wtorek, 21 marca 2017

[Recenzja mangi] - ''Heroine Shikkaku''

TYTUŁ: Heroine Shikkaku
TYTUŁ ANGIELSKI: No Longer Heroine
AUTOR: Momoko Koda
ROK: 2010-2013
LICZBA ROZDZIAŁÓW: 42
LICZBA TOMÓW: 10
GATUNEK: Romans, Shoujo, Komedia, Szkolne

OPIS SERII:

Każda dziewczyna chce być główną bohaterką romansu, a szczególnie Hatori, która od kilku lat jest zakochana w swoim przyjacielu z dzieciństwa, Ritcie, i z utęsknieniem czeka, aż uświadomi sobie, że to ona jest główną bohaterką i to z nią powinien przeżyć piękny romans. Niestety, szlifowany od lat plan bierze w łeb, kiedy Rita postanawia umawiać się na poważnie z przeciętną Adachi. Czy Hatori pozwoli zepchnąć się na drugoplanowość? Czy może otrze hektolitry wylanych łez i będzie walczyć o osobę, którą kocha?

FABUŁA:

Bywają chwile w moim nędznym życiu, kiedy raz mój mózg toleruje każdą typową, przeciętną i schematyczną shoujo/romans mangę, a innym razem mam wymagania, którym sprostają nieliczne japońskie, bądź koreańskie komiksy, wykazujące się czymś nowym, nadzwyczajnym, wyróżniającym się na tle innych przeciętniaków. No dobra, prawdą też jest, że wystarczy dobre poczucie humoru mangaki, bym pokochała daną serię. I w przypadku Heroine Shikkaku przekonała mnie w największej mierze oprawa humorystyczna.
To, że historia zaczyna się gadką o byciu główną bohaterką i pobocznymi postaciami, które niby nie mają znaczenia, było... całkiem interesującym zabiegiem. Znacie ten schemat? W wielu romansach zdarzają się sytuacje, w których główna bohaterka, zakochująca się w swoim bohaterze napotyka trudność, jaką jest piękna przyjaciółka z dzieciństwa bohatera, która także jest w nim od dawna zakochana i uprzykrza życie heroinie, byleby bohater dostrzegł jej miłość. Znana, typowa trudność, którą każda szanująca się main character musi pokonać. A tutaj? Tutaj mamy historię z perspektywy tejże przyjaciółki z dzieciństwa. Czy to już samo w sobie nie jest interesujące? W końcu mamy wgląd w uczucia tej niby drugoplanowej postaci, która żyła z nieodwzajemnioną miłością od kilku lat, kiedy nagle przychodzi jakaś przeciętniaka i zabiera ukochanego. Bolesne, nieprawdaż? W końcu możemy zrozumieć tę najbardziej pokrzywdzoną stronę! Zobaczyć, że jej wredne działania są uzasadnione, gdy przeciwniczką jest przeciętna, acz do szpiku kości dobra główna bohaterka, która całym swoim istnieniem wkurza. Autorka wyśmiewa się tutaj ze schematów shoujo, stając po stronie Hatori i pokazując w dosadny sposób, że ta przyjaciółka z dzieciństwa nie jest taka zła, że z drugoplanowości da się wyjść oraz że, hej!, Ty też możesz być główną bohaterką. Nawet ta klamra w ostatnich stronach łącząca początek historii i koniec, niesie z sobą ten tandetny morał dla każdej niewiasty, że każda z nas odgrywa główną rolę w swojej własnej historii. Ach, ta głębia... Ach, to pocieszenie... Ach, ta motywacja! Żeby nie było, powiem od razu, że niniejszy tytuł nie ma w sobie żadnej fabularnej głębi, skupiamy się przede wszystkim na zawirowaniach miłosnych Hatori i jej wewnętrznym cierpieniu. Dlatego bez złudzeń, przejdźmy do wątku, a dokładniej wątków, romantycznych. Wszystko obraca się wokół Rity (głównego bohatera), który spotyka się na poważnie ze zwyczajną Adachi. Dla Hatori to jest cios, dlatego cały czas próbuje uświadomić go, że jest w nim zakochana i że on też mógłby patrzeć na nią jak na kobietę, a nie jak na przyjaciółkę z dzieciństwa. Oczywiście, kończy się to stosem niepowodzeń. Przy czym możemy teraz podkreślić główny zgrzyt fabularny, trochę spoilerowy (na wszelki wypadek zamazuję): Hatori zalewa się łzami, poddaje się, separuje od niego, później chce się znowu tylko przyjaźnić, uświadamia sobie że nadal go kocha, walczy, znowu zostaje zraniona, poddaje się... I tak w kółko, i w kółko, i w kółko, aż do końca. Było to iście wkurzające, bo tak naprawdę Hatori nie robiła żadnych postępów - stała w tym samym punkcie, a główny problem tej historii był wałkowany, aż do granic cierpliwości czytelnika. A mangaczka co później zrobiła, żeby urozmaicić? Wkręciła w to błędne koło Ritę, który zachowywał się podobnie względem Hatori. Na początku kibicowałam Hatori i Ricie, żeby jakoś przeżyli przyjemną love story - nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć jak to się skończy - ale w którymś momencie, znienawidziłam go. Główną przyczyną jest to, że robił z siebie męczennika, a jego zachowanie względem Hatori było niewybaczalne - jak można być takim nieczułym skurczybykiem? Nie shipowałam ich i nigdy nie zamierzam. Dla mnie liczyła się jedynie relacja między Hiromitsu i Hatori. Dlatego też nie podoba mi się, że autorka zaskakując nieprzeciętnym początkiem, postanowiła następnie pójść w przewidujące i typowe zakończenie. W pewnej chwili dało się też odczuć, że historia coraz bardziej traci swój pierwotny styl - miałam wrażenie, jakby przyciśnięto Momoko Kodę, żeby już kończyła mangę, dlatego ostatnie rozdziały były przedstawione na chama. Czy tak było? Trudno powiedzieć. Ewentualnie nie wiedziała jak to wszystko logicznie poskładać. I chociaż końcówka oraz rozwiązania kłopotów są spie... słabe, to jednak fabularnie Heroine Shikkaku zachowuje jakiś sens. Jest lekko, zabawnie - nie brakuje gagów i emocji.

BOHATEROWIE:

Czytanie niniejszego tytułu było bardzo przyjemne, właśnie z tego względu, że co rozdział było śmiesznie, a to wszystko dzięki Hatori, która swoim zachowaniem, tekstami, głupimi pomysłami i mimiką potrafiła przywołać na moich ustach uśmiech. Moją sympatię zyskała, dzięki determinacji oraz mówieniu prosto z mostu, co myśli na dany temat. Bardzo ekspresywna, popadająca w przesadę, czasem sprawiająca wrażenie przerysowanej (karykaturalnej) postaci. Jej słowotok z początku cieszył, ale prawdą jest, że potępiałam ją za każdym razem, gdy palnęła jakąś głupotę i nie potrafiła później przeprosić - zdarzało się to często. Jednak nie tak często jak zalewanie się łzami. Tak... Z reguły nie znoszę płaczliwych bohaterek, które z byle duperelki wylewają potoki łez, ale w przypadku Hatori po raz pierwszy nie było to, aż tak drażniące. Owszem, ryczała prawie co rozdział. Tak, zawsze z powodu Rity. Lecz nie wkurzało mnie to - może dlatego, że zamiast zasmucać, rozśmieszał. Zgadzam się, że fajnie byłoby ograniczyć jej płacz, ale ten element stał się jej cechą charakterystyczną i miał przede wszystkim wydźwięk sarkastyczny. Taką jeszcze uwagę wtrącę, że na tle innych postaci Hatori jest najbardziej dopracowaną i oryginalną bohaterką.
Co do pozostałych to Rita jest typowym przystojnym, pokrzywdzonym przez przeszłość chłopczykiem, który niby nie ufa związkom z kobietami, ale i tak jest babiarzem i jakoś nie wzbrania się przed poważnym związkiem z Adachi. Zachowywał się jak dupek, ponieważ wodził za nosy Adachi oraz Hatori (nie mówiąc o innych dziewczynach), a jego brak zdecydowania dobijał. Niby matka Teresa, pokutnik z kompleksem bohatera, który wszystkim musi pomóc, ale przez swoją dwulicowość strasznie mnie wpieniał. Inna sprawa z Hiromitsu... Typowy playboy, typowo doprowadzający do trójkąta miłosnego, typowo zakochujący się na poważnie w Hatori. Owszem, zachowywał się jak dupa wołowa, ale przynajmniej nie oszukiwał się ze swoimi uczuciami i walił prosto z mostu, co sądzi. I choć miał swoje pięć minut w tej historii - jego kłopoty zostały w dość prosty i szybki sposób naprostowane - to jednak jest największym poszkodowanym. Czy nie zasługiwał na lepsze zakończenie? Cóż, autorka zawaliła z rozwiązaniem wątku Hatori-Hiromitsu. Tak jak zawaliła z Adachi. Śmieszne było, że Adachi wprowadziła w pierwszej połowie rozdziałów ogromny zamęt, a później została wykluczona z fabuły, by pod koniec powrócić jako playgirl, która nie wygląda jak ona, i sieje dalszy zamęt. Czy tylko mi coś tutaj nie gra? Czy Momoko Koda nie wiedziała jak popchać zakończenie, by było takie jak sobie na wstępie zaplanowała? Spójrzmy jeszcze na Nakajimę, przyjaciółkę Hatori, która robiła tutaj jedynie za zimny kubeł wody dla Hatori. Nakajima jako jedyna w tej serii ma satysfakcjonujący poziom szarych komórek, tylko szkoda, że nie poświęcono jej więcej stron i na przykład nie skupiono dokładniej na jej uczuciach. O ile ciekawsza byłaby fabuła, gdyby Nakajimie również przytrafiła się jakaś love story i gdyby ta przyjaźń polegała na czymś więcej niż wypłakiwaniu się Hatori na ramieniu Nakajimy.
Czy emocjonalnie relacje między postaciami mnie poruszyły? Tak, zostały tak jakoś pokazane, że chwytały za serce, lecz nie ukrywam, że coś w nich brakowało. Możliwe że przez to, że manga jest skupiona na humorze, lekkości i sarkazmie, a nie na jakichś melodramatycznych problemach od których można dostać depresji. Ale to jest właśnie plusem. I mimo, że trochę ponarzekałam na bohaterów, to jedno trzeba przyznać - lepiej, że wywarli jakieś emocje, niż wcale. Ponadto to, co najważniejsze: uwierzyłam w uczucia Hatori.

GRAFIKA:

Krótka piłka: styl mangaki jest trochę koślawy, ale oryginalny i to w głównej mierze kreska doprowadza do ataków śmiechu. Jak można zauważyć na dołączonych wyżej obrazkach: typowa kreska nie jest niczym nadzwyczajnym, ale zawsze prezentowała się przejrzyście, postaci wyglądały ładnie, tła - nie można narzekać i ogólnie wszystko cacy. Ale jak widać są też wstawki gagowe, nawiązujące stylem do innych artystów i przyczyniające się do śmieszków. Nie jest też niczym dziwnym, że to zawsze Hatori była przedstawiana w ten sposób, dzięki czemu jej postać zyskiwała coraz większą sympatię. Momoko Koda potrafi bawić się rysunkami oraz często zaskakuje nie tylko czytelników, lecz także bohaterów zmianami w ich wyglądzie. Do tego jest dynamicznie, kadrowanie jak i historia pokazywane są błyskawicznie, a na moje uznanie zasługuje ekspresywność postaci. Grafika jest tutaj na bardzo dobrym poziomie i nic tylko zachwalać.

PODSUMOWANIE:

Nienawidzę siebie za to, że gdy zaczynam recenzować, muszę wpierw wywlekać na wierzch same wady, by później nieporadnie podkreślać zalety. Dlatego w tej chwili nie jestem pewna, czy przekonałam kogokolwiek do sięgnięcia po Heroine Shikkaku (ciężkie, umierające westchnięcie). Żeby nie było: bardzo sobie cenię tę mangę za nowe, zabawne spojrzenie na romans, za ekspresywną bohaterkę, którą można uznać czasem za wariatkę oraz za interesującą kreskę, której mogę przyglądać się z radością. Mimo, że nie ma tu głębokiej, dającej do namysłu fabuły, wątek romantyczny nie usatysfakcjonował, pozostali bohaterowie są typowi, a niektórzy z lekka wkurzający, to i tak uwielbiam Heroine Shikkaku i zaliczam ją do jednej z moich ulubionych serii. Tak za nią przepadam, że gdyby jakieś wydawnictwo połasiło się na wydanie, to natychmiast kupię, bo warto.

OCENA:

Fabuła: 7
Bohaterowie: 6+
Grafika: 8
Ocena ogólna: 7+

4 komentarze:

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x