poniedziałek, 28 listopada 2016

[Recenzja filmu] - ''Saint☆Oniisan''

TYTUŁ: Saint☆Oniisan
TYTUŁ ANGIELSKI: Saint☆Young Men
ROK: 2013
STUDIO: A-1 Pictures
CZAS TRWANIA: 89 minut
GATUNEK: Komedia, Seinen, Okruchy życia


OPIS FILMU:

Wszyscy lubimy gdybać. Co by było gdyby wylądowali na Ziemi kosmici...? Co by się stało, gdyby przejść ścieżką numer dwa, a nie jeden? Czy gdybym przesunęła ten kubek troszeczkę dalej, nie oblałabym się herbatą - na szczęście zimną? Gdyby, gdyby, gdyby. A teraz dam Wam prawdziwą zagwozdkę: Co by było gdyby... Jezus i Budda postanowili wziąć sobie wakacje we współczesnych czasach i pojawili się w Japonii? Cóż, wyszłaby z tego niezła historia opatrzona ogromną dawką humoru.

FABUŁA:

Nie jest tajemnicą, że niniejsza seria jest przeznaczona przede wszystkim dla ludzi z dystansem religijnym - dla ludzi, którzy nie będą się bulwersować, że: Jak to tak, pokazywać Jezusa prowadzącego bloga?! Używającego komputera?! Co to ma znaczyć? Przecież to czysta zniewaga Bożego syna! Obraza moich uczuć releigijnych! Toż to prowadzi do satanizmów i innych diablizmów! Dlatego proszę: dystans. A jesli go nie potrzebujecie, to rzućmy już okiem na poczynania naszych znanych i współczesnych bóstw. Ktoś może zapytać: Cóż takiego mogą robić Jezus i Budda na wakacjach? A co takiego robią zwyczajni ludzie? Zwiedzają i poznają kulturę zwiedzanego regionu! Tak też sprawa prezentuje się w przypadku Jezusa i Buddy, którzy od łopatologicznej strony poznają uroki Japonii. Cały film (jak i dwa OVA) są podzielone na krótsze epizody w których mamy ukazane różne, komiczne sytuacje, z którymi bohaterowie muszą sobie radzić. Przykładowo zwyczajne wyjście do sklepu, może okazać się bardzo niebezpiecznym spacerkiem, kiedy małolaty czają się na twoje bindu (ta kropka na czole Buddy) i chcą je wcisnąć. To samo tyczy się pójścia na basen, gdzie NIEKTÓRZY (ehm! Jezus ehm!) mają problem z pływaniem i z zachowywaniem anonimowości... Oczywiście, prócz sytuacji codziennych, mamy także nagromadzenie typowo-kulturalnych-japońskich-zwyczajów z którymi bohaterowie dopiero się zapoznają i próbują odkryć, o co w nich dokładnie chodzi. Mamy festiwale, Boże Narodzenie. Park rozrywki. To wszystko, co często można spotkać w każdym okruchowym anime. Patrząc na to z innej strony, to Saint☆Oniisan można by nazwać takim lekkim i zabawnym przewodnikiem po zwyczajach japońskich. Zwiedzaj z Jezusem i Buddą - coś w tym stylu i ja bym to kupiła. Ba! Myślę, że stałoby się to bestsellerem.
Samo podejście autora do tematu i postaci - jak można wywnioskować - różni się od typowych biblijnych czy buddyjskich wyobrażeń. Przeważa tutaj humor i niesztampowe pokazanie bohaterów, którzy poprzez niezrozumienie współczesnego świata robią nieświadome wpadki - i te wpadki zawsze rozśmieszają widza. Tym bardziej, kiedy nawiązują do jakichś znanych fragmentów z Biblii czy do buddyjskich nauk (niestety nie jestem obeznana dobrze w buddyźmie, dlatego nie wychwyciłam większości gagów, ale jestem pewna, że jest ich prawie tyle samo, co Jezusowych). Weźmy na przykład watę cukrową i jej judaszowy stopień zdrady albo świecenie głowy Buddy i jego stan oświecenia lub chociażby zamiana wody w wino. Pełno aluzji, które w tym przypadku zachwycają i rozśmieszają swoim elokwentnym zastosowaniem. Nie ma tutaj głupich żartów, typu: Ojej, komuś widać majtki; wszystkie gagi są bystre i mądry widz je dostrzeże, zaśmieje się i uzna za warte zapamiętania (ta wata cukrowa...). Uwielbiam humor tej serii, kocham poczynania Jezusa i Buddy i niniejszy film przekonał mnie do tego, że powinnam zapoznać się też z mangą.

BOHATEROWIE:

Skoro byliśmy przy niestandardowym przedstawianiu sytuacji z bogami, to skupmy się teraz dokładniej na Jezusie i Buddzie. Oczywiście, nie przypominają poważnych i majestatycznych bóstw, które znamy - pokazano ich prawie jak przeciętnych ludzi. Prawie! Wynajmują mieszkanie, muszą jeść, mają jakieś zainteresowania i zdarzają się im nawet względnie złe nawyki! Prawdopodobnie ten zabieg miał ich bardziej przybliżyć do odbiorców, żebyśmy mogli obdarzyć ich większą sympatią i zrozumieniem. Cóż, wyszło to znakomicie, bo ja sama czasem miałam wątpliwości, czy mam do czynienia z bogami czy ze zwykłymi Kowalskimi. Do tego nie zapominajmy, że Jezus i Budda byli kiedyś przeciętnymi ludźmi, którzy urośli na rangę bóstw, dzięki swoim zasługom i odpowiednim powiernikom nauk. Dlatego też Saint☆Oniisan według mnie prezentuje całkiem realną wizję zachowań tej dwójki, gdyby znalazła się w XXI wieku. Jezus jako bloger, zdobywający wielu zwolenników w sieci i pociesznie pragnący zapoznać się ze wszystkimi elementami kultury japońskiej wygrał pod każdym względem. Nie mówiąc o tym, że jego korona cierniowa zakwita w różyczki za każdym razem, kiedy się cieszy - no jak tu kogoś takiego nie polubić? Jego kreacja jest po prosu cudowna, bo za każdym razem jak się go widzi, to serce się rozczula. Tym bardziej, gdy doznaje jakiegoś pseudo błyskotliwego oświecenia lub nakłania Buddę samym spojrzeniem, że chciałby gdzieś pójść albo coś zrobić. Prawie jak słodki psiak (chociaż nie wiem, czy powinnam tak określać boga...). Co do Buddy to jeśli nie zna się jego świętego wizerunku, jaki kreują wyznawcy, to ciężko go porównać z odsłoną w anime. Z tej przyczyny powiem tylko, co ja - zerowy znawca buddyzmu - zauważył w Buddzie. Przede wszystkim taka typowa pani domu, która chciałaby tylko oszczędzać i sprzątać - koszulki jego roboty z hasłami są genialne. Na szczęście nie jest tak, że uważamy go przez to za gorszego. Budda też jest pocieszny, gdy się boi, stresuje, doznaje olśnienia - dosłownie: olśniewa jego głowa złotym blaskiem - lub gdy zostaje nakłoniony przez Jezusa na zrobienie czegoś szalonego. Myślę, że ta dwójka idealnie się dobrała. Rozśmieszają swoimi reakcjami i chwytają za serca widzów.
Postaci drugoplanowe pojawiają się gościnnie i jakoś specjalnie nie odgrywają znaczących ról, chociaż urozmaicają życie naszej dwójki. Przykładowo te smarkacze, które polują na bindu Buddy albo członek yakuzy, który zaprzyjaźnił się z Jezusem albo właścicielka ich mieszkania - nie znamy zbytnio ich historii, bo ich nie potrzebujemy. Mamy jedynie lekkie zarysy ich charakterów i to nam wystarczy.

GRAFIKA I MUZYKA:

Gdy spoglądałam na przypadkowe strony z mangi, to jasny wniosek nasuwał mi się od razu: w anime wygląda to znacznie lepiej. Nie jest tak kanciaście, ani nie ma ostrych linii - wszystko prezentuje się w bardzo miękki i dopracowany sposób. Tła i rzuty z różnych perspektyw nie kuleją, a wręcz precyzyjnie są zarysowane. Mnóstwo szczegółów, a dynamika jest na wysokim poziomie. Wystarczy przyjrzeć się zmianom na twarzach Jezusa i Buddy, w tym sensie, że kiedy przechodzą od uśmiechów do poważnych min, to to przejście jest bardzo płynne. Emocje są śliczne i wyraźne, dzięki czemu bez słów możemy wywnioskować, co też dany bohater kombinuje. Niestety, postaci poboczne są mniej dokładnie zarysowane i przykładowo niektórzy mają zamiast oczu czarne kropeczki albo ci bardziej w tle w ogóle ich nie posiadają, ale to zrozumiałe i ja się nie czepiam, bo ci najważniejsi są w każdym calu idealni. A-1 Pictures bardzo dobrze spisało się z grafiką, dlatego oglądanie filmu cieszyło moje wrażliwe oczy.
Jeśli chodzi o muzykę to jeśli ktoś nie wie, to powiem, że mam ogólnie problem z muzyką z gatunku: okruchy życia. Charakteryzują ją przede wszystkim spokojne, delikatne melodyjki lub jakieś radośniejsze rzępolenie i... mi się to nie podoba. Chociaż lepiej powiedzieć: nie przepadam, bo są nijakie. Takie zapychacze w tle na które prawie w ogóle nie zwraca się uwagi. I w przypadku tego filmu nie zareagowałam w żaden emocjonalny sposób na ani jedną melodyjkę. Jednakże jestem w stanie uwierzyć, że pasowała idealnie do wybryków Jezusa i Buddy, tak samo jak ending, a dokładniej końcowa muzyczka na napisach, którą mimo spokojnych rytmów odsłuchałam z przyjemnością.

ED - "Gag" by Gen Hoshino

PODSUMOWANIE:

Potrzebowałam czegoś lekkiego oraz śmiesznego i otrzymałam wspaniały film, który zdobył moje serce, dzięki niebanalnemu humorowi. Saint☆Oniisan jest serią z którą trzeba się zapoznać, ponieważ tak wspaniała komedia trafia się rzadko. Żałuję, że nie powstało kilkunastu odcinkowe anime, ponieważ szczerze należy się to Jezusowi i Buddzie. Dlatego pozostaje nam jedynie zadowolenie się dwoma odcinkami OVA oraz tymże filmem, który odbiera się tylko pozytywnie. Jeśli chodzi o mnie, to ja się będę zbierać do czytania mangi, bo potrzebuję więcej gagów z Jezusem.

OCENA:

Fabuła: 7
Bohaterowie: 10
Grafika: 8
Muzyka: 3
Ocena ogólna: 7+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x