niedziela, 6 listopada 2016

[Recenzja anime] - "Danganronpa 3: The End of Hope's Peak Academy Zetsubou-hen"

TYTUŁ: Danganronpa 3: The End of Hope's Peak Academy Zetsubou-hen
ROK: 2016
STUDIO: Lerche
LICZBA ODCINKÓW: 11
GATUNEK: Akcja, Horror, Psychologiczne, Tajemnice

OPIS SERII:

Hope's Peak Academy to szkoła dla wybitnie uzdolnionych uczniów, posiadających nadzwyczajne talenty, które w przyszłości mogą pozwolić im na przebojową karierę. Akcja skupia się na 77 klasie, która jest pełna uczniów z nie tylko niesamowitymi zdolnościami, ale także z unikatowymi osobowościami. Wychowankowie Yukizome Chisy mają szczęśliwie ukończyć szkołę i stać się przykładnymi, spełnionymi ludźmi. Jednak co, gdy do gry wejdzie Rozpacz...? Jaka jest historia Remnants of Despair? Jak doszło do Największego, Najokropniejszego, Najbardziej Tragicznego Zdarzenia w Historii Ludzkości? Oto historia Nadziei, która została pochłonięta przez Rozpacz.

FABUŁA:

Danganronpa 3: The End of Hope's Peak Academy Zetsubou-hen było wypuszczane równolegle do serii Mirai-hen. Przy czym, aby zapewnić sobie odpowiednią formę oglądania należy zadbać o oglądanie odcinków tych dwóch produkcji na przemian, zaczynając od Mirai-hen. To własnie tam, w pierwszym odcinku, poznaliśmy Yukizome Chisę, która była niezwykle zamieszana w losy 77 klasy, która stanowiła trzon wiernych wyznawców Enoshimy Junko.
Seria zaczyna się dość niespodziewanie. Dlaczego? Ponieważ pierwsze odcinki są iście cukierkowe. Byłam zaskoczona faktem, że zamiast chodnika wyłożonego trupami, mnóstwa spisków i psychopatycznych postaci dostaliśmy coś zupełnie innego. Mamy całkiem ciekawą placówkę, gdzie zatrudniono właśnie młodą nauczycielkę. Kobietę o niezwykłym entuzjazmie i chęci do zadbania o los swoich podopiecznych, którzy potrzebowali motywacji do nauki. To właśnie na tym skupia się początek serii, który można uznać za wręcz rozczulający - zupełnie nie w stylu, którego widz oczekuje.
Niech was jednak nie zmyli ten pogodny początek, ponieważ Nadzieja powoli zacznie przemieniać się w Rozpacz. Przemiana zachodzi dość powoli, stopniowo zostają dodane znaczące postaci, pojawiają się trupy, sadystyczne zapędy oraz spiski, które mają na celu pogrążenie świata w bezkresie okrucieństwa. Uznaję to za bardzo ciekawy zabieg, który otrzymuje ode mnie ogromnego plusa. Głównie ze względu na to, że na widza mocno zadziała zestawienie pierwszego odcinka z ostatnim. W postaciach zachodzi ogromna przemiana, która zostaje szczegółowo przedstawiona w tym anime. Bo przecież ta grupa wyznawców Junko kiedyś była pełna normalnych dzieciaków - zakochanych, z przyjaciółmi, pasjami i poczuciem humoru. Były to osoby, dla których liczyli się ich bliscy. A wszystko to zebrała w spójność Yukizome Chisa. Dlatego dość niepokojącym jest oglądać tę przemianę od karmelowej słodyczy do sadystycznych zapędów. Jestem skłonna przyznać, że w tej serii jest więcej znaczącej Rozpaczy niż w pierwszym sezonie czy Mirai-hen. W tamtych seriach jesteśmy nią zarzuceni od początku, a tutaj powoli się w niej zatracamy.
Jeżeli sądzicie, że w serii nie zaznacie ogromu okrucieństwa, to jesteście w błędzie. Osobiście uważam, że jeden z odcinków jest bardziej brutalny niż cały pierwszy sezon Danganronpy razem wzięty. Spotkacie tutaj wybuchy, tortury, morderstwa, łamanie psychiki spokojnych uczniów oraz eksperymenty na ludziach - mroczny klimat zostaje podtrzymany. Czy jednak jest to przerażające? To znowu zależy. Jeżeli dla kogoś niepokojące jest oglądanie scen mordu - oczywiście, wtedy ten sezon jest straszny, podobnie jak całe uniwersum Danganronpy. Niemniej nie uważam, aby ta seria była straszna. Nie oczekujcie horroru, który oglądacie przez palce. Myślę, że bardziej niepokojące - ale też niestraszne - jest pogłębianie się uczniów w Rozpaczy. Zastanowienie się, czy faktycznie możliwe jest doprowadzenie do czegoś takiego zdecydowanie może poruszyć jakąś strunę wewnątrz widza.
Podobało mi się przedstawienie losów 77 klasy, które z każdym kolejnym odcinkiem miały coraz więcej sensu. Uznaję za plus fakt, że wydarzenia w Mirai-hen przewijały się także w Zetsubou-hen, tworząc spójną, ciekawą całość. Dla graczy, którzy mieli styczność z drugą częścią gry była to zapewne jeszcze większa rozrywka, ponieważ dowiedzieli się czegoś więcej o genezie postaci, które towarzyszyły im w trakcie rozgrywki. Dla wielkich fanów serii znalazły się też drobne smaczki fabularne - postacie z nowel, które można przez chwilę dostrzec w trakcie oglądania i elementy, które nabierają innego znaczenia, gdy zna się całe uniwersum. A uwierzcie, że to fajne uczucie, gdy mówisz sobie "waa, to on!", oglądając niektóre odcinki Zetsubou-hen.
Dzięki tej serii poznajemy losy postaci, które pojawiły się wcześniej, później oraz równolegle w innych tworach odnoszących się do uniwersum Danganronpy. To anime stanowi prequel do wszystkiego, co jest nam znane i warto się z nim zapoznać, aby na własne oczy zobaczyć wydarzenia, o których dotychczas jedynie słyszeliśmy i fabularnie wypada naprawdę dobrze. Żałuję jedynie, że nie było nam dane poznać lepiej postaci, które tylko "migają" w trakcie serii. Przykre, że nie ujęto tutaj wydarzeń z noweli Danganronpa/Zero, które również dzieją się w tym samym okresie. Myślę, że to mogłoby ubarwić fabułę oraz doprecyzować pewne brakujące wątki, skoro seria stanowi trzon wyjaśnień fabularnych.


BOHATEROWIE:

Prawdopodobnie najistotniejszy element tej serii. Fabuła jest ważna, ponieważ wyjaśnia bardzo wiele wątków, jednak byłoby to niczym bez odpowiedniego przedstawienia postaci. Dla tej serii istotne jest wykreowanie tła dla danego bohatera - przedstawienie jaką jest osobą, jakie ma motywy, co jest tłem dla jego działań, czemu zachowuje się tak, a nie inaczej. To wszystko ma znaczący wpływ na wydarzenia fabularne, dlatego zaniedbanie tej części byłoby naprawdę nierozsądne.
Przede wszystkim otrzymujemy rzeszę barwnych, różnorodnych postaci. Każdy uczeń 77 klasy jest charakterystyczny i specyficzny ze względu na swój talent. Niestety w większości przypadków postacie zostają przedstawione zaledwie przez pryzmat swojej wyjątkowej zdolności (a czasami nawet o tym niewiele się dowiadujemy). Są postacie, które są zdecydowanie istotniejsze dla fabuły i o nich dowiadujemy się najwięcej, ich losy śledzimy przede wszystkim, ponieważ miały najbardziej znaczący wpływ na wydarzenia. To właśnie dlatego wiele osób z 77 klasy stanowi zaledwie coś na wzór tła dla reszty postaci - nie pamiętam, jak się nazywały i czy robiły coś istotniejszego oprócz wyrażenia swojego zdania parę razy. Sądzę, że w ten sposób je skrzywdzono, chociaż rozumiem, że czasu antenowego jest zbyt mało, aby przedstawić historie wszystkich bohaterów (choć miło by było, gdyby choć trochę je przybliżono).
Niemniej skupmy się już na tych osobach, które dane było nam lepiej poznać. Jest pewna grupa postaci, które są niezwykle istotne, jednak nie chcę wymieniać wszystkich, aby nie zaspoilerować wam niektórych wydarzeń. Podobała mi się kreacja Hajime Hinaty. Jestem zadowolona z tego, jak go przedstawiono, ponieważ skupiono się na pokazaniu - z jakimi problemami się boryka, co go boli, co go dręczy i jakie jest ogólne tło dla jego postępowania. Tak samo bardzo skupiamy się na postaci Nanami Chiaki, która za to została wykreowana w taki sposób, że mnie denerwowała. Stworzono ją jako reprezentatywny przykład Nadziei w najczystszej formie. To dlatego wydawało mi się, że pod tym względem była trochę przesadzona. Zbyt szlachetna, idealna, aby pasowała do obrazu całej klasy, gdzie każdy ma jakieś zalety oraz wady. Ona za to wydawała się w żaden sposób nieskażona, a przez to nieciekawa.
Cieszy mnie pokazanie Enoshimy Junko oraz jej szatańskiego planu. Dzięki tej serii lepiej poznajemy jej postać, dowiadujemy się, jak postępuje, niestety nie bardzo wiemy: dlaczego. Tutaj pojawia się mankament, o którym wspomniałam już wcześniej - seria znacząco by zyskała (oraz postać Junko), gdyby przedstawiono wydarzenia z Danganronpy/Zero. Niemniej nie mogę narzekać na jej kreację, ponieważ manipulacyjna czysta definicja Rozpaczy była dobrą przeciwwagą dla postaci Nanami Chiaki i przez to zdawało się to wszystko zdecydowanie znośniejsze.
Inne postacie, które wysuwają się na pierwszy/drugi plan są także dość dobrze poprowadzone. Ze względu na to, że poświęcono im więcej czasu ekranowego, wiemy, jaki miały wpływ na wydarzenia. Niektóre są mniej lub bardziej interesujące, jednak dzięki ich poprowadzeniu wiemy: co i jak.


GRAFIKA:

Grafika nie jest największym atutem tej serii. Do wyglądu postaci trzeba się przyzwyczaić, a też nie można powiedzieć, aby sposób ich rysowania był wyjątkowo ładny. Niemniej - taki jest i trzeba się do niego przyzwyczaić. Mi udało się tego dokonać w pierwszym sezonie i dzięki temu teraz nie patrzyłam nieprzychylnie na to, jak wyglądały postacie. Jednak zrozumiem osoby, którym mogą wadzić twarze, bo jednak u każdego wyglądają one niemal tak samo (pomijając kolor oczu i ewentualne cechy dodatkowe). Niemniej jeżeli chodzi o ogólną kreację wyglądu (włosy, ubiór, znaki charakterystyczne), to wypadają one dobrze, ciekawie i mocno zapadają w pamięć.
Postacie bezimienne są także bez twarzy, szara masa jest szara, także łatwo wiadomo, kto jest istotny, a kto nie. Osobiście nie przepadam za tym zabiegiem w anime, ponieważ często odnoszę przy tym wrażenie, że komuś po prostu nie chciało skupić się na tworzeniu tylu postaci, więc po prostu zrobili ich bez twarzy i przekopiowali wygląd jednej postaci. Łatwo i sprawnie, a czepialscy niech się wypchają - cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego.
Animacja wypada nieźle. Momentami jest dość sztywno i nieruchomo (jak widać na poniższym gifie), jednak zazwyczaj wszystko wypadało bardzo fajnie. Szczególnie, że jak już ktoś miał twarz, to przynajmniej skupiono się na jego mimice. Uważam, że to ogromna zaleta grafiki - umiejętność przedstawienia przez twórców szeregu emocji, które przetaczają się w danej chwili przez postać.
O bardzo ważnym elemencie graficznym, o którym muszę teraz wspomnieć jest kreacja openingu. Podoba mi się fakt, że ma on aż trzy wersje i każda pojawia się zależnie od wydarzeń fabularnych. Został naprawdę fajnie przygotowany i to był jeden z powodów, dla których wybrałam go najlepszym openingiem w sezonie letnim.


MUZYKA:

Charakterystyczna dla tej serii jest muzyka raczej elektroniczna, która towarzyszy nam przez większość czasu. Niemniej najbardziej zapada ona w pamięć w sytuacjach, gdy dzieje się coś naprawdę makabrycznego. Dodaje ona groteskowości i potęguje niepokój już i tak wywołany przez daną scenę. Bardzo często przywodzi ona na myśl typową dla gier muzykę, co nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że jednak anime jest oparte na grach. 
Nie mamy tutaj za bardzo pozytywnych melodii, o wiele częściej natrafimy na mroczne klimaty, ale to dobrze, bo w końcu dziwnym byłoby, gdyby przy scenie mordu leciała pogodna melodia... (Przypomina sobie siódmy epizod) A nie... czekajcie, to jednak miało miejsce i wypadło bardzo dobrze.
Ogólnie uważam, że melodia jest trafnie przypasowana do serii i nie można na nią narzekać. Nie mówię, że są to wyszukane melodie, ale wiele z utworów potęguje w widzu niepokój, co w przypadku tej serii jest bardzo słusznym zabiegiem. (Powie za to twierdzi, że większość OSTów raczej nie zapadły jej w pamięć)
Na sam koniec muszę krótko wspomnieć, że jestem wielką fanką openingu. Nie mogę też zapomnieć o tym, że zarówno opening, jak i ending zostały dobrze dobrane.



PODSUMOWANIE:

Podsumowując, jest to seria udana. Uważam, że dla fanów uniwersum DR - must watch. Pozwala na lepsze zrozumienie elementów, które dotychczas nie zostały wyjaśnione. Co więcej wiele aspektów może widza zaskoczyć, a poznawanie losów 77 klasy jest bardzo ciekawe. Anime polecam także osobom, które nie grały w gry, jednak oglądały pierwszy sezon. Jeżeli za to ktoś z was obawia się, że nie zrozumie niektórych wydarzeń, to odsyłam do przygotowanego przeze mnie przewodnika, w którym pominięte aspekty fabularne zostają wyjaśnione. W każdym razie - zdecydowanie polecam obejrzenie Danganronpy 3: Zetsubou-hen, ponieważ jest to produkcja godna uwagi.

OCENA:

Ocena fabuły: 9
Ocena bohaterów: 7
Ocena grafiki: 6
Ocena muzyki: 8
Ocena ogólna: 8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x