wtorek, 19 stycznia 2016

[Recenzja anime] - "K"


TYTUŁ: K
TYTUŁ ALTERNATYWNY: K - Project
ROK: 2012
STUDIO: GoHands
LICZBA ODCINKÓW: 13
GATUNEK: Akcja, Super moce, Supernatural, Ecchi

OPIS SERII:

Boicie się, że ktoś na ulicy napadnie was i zagrozi, że albo oddacie mu portfel albo oberwiecie? Cóż, teraz możecie się bać podwójnie, ponieważ ulice miasta są areną dla walczących ze sobą klanów, posługujących się magicznymi mocami. Na czele każdego z nich stoi jeden z siedmiu Królów, dzięki któremu jego podwładni posiadają swoje zdolności. Największa rywalizacja panuje pomiędzy Czerwonymi, zwanymi HOMRĄ, oraz Niebieskimi, Scepter 4, którzy nie mogą przejść obok siebie obojętnie. Kiedy te osoby się spotykają jedno jest pewne: dojdzie do rozróby. 
Isana Yashiro, który do tej pory wiódł spokojne życie, zostaje zamieszany w sprawy Królów, kiedy nagle wszyscy dookoła postanawiają go zabić. Okazuje się, że chłopak został oskarżony o popełnienie morderstwa, jednak nie przypomina sobie, aby coś takiego miało miejsce. Co gorsza, osobą, którą miał rzekomo zabić był członek HOMRY, a tam bardzo poważnie traktują więzi międzyludzkie. Jednak nie tylko Czerwoni próbują pozbyć się Shiro, taki sam cel ma Kuroh, który wykonuje w ten sposób ostatnią wolę swojego króla.

FABUŁA: 

Kiedy zaczęłam to oglądać miałam momenty, że myślałam sobie: "o co tu właściwie chodzi?". Byłam zdezorientowana, niepewna i wydawało mi się, że przez ten panujący na początku chaos (albo raczej brak wyjaśnień) szybko porzucę tę serię. Nie byłam pewna o co chodzi i nie przekonywało mnie to, czego udało mi się dowiedzieć. A jednak zostałam przy K i nie żałuję tej decyzji, bo potem bardzo szybko zakochałam się w opowieści, bohaterach oraz przecudownej muzyce.
Ogólnie rzecz ujmując chodzi o spór pomiędzy Królami. Pewnego rodzaju nadludźmi, którzy posiadają moce, zdobyte lata temu. W tym sezonie dowiadujemy się o tym, że istnieją: Czerwony, Niebieski, Bezbarwny, Złoty i Srebrny, a dla spostrzegawczych (co zauważyłam oglądając K drugi raz) wspomina się również o Zielonym. Jest jednak siedmiu królów i o ile pamięć mnie nie zawodzi, to kolor tego ostatniego poznajemy dopiero w drugim sezonie. Przez cały czas oglądania tego anime zastanawiałam się nad kolorami poszczególnych klanów oraz ich umiejętnościami i w pełni zostałam zadowolona dopiero - niestety - w drugim sezonie.
Sama fabuła na początku może wydawać się troszeczkę dziwna. No bo: są sobie jacyś królowie, jeden siedzi w więzieniu drugiego. Trzeci nie żyje, ale podobno zastąpił go jakiś morderca. O dwóch innych się tylko wspomina, że mają znaczenie i w sumie tyle. Do tego wszyscy gonią jakiegoś niewinnego chłopaka, twierdząc, że zabił jeszcze bardziej niewinnego mężczyznę. Myślę, że wiele osób może uznać, o matko, mam dość, rzucam to. I jeżeli ktoś będzie patrzeć na całe anime przez pryzmat tego nieciekawego początku, to potem nic dziwnego, że mu się nie podoba seria. Wiele osób narzeka na brak sprecyzowanej fabuły, ale wydaje mi się, że warto troszeczkę zaczekać, aż pojawi się więcej wyjaśnień, a zarazem - paradoksalnie - pytań.
Pomijając pierwsze odcinki, które mogą momentami nie trzymać się kupy, akcja rozwija się bardzo sprawnie. Kiedy mamy już większy ogląd na to, o co właściwie chodzi, kto jest kim i dlaczego jest tak, a nie inaczej, to cała fabuła staje się o wiele ciekawsza. Poczynania bohaterów śledziłam z ciekawością i byłam niezwykle pochłonięta tym, jak dalej potoczą się ich losy i co wydarzy się dalej. Do tego dochodzi trochę ciekawych walk, zabawnych sytuacji i fanservice dzięki postaci Neko.
Na ostatnim odcinku wylałam wiadro łez, co rzadko mi się zdarza. Mimo wszystko rzadko płaczę, gdy coś oglądam. A jednak: stało się. Miałam ochotę zwinąć się w kłębek i więcej nie ruszać. K rozerwało moje serce na strzępy. Miałam ochotę zamordować twórców za takie zakończenie akcji, a jednocześnie rozpaczliwie chciałam wiedzieć: co dalej? Przecież nie mogą tego tak skończyć, prawda?
Czy faktycznie można powiedzieć, że anime jest bezcelowe i nie ma tutaj sprecyzowanego celu? Nie sądzę. Tylko początek jest chaotyczny i może odstraszać, ale o tym już wspominałam.


BOHATEROWIE: 

Są ciekawi. Uwierzcie mi, że są naprawdę intrygujący. Niektórzy zgodnie z zamierzaniem autorów denerwują, sprawiają, że ma się ochotę wejść do tego świata i zacząć na nich krzyczeć. Do innych przywiązuje się tak bardzo, że... Że na trzynastym odcinku się płacze, tak? Nie spotkałam jeszcze osoby, która oglądała K i nie wzruszyła się na sam koniec tej serii. W każdym razie: wracając do postaci...
Na samym początku obawiałam się, że główny bohater, Shiro, będzie mnie irytować. Mimo wszystko wydawał mi się mdły, ale szybko przekonałam się, że mimo jego strachliwej postawy, potrafi wykazać się sprytem i przebiegłością, co z miejsca w nim polubiłam. 
Niektórych denerwuje Neko, która raczej nie grzeszy inteligencją, a swoim ogromny oddaniem wobec Shiro może wprawiać w konsternację, ale ja z jakiegoś powodu uznaję ją za jedną z moim ulubionych postaci. Zdecydowanie bardziej wolę ją od, momentami za-bardzo-poważnego, Kuroh. Ten to dopiero potrafił podnieść ciśnienie, choć z czasem nawet do niego się przekonałam. 
Wszystkich członków klanu Czerwonych, czyli HOMRY, kocham. Byli dobrze zrobieni i na tle pewnej całości odcina się kilka ważnych osób na które należy zwrócić uwagę. Oni są tak stworzeni, że po prostu nie da się ich nie lubić. Są wybuchowi, energiczni, oddani i po prostu cudowni. Również z K pochodzi jedna z moich ulubionych par, chociaż nie za wiele się między nimi dzieje na przestrzeni tych wszystkich odcinków. Mimo to kocham Awashimy i Kusanagiego.
Ogólnie mogłabym się nad tym dalej rozpisywać, jak to każdego lubię, ale chyba zajęłoby mi to za dużo miejsca w tym poście, więc po prostu zakończmy na tym, że zdecydowana większość postaci jest bardzo fajnie zrobiona, odcina się na tle reszty (przynajmniej jeżeli chodzi o głównych bohaterów) i mam wrażenie, że jestem - o dziwo - usatysfakcjonowana informacjami na ich temat, które posiadłam w trakcie oglądania tylko jednego sezonu. 


GRAFIKA: 

Tutaj troszkę sprawa poległa. Kreska nie jest zła, bo naprawdę mi się podoba: jest ładna i staranna, ale trzeba przyznać, że jednak są momenty, kiedy animacja trochę leży. Zdarzało się, że takie momenty, w których postacie były wybitnie nieruchawe przy mówieniu, ale raczej nie jest to aż tak zauważalne. Ja byłam w stanie na to przymknąć oko i zadowolić się fajnymi walkami i cudnymi postaciami.

MUZYKA:

To jest anime o najcudowniejszym soundtracku na świecie. No dobrze, może wolę pod tym względem jedynie Fairy Tail. Jakbym jednak miała zrobić ranking, to K jest na drugim miejscu. Rzadko kiedy przykładam uwagę do muzyki, która jest w tle, ale tutaj po prostu nie dało się jej zignorować. Jest świetnie zrobiona, z elektrycznymi elementami, które bardzo pasują do fabuły. Opening i ending to cuda, których mogłabym słuchać w nieskończoność. Podobnie ma się sprawa z piosenką z trzynastego odcinka - Requiem for Red czy pojawiającą się wcześniej Circle of Friends. 


*Nie polecam słuchać "Requiem of Red" przed obejrzeniem ostatniego odcinka. Niemal na pewno znajdziecie tam spoilery, jeżeli nie dostrzeżecie ich w tekście, to osoby, które wrzucały te filmiki na pewno zadbały o to, aby znalazły się w nich odpowiednie zdjęcia.*

PODSUMOWANIE: 

Wiele osób hejtuje K. Uważa, że ta seria jest słaba i nieciekawa. W takich przypadkach zawsze zastanawiam się, jaka jest dla nich definicja ciekawych i dobrych anime, ale rozumiem, że każdy ma inne gusta. Jak dla mnie jest to jedna z lepszych serii, jakie w życiu widziałam. Uwielbiam to anime, kocham postacie, które w nim występują i choć przyznaję, że nie jest ono idealne, to jestem w stanie przymknąć oko na drobne niedociągnięcia. Osobiście gorąco polecam to anime każdemu. I co więcej mogę powiedzieć? 
No blood, No bone, No ash! 


OCENA: 

Ocena fabuły: 9
Ocena bohaterów: 9
Ocena grafiki - 8
Ocena muzyki - 10
Ocena ogólna - 9

12 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej serii, ale absolutnie mnie nie przekonuje. Z opisu to wychodzi, jakby Ryougo Narita robił, ale nie.
    ,,To jest anime o najcudowniejszym soundtracku na świecie. No dobrze, może wolę pod tym względem jedynie Fairy Tail. "
    SRSLY?
    Najcudowniejszy OST to może mieć Shiki lub Death Note :P
    ,,Wiele osób hejtuje K. Uważa, że ta seria jest słaba i nieciekawa. W takich przypadkach zawsze zastanawiam się, jaka jest dla nich definicja ciekawych i dobrych anime, ale rozumiem, że każdy ma inne gusta. "
    Myślę, że są po prostu bardziej wyrobionymi widzami i dostrzegają pewne schematyczne zagrania i potrzeba czegoś więcej, żeby ich zadowolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, uważam, że skoro nie oglądałaś, to nie powinnaś z góry zakładać, że seria jest zła.
      Po drugie opinia ma to do siebie, że jest subiektywna. Faktycznie może wymaga się dążenia do obiektywizmu w fachowych recenzjach, ale tutaj można bez problemu zauważyć, że w recenzji K były moje przemyślenia, moje zdanie i opinia, co podkreśliłam nawet w zdaniu, które zacytowałaś w komentarzu. Mi się ta seria bardzo podobała, więc o tym napisałam. A to, że są też ludzie, którzy uważają ją za słabą, to prawda - niech sobie nie lubią K i w związku z tym pokazują, co było nie tak i co im przeszkadzało. Niemniej oni tak twierdzą i mają do tego prawo, bo ją obejrzeli ;)
      Tak samo można mówić o książkach, filmach czy muzyce. Wywołuje to odczucia u odbiorcy i potem dla jednych coś jest dobre, a dla innych kiepskie. Dla mnie muzyka występująca w Fairy Tail czy K jest przyjemna i dobrze mi się jej słucha.

      Usuń
    2. Chodzi mi o to, że nazwałaś osoby, którym K się nie podobało, hejterami, podczas gdy większość z nich przedstawia wiele logicznych argumentów, czemu ta seria nie jest wybitna. To było zwyczajnie obraźliwe.
      A swoją drogą, nie można osiągnąć całkowitego obiektywizmu, bo to zwyczajnie niemożliwe, ale trzeba znaleźć złoty środek między subiektywizmem i obiektywizmem. Wielokrotnie opisywałam wady serii, które uwielbiam nad życie i stawiałam im niższe oceny, niż bym chciała, bo jednak nie są aż tak super.
      Ależ ja sie nie czepiam, że muzyka Ci się podobała, bo to akurat jest własnie ta subiektywna rzecz, która jest spoko, czepiam się tekstu:
      ,,To jest anime o najcudowniejszym soundtracku na świecie."
      bo to jest przegięcie.

      Usuń
    3. Cóż, może był to niefortunny dobór słowa. Nie planowałam tym stwierdzeniem nikogo urazić. Nie potępiam ludzi za to, że nie lubią tych anime, które mi się podobają :P Jeżeli mają na to argumenty, to okay.
      Owszem, nie można osiągnąć obiektywizmu, jak napisałam wymaga się dążenia do niego (w domyśle: pełne uzyskanie nie jest możliwe).
      Co do tej muzyki... To jednak dalej będę się spierać. Uważam, że gusta muzyczne są kwestią naprawdę indywidualną i o ile jeszcze można się sprzeczać czy dana książka, film, anime jest dobre pod względem fabularnym, wykonania i języka, to w muzyce o to ciężej. Jeżeli w kimś pozytywne emocje budzi taki, a nie inny utwór to fajnie. Dla jednego świetną muzykę ma Sabaton, dla innych Eminem. U mnie soundtrackiem budzącym pozytywne emocje jest między innymi ten z K, dlatego określiłam go w recenzji takim, a nie innym mianem. Ot, cała filozofia.

      Usuń
    4. Nienienie, muzyka muzyce nierówna, serio. Ocenia się oryginalność, na przykład w Madoce było użycie specyficznych instrumentów, takich jak flety i piszczałki, co w anime nie zdarza się często. Ocenia się bogactwo i różnorodność ścieżki dźwiękowej, ocenia się jej charakterystyczność. W Code Geass na przykład starając się stworzyć różnorodny OST, w którym każdy znajdzie coś dla siebie, zrobili prawdziwą kakofonię. Ocenia się rozplanowanie materiału - czy cały czas przewijało się głownie kilka utworów, choć ost był zasobny i dobre muzycznie kawałki pojawiały się raz i znikały? To własnie było bolączką wspomnianej już Madoki. Ocenia się dopasowanie muzyki do obrazu, w takim Death Note osiągnęli w tej dziedzinie mistrzostwo. Ocenia się wartość muzyczną utworów, jakość wykonania, w przypadku utworów z wokalem – dopasowanie głosu. Serio, o muzyce można napisać coś więcej, niż tylko, że ,,budzi pozytywne emocje, fajny!".
      To jakby powiedzieć o grafice, że spoko, mi się podoba, więc jest super. Owszem, subiektywny odbiór jest ważny i można, a nawet trzeba ująć go w recenzji, ale należy też popatrzeć merytorycznie i rzeczowo ;__;
      Wiem, że to trochę czepialstwo, ale należę do małego odłamu muzykoholików, którzy nad grafikę przedkładają to, co w słuchawkach gra. Do tego obsesyjnie zwracam uwagę na seiyu... W każdym razie przesłuchałam OST K, większośc utworów, żeby nie oceniać po próżnicy. Owszem, niektóre kawałki są bardzo udane, ale średnio jest w tym oryginalność czy cokolwiek. Może tracę, bo nie widziałam tych utworów użytych w anime, może perfekcyjnie dopasowali, nie wiem, ale bywa, że włączam OST jakiegoś anime, którego nie znam, i jestem pod wielkim wrażeniem.

      Usuń
    5. Nawet jakbym chciała się kłócić i burzyć, to muszę po przeczytaniu tego komentarza przyznać ci rację w kategorii tego, że muzykę można lepiej ocenić. Ty jesteś, jak sama to określiłaś, muzykoholikiem. Ja niestety nie zostałam obdarzona słuchem muzycznym i w tym przypadku potrafię ocenić to w kategoriach "podoba mi się, nie podoba mi się".
      Niemniej teraz, kiedy zwróciłaś uwagę na to, że można zainteresować się dopasowaniem do scen etc., postaram się bardziej przysłuchać i lepiej ten element rozbudować w recenzjach. W końcu człowiek uczy się całe życie!
      Wiesz, mi w soundtracku K podoba się ta elektryczność (mam nadzieję, że to dobre słowo). Bo to naprawdę pasuje do niektórych postaci pojawiających się w K. Jest to bardziej widoczne w drugim sezonie, ale w pierwszym też są takie elementy.
      Poza tym mam wrażenie, że na przykład piosenka, o której wspominam w opinii (nie wiem czy ją przy okazji poszukiwań też słuchałaś), "Requiem for red" budzi większe emocje, kiedy ma się świadomość w jakich okolicznościach w serii się pojawia.

      Usuń
    6. Słuchałam tej piosenki, zwłaszcza jej :D W sumie to pewnie podobnie jak z nieśmiertelnym Sound of Life z Triguna, gdzie sceny są ważne. Ogólnie tak bardzo polecam to anime.
      Dlatego nie oceniam anime, nawet tych obejrzanych, bo sam opis muzyki zająłby mi pewnie mnóstwo akapitów. Zwłaszcza w wypadku takiego Death Note, to byłby materiał na osobną notkę ;_; Przesadzam w drugą stronę.
      Cieszę się, że jesteś osobą, która umie przyjąć krytykę :D To się chwali bardzo.

      Usuń
    7. Rozumiem, ale powiem ci, że osoba notka dotycząca soundtracku jakiegoś anime byłaby ciekawa. Ogólnie perspektywa recenzowania samych soundtracków anime - oczywiście przez osoby, które się na tym znają - byłoby ciekawą inicjatywą.
      Jeżeli ta krytyka ma jakieś poparcie argumentami, a nie jest bezpodstawna, to nie ma problemu. Przy muzyce nigdy nie byłam pewna, co pisać, więc te wskazówki, które ujęłaś w poprzednim komentarzu będą pewnie przydatne.

      Usuń
  2. Pierwszy sezon mi osobiście się podobał, nie było to nic wybitnego, ale historia Shiro była jak najbardziej w moim typie i to na nim skupiłam się podczas oglądania. Dużo ładnych panów, ładnych głosów i świetna animacja, dla rozrywki w sam raz. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :) Drugi sezon, nie wiem czy widziałaś, jak dla mnie jest o wiele gorszy, ale przynajmniej znajduje się w nim zamknięcie tej całej historii, więc mimo wszystko jeżeli kogoś zaciekawiło to warto obejrzeć.

      Usuń
  3. Kiedyś obejrzałam chyba do 7 odcinka i jakoś przerwałam. Od tego czasu parę razy zastanawiałam się nad dokończeniem tej serii, ale na razie nic z tego nie wyszło. Poza tym musiałabym chyba zacząć oglądać od początku, bo już niewiele pamiętam. ^^'' Mimo wszystko postaram się to jeszcze nadrobić, bo postaci rzeczywiście wydawały mi się dość ciekawe. No i koniecznie będę musiała zwrócić uwagę na soundtrack. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, skoro byłaś już w połowie, to polecam dokończyć (lub podejść do tego jeszcze raz). Powodzenia w ponownej próbie obejrzenia K! :D

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x