohaterami - znali się wcześniej, grali kiedyś ze sobą, przyjaźnili się x lat temu; ogólnie różne takie. Drużyną opiekuje się energiczna i niezbyt miła menedżerka, ale jednak wytrwała i zaangażowana. Nasza drużyna w końcu podejmuje się zawodów, na których wypada raz lepiej, raz gorzej. Fabuła naprawdę niczym się nie wyróżnia.
Można sobie pomyśleć, że to źle. Ale w gruncie rzeczy nie jest tak tragicznie, jak mogłoby się wydawać. Bardzo dużo ratują w tej serii bohaterowie, o których opowiem za chwilę. Jednak sam aspekt fabularny jest po prostu czymś lekkim, przy czym można się bez problemu odprężyć, uśmiechnąć i rozczulić nad losem postaci. A przyznam szczerze, że były też chwile, gdy akcja trzymała mnie w napięciu i niemal krzyczałam do ekranu niczym mój ojciec, oglądając hokeja (przy czym on ogląda takiego prawdziwego hokeja, a nie rysunkowego ja ja piłkę nożną). Mecze były wciągające i z zainteresowaniem śledziłam losy postaci, które walczyły o zwycięstwo do utraty sił. Podobało mi się też rozplanowanie przemiany charakterów postaci na tle fabularnym, za co seria dostaje spory plus.
Podsumowując ten aspekt, Days nie jest wymagającą fabularnie serią, po której można spodziewać się niesamowitych zwrotów akcji oraz fenomenalnych wydarzeń. Akcja jest typowa, ale na swój sposób wciągająca i odpowiednia na wieczory po ciężkim dniu.


BOHATEROWIE:

Bohaterowie, czyli najlepsza strona Days. O ile fabuła jest typowa i sama w sobie nie przykuwa uwagi, to bohaterowie jak najbardziej. To właśnie postacie sprawiły, że nie porzuciłam tej serii po pierwszym odcinku. A dokładnie największą zasługę ma w tym główny bohater - Tsukushi. Niemniej zanim przejdę do rozwijania się na temat głównych postaci, to chciałabym to ująć bardziej ogólnie. Większość bohaterów jest przedstawiona jako osoby z przeszłością, które pewne wydarzenia z życia ukształtowały. Na to, jakimi są teraz wpłynęła ich rodzina, prywatne tragedie, wychowanie czy doświadczenia z dzieciństwa. I co ciekawe - część z postaci na przestrzeni serii przechodzi metamorfozę. Ze względu na drużynę Seiseki, ze względu na jej członków poszczególne postacie sięgają do swoich lepszych cech i szlifują je. Nie mówię, że dotyczy to wszystkich postaci - zrealizowanie tego zabiegu na tak dużą skalę byłoby niemożliwe. Niemniej samo wstawienie tego motywu mi zaimponowało.
Ogólnie postacie w Days mi imponują, a najbardziej Tsukushi. Możecie się teraz zastanawiać - "zaraz, a nie pisałaś wcześniej, że jest niedołęgą?". No jest. Jest beznadziejny, a zarazem należy mu się miano jednej z najciekawszych postaci jakie ostatnio spotkałam w seriach anime. Nie jest silnym facetem, który pokazuje na prawo i lewo, że jego mięśnie mają mięśnie i te mięśnie też mają mięśnie napchane białkiem. To także nie jest typ mruka, który chodzi cały dzień naburmuszony i narzeka na to, jakie życie jest beznadziejne. Odbiega też od roli niemal dziewczęcego niedorajdy, który też jest plasowany jako "ciekawy archetyp". Mimo że mieszka tylko z niepełnosprawną matką, Tsukushi nie traci optymizmu. Mając taką osobę w swoim towarzystwie nigdy nie można się dołować. Co mi się najbardziej podobało w jego osobie to fakt, że nigdy się nie poddaje, a gdy podejmuje się jakiegoś zadania, to nie porzuca go w połowie, tylko wytrwale stara się być coraz lepszym. Dlatego mimo że wszyscy dookoła z niego szydzili, że jest słaby i powinien odejść z drużyny, to Tsukushi krzyczał głośne "PRZEPRASZAM" i pracował jeszcze ciężej i jeszcze więcej niż ktokolwiek inny w Seiseki. Jego ciężka praca owocuje nie tylko zmianą chłopaka, który jest najmilszą osobą na świecie i nigdy nie czyni zła, ale też przemianą drużyny, która pod wpływem Tsukushiego zaczyna inaczej postrzegać grę w piłkę nożną.
Możliwe, że powinnam się teraz rozpisać na temat Jina Kazamy, który jest drugą ważną w tej serii postacią, ale szczerze, to nie jest on tak charakterystyczny jak jego przyjaciel. Znajduje się pośród tych postaci, które mogą być ciekawe jeżeli twórcy zechcą w anime przedstawić go inaczej. Niemniej - on również zmienia się pod wpływem Tsukushiego. I takich postaci w Days jest jeszcze kilka, ale nie planuję się nad nimi bardziej rozwodzić, ponieważ nie ma to większego sensu. Są ciekawi, mają potencjał, polubiłam ich i z chęcią dowiem się o nich trochę więcej w przypadku drugiego sezonu.
Postacią o której należy wspomnieć jest Ubukata Chikako, menadżerka drużyny Seiseki. Jest ona przedstawiona jaka naprawdę oschła osoba, która straciła nadzieję w sens jakichkolwiek działań i którą denerwuje wytrwałość Tsukushiego. Ba! Ta dziewczyna perfidnie wykorzystuje jego dobroć, ponieważ nie ma skrupułów, a chłopaka i tak nie lubi. Na początku naprawdę jej nie lubiłam i chociaż jej zachowania są dość przewidywalne i rozwój postaci można uznać za schematyczny - to jest ciekawa. Dlaczego? Ponieważ ma interesującą historię, ponieważ ma powody, aby być zgorzkniała, ponieważ Tsukushi również ją objął swoim zaklęciem, które zmieniło dziewczynę. Z czasem Chikako staje się inna, ciekawsza, ale nie będę wam więcej spoilerować. Chcę jednak zauważyć, że w przypadku oglądania tej serii warto skupić się również na dziewczynie, ponieważ ma bardzo interesującą kreację.


GRAFIKA:

Niestety grafika leży i kwiczy. A nie powinna, bo to w końcu seria sportowa. W takich twórcy muszą przyłożyć się do tego, aby animacja była odpowiednia, a postacie nie prezentowały sobą jasnych i wyraźnych fleków czy niedokładności. Jest to bardzo znacząca kwestia, ponieważ płynność ruchów w dynamicznej serii jest niezbędna dla przyjemnego dla oka odbioru. Niestety w przypadku Days jest inaczej.
O ile sceny statyczne, gdzie postacie rozmawiają, nie muszą wykonywać dużo energicznych ruchów się bronią, tak animacja w przypadku meczy jest gorsza niż zła. Czasami krzywiłam się, widząc niedopracowanie oraz brak staranności twórców. Uważam, że powinni o wiele lepiej zadbać o to, aby postacie lepiej prezentowały się na boisku. Czasami zdarzają się dysproporcje związane z wyglądem twarzy, budową ciała, jest coś nie tak z dłońmi, kończyny jakoś tak się dziwnie wykrzywiają. Ogólnie - nie jest dobrze, moi mili, nie jest dobrze.
Sama kreacja wyglądu postaci za to jest całkiem w porządku. Postacie z Seiseki z łatwością da się rozróżnić, są wyraziste, oryginalne i każdy ma zbiór pewnych charakterystycznych cech zewnętrznych. Większy problem miałam w przypadku członków innych drużyn - tamci wyglądali momentami identycznie i po paru odcinkach nie pamiętałam, kim była ta osoba, ani gdzie się pojawiła.
Jakby złożyć te wszystkie plusy i minusy do kupy go grafika jest w porządku, ale wiele razy wadzi, wychodzi coś przeciętnego, co zdecydowanie wypadałoby poprawić w przypadku kontynuacji.


MUZYKA:

Muzyka oczywiście była, jednak nieszczególnie zapadająca w pamięć - co za tym idzie, ciężko o niej cokolwiek powiedzieć. Prawdę mówiąc faktycznie utwory są dobrze dopasowane do poszczególnych scen, ale większość melodii się zaciera ze sobą ze względu na spore podobieństwo. Przez to widz nie odczuwa chęci do wyszukiwania muzyki w internecie, bo nie ma to najmniejszego sensu. Days charakteryzują stałe melodie, które nie są niczym nadzwyczajnym.
Jeżeli chodzi o openingi oraz endingi, to nie są one w moim stylu i osobiście nie przypadły mi do gustu, jednak patrząc na nie obiektywnie, to zarówno melodyjnie wszystko się wpasowuje, wykonanie graficzne także, a sam tekst jest dopasowany do wydarzeń. Krótko mówiąc - merytorycznie jest dobrze. Gorzej z kwestią uczuciową i tym, jakie emocje budzi dana melodia.

OP 1 - "Wake me up" by HOWL BE QUIET
OP 2 - "Higher Climber" by HOWL BE QUIET
END 1 - "Everlasting Days" by Seiseki High School Soccer Club
END 2 - "Days" by Shout it Out



PODSUMOWANIE:

Wbrew moim narzekaniom w przypadku grafiki czy muzyki oraz typowości fabuły, to Days broni się. Największym plusem serii zdecydowanie są bohaterowie i serię warto obejrzeć choćby dla zależności między nimi. Poza tym jest to naprawdę lekkie i przyjemne anime, które można obejrzeć w przypadku gorszego dnia. Jeżeli przymknąć oko na grafikę (choć to bardzo znaczący element w sportówce), to seria wypada naprawdę nieźle. W związku z tym - polecam.

OCENA:

Ocena fabuły: 7
Ocena bohaterów: 9
Ocena grafiki: 5
Ocena muzyki: 5
Ocena ogólna: 7-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x