niedziela, 4 września 2016

[Recenzja anime] - "Boruto: Naruto the Movie"

TYTUŁ: Boruto: Naruto the Movie
ROK: 2015
CZAS TRWANIA: 1 h 45 min
STUDIO: Studio Pierrot
GATUNEK: Akcja, Shounen

OPIS FILMU:

Naruto Uzumaki znany wszystkim bohater kolejnej Wielkiej Wojny Ninja został hokage, ustatkował się, założył rodzinę i doprowadził do gwałtownego rozwoju Konohy. Na świecie zapanował pokój, który pozostaje niezmącony żadnymi groźniejszymi wydarzeniami. Do głosu dochodzi teraz nowe pokolenie shinobich, które chce zaistnieć na kartach historii. Do tej grupy dzieciaków należy syn Naruto oraz Hinaty - Boruto.
Chłopiec ma w planach przewyższyć swojego ojca z którym nie ma najlepszych relacji. Chcąc tego dokonać prosi o pomoc Sasuke, który ma zostać jego trenerem. Jednak w obliczu zbliżającego się egzaminu na chunina powolny trening z Uchihą nie wystarcza Boruto. Planuje sięgnąć po każde środki, które umożliwią mu zwycięstwo.
Bo jak wszyscy dobrze wiemy - egzamin na chunina nie może przebiec spokojnie...


FABUŁA:

Za czasów, gdy Naruto jest hokage doszło do gwałtownego rozwoju wioski. Do tego stopnia, że wprowadzono np.: telebimy. Postęp technologiczny jest już tak dobry, że grupa naukowców wpadła na pomysł pieczętowania technik ninja w specjalnych malutkich zwojach. Można je wkładać do odpowiedniego urządzenia, a potem używać bez znajomości pieczęci albo jakiegokolwiek treningu. Używanie tego urządzenia zaproponowano Boruto, który godzi się na korzystanie z niego w trakcie egzaminu na chunina, aby udowodnić, że jest wspaniałym shinobi. 
W tym samym czasie pojawia się dodatkowe zagrożenie ze strony Otsutsukiego Momoshiki, który pochłania chakrę shinobich. I to on postanawia wprosić się bez zaproszenia na egzamin na chunina w celu zrobienia zamieszania.
Ogólnie fabuła jest... w porządku. Dość przewidywalna i bez większych zaskoczeń, ale była lekka i przyjemna w oglądaniu o ile akurat nie denerwowało się na główne postacie. Osoby, które są fanami Naruto od lat zapewne - podobnie jak ja - odczuwali sentyment przy oglądaniu tego filmu. Mogli zobaczyć swoje ulubione postacie jako dorosłe oraz poznać historie ich dzieci. Głównie ze względu na ten sentyment dość miło spędziłam te dwie godziny, które poświęciłam na Boruto.
Niemniej nie można powiedzieć, aby było to wybitne dzieło, które porywa dzięki zwrotom akcji, wciąga i pochłania do reszty. Jest ona dość słodka, urocza, skupia się na relacji rodzinnej między Naruto oraz Boruto. Kreacja antagonisty wydaje mi się dosyć oklepana. Od czasów Wielkiej Wojny Ninja twórcy regularnie wracają do tematu Otsutsukich i mnie wałkowanie tego tematu po prostu nudzi. Głównie przez to nie byłam zachwycona wątkiem przeciwnika naszych bohaterów. Już ciekawsze było patrzenie na poczynanie Boruto przed egzaminem na chunina oraz w jego trakcie.
Ogromnym minusem jest straszne osłabienie postaci. Naprawdę nie wiem, co myśleli sobie twórcy, kiedy tworzyli sceny walk. Mam świadomość tego, że chcieli skupić się na Boruto i pokazać go jako godnego następcę ojca, który również będzie miał siłę i talent, jednak zostało to wykonane kosztem zaniżenia siły osób, które powinny być potężne. W filmie przedstawiono scenę, w której w jednym miejscu mamy wszystkich kage (o juninach i przyszłych chuninach nie wspominając), gdzie do walki stają tylko Naruto oraz Sasuke. Naprawdę nie wiem, co się dzieje wtedy z resztą kage, ale przez cały ten czas zastanawiałam się, czemu oni nie pomogą i nie pokonają przeciwnika w trybie natychmiastowym. Gdyby wszyscy obecni się zmotywowali i spróbowali walczyć, to film skończył by się jakieś czterdzieści pięć minut szybciej.
Motyw sprawienia, że postacie znane nam jako silne nie potrafią nic zrobić pojawia się później wiele razy. Gdzieś przeczytałam trafny komentarz, że "Kurama jeszcze nigdy nie był tak słaby, a Susanoo tak papierowe". I całkowicie się z tym zgadzam, bo pod tym względem Boruto jest beznadziejne. Aby wprowadzić równowagę sprawia się, że tytułowy bohater musi być bardzo silny, co wygląda po prostu komicznie w obliczu kage, którzy nie potrafią kiwnąć palcem. Ostateczna walka jest ciekawa tylko momentami, a jej zwieńczenie jest po prostu tragikomiczne. Wiem, co twórcy chcieli osiągnąć, ale - o zgrozo - nie wyszło im to ani trochę.


BOHATEROWIE:

Nigdy nie lubiłam Sasuke. Był dla mnie denerwującym dzieciakiem, który nie potrafił się zdecydować, a jego zachowania zakrawały o rozdwojenie jaźni. Podobnie denerwująca była dla mnie przez większość czasu Sakura, która niczym piesek biegała za wspomnianym wcześniej shinobi. Jak wielkim zdziwieniem było dla mnie, kiedy ta dwójka zaliczała się do nielicznego - trzyosobowego - grona osób, które nie działały mi na nerwy.
Fabuła przedstawia tutaj przede wszystkim niezbyt wzorową relację ojcowsko-synowską między Naruto i Boruto. Od kiedy ten pierwszy został hokage niemal całkowicie poświęca się wiosce. W biurze spędza całe dnie, a do załatwiania spraw na mieście, udzielania wywiadów, przecinania wstęg wysyła swoje cieniste klony. Nawet do spotkań z rodziną wielokrotnie ich używa, ponieważ nie może znaleźć czasu na spędzenie kilku chwil z żoną oraz dziećmi. Głównie ze względu na takie zachowanie ta postać jest dla mnie denerwująca w tym filmie. 
Naruto jako sierota powinien wiedzieć, że wychowywania się bez rodziców jest ciężkie, a jednak w niemal podobny sposób traktuje swojego syna. Boruto za to wszedł teraz w taki okres w swoim życiu, że każdy kolejny wyczyn jego ojca działa mu na nerwy. Do tego stopnia, że zaczyna go uznawać za słabego oraz zapatrzonego w siebie. To również przekłada się na charakter chłopca, sprawiając, że jest on po prostu nieznośnym dzieciakiem. Przez cały film ma się ochotę udusić tytułowego bohatera za jego okropne zachowania! Zrozumiałym jest, że pragnie uwagi ojca, jednak wielokrotnie pokazuje się jako skończony idiota, który o nikogo ani o nic nie dba. Liczy się dla niego tylko i wyłącznie udowodnienie, że jest silniejszy od ojca.
Tutaj wkracza Sasuke. To właśnie jego Boruto uznaje za osobę godną uwagi i dlatego chce, aby to właśnie on szkolił go przed egzaminem na chunina. I wracam teraz do tego, co napisałam na samym początku tej kategorii - po raz pierwszy Uchiha nie wywoływał we mnie ochoty walenia głową o stół. Był chyba najrozsądniejszą postacią w całej historii tuż obok Shikamaru oraz Sakury. Cała trójka zachowywała się normalnie. Sasuke do tego wiele razy próbował naprostować sytuację, przyjmując rolę mediatora, który tłumaczył Boruto poczynania jego ojca. Według mnie został tutaj bardzo ciekawie przedstawiony i widać, że dojrzał.
Porozmawiajmy jeszcze przez chwilę na temat młodego pokolenia shinobich. Większość znanych nam postaci zeszła na drugi plan i są teraz nieistotni. To ich dzieci dostały więcej czasu ekranowego i dzięki temu możemy ich chociaż troszeczkę lepiej poznać. Niestety nie dowiadujemy się o nich za dużo. Wiele razy możemy tylko zobaczyć, że przejęli cechy charakteru swoich rodziców. Najwięcej dowiadujemy się o Saradzie, której celem życiowym jest zostanie hokage.
Podoba mi się również odejście od archetypów postaci w tej "głównej drużynie", co było widoczne w przypadku Jirayi, Kakashiego oraz u Naruto. Boruto, Sarada oraz Mitsuki nie wpisują się w ten schemat aż tak bardzo jak ich poprzednicy. Myślę, że przełamanie tego utartego podejścia może się opłacić w przypadku kontynuacji historii Boruto.


GRAFIKA

Graficznie ten film wypada nieźle. Wielu osobom nie podoba się wygląd znanych nam już od dawna postaci. Ja bym się go nie przyczepiła, ponieważ zostali oni po prostu postarzeni. To dobrze, że nie wyglądają tak samo, jak w serii anime nawet jeżeli nie każdemu "pasuje nowa fryzura". Zgodzę się z tym, jednak i tak jestem zadowolona z tej wprowadzonej zmiany. Tym bardziej, że niektórym postarzenie wyszło na korzyść - i mówię tutaj o Shikamaru.
Gorzej sprawa ma się w przypadku dzieci. Dobrze, że przypominają wyglądem swoich rodziców, mimo wszystko chodzi o zachowanie genetyki. Jednak niektórzy są niemal kopiami i mi to trochę zgrzytało. Wygląda to trochę na lenistwo ze strony twórców, którzy uznali, że jak trochę zmienią wygląd Boruto, to nikt nie domyśli się, że to syn Naruto, więc muszą wyglądać niemal identycznie.
Ogólnie jeżeli chodzi o płynność walk oraz ruchy postaci, to już wcześniej zauważyłam, że w filmach wypada to lepiej niż w serii anime. W długometrażowych animacjach animatorzy chyba bardziej starają się, aby wszystko było lepsze niż w przeciętnym odcinku Naruto Shippuudena.

MUZYKA:

Muzyka w tle jest zachowana w tych samych klimatach, co w serii anime. Różnicą jest to, że w niektórych utworach na samym początku dostajemy trochę bardziej elektronicznej muzyki. Nie przypominam sobie, abym wcześniej dostrzegła to w Naruto Shippuudenie. Nie uznaję tego jednak za minus! Można powiedzieć, że to też sposób na pokazanie tego, jak fabularnie wszystko poszło do przodu. Technika w anime się rozwinęła, to i muzyka w tle ma pewne elektroniczne uderzenia.
Niemniej przez większość czasu dostajemy klasyczne, dobrze nam znane dla tego uniwersum nuty. Melodie wiele razy budzą sentyment, kiedy przypominamy sobie ich wcześniejsze pojawienie się w serii. Nieraz dzięki ścieżce dźwiękowej możemy dostać dreszczy lub uśmiechnąć się, gdy przypomni nam się jakaś inna scena z Naruto. 


PODSUMOWANIE:

Mam dość mieszane uczucia co do tego filmu. Wydaje mi się, że większość pozytywnych odczuć jest spowodowana sentymentem, który mam do tej serii. Towarzyszy mi ona od dziecka i w swoisty sposób dorastałam razem z Naruto, także cieszyłam się, widząc go jako dorosłą osobę z rodziną. Niemniej fabularnie i ze względu na kreację bohaterów film wypada dość przeciętnie. Fanom, którzy są ciekawi dalszych poczynań znanych nam postaci - polecam. Jednak jeżeli ktoś nigdy nie czuł wielkiej sympatii do tej serii, to naprawdę może sobie odpuścić ten film kinowy.

OCENA:

Ocena fabuły: 6
Ocena bohaterów: 5
Ocena grafiki: 7
Ocena muzyki: 8
Ocena ogólna: 6+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x