niedziela, 19 czerwca 2016

[Recenzja anime] - ''Bubuki Buranki''


TYTUŁ: Bubuki Buranki
ROK: 2016
STUDIO: SANZIGEN
LICZBA ODCINKÓW: 12
GATUNEK: Akcja, Mecha, Science-Fiction

OPIS SERII: 

Kazuki Azuma wraca do Japonii po dziesięciu latach, gdzie niemal od razu wpada w kłopoty i zostaje zatrzymany. Szczęśliwie ratuje go jego przyjaciółka z dzieciństwa, która posługuje się bronią Bubuki. Dokładniej rzecz ujmując prawą ręką należącą do Oubu nieprzytomnego Buranki. Razem z grupą dzieciaków posługujących się innymi Bubuki planują ożywić Oubu, chociaż na ich drodze wielokrotnie pojawiają się kłopoty.

FABUŁA:

Ludzie, jak nic mamy konkurencję dla Divine Gate w kategorii najgorszego anime zeszłego sezonu. Ponownie spodziewałam się na początku czegoś naprawdę ciekawego, interesującego i względnie dobrze wykonanego. Nawet grafika mnie przyciągnęła do tego anime, ale o tym potem. Po pierwszym odcinku byłam zaciekawiona tym, jak dalej potoczy się akcja. Zakończenie po którym bardzo chce się zobaczyć, co będzie dalej, interesujące postacie. W gruncie rzeczy zapowiadało się to całkiem nieźle aż do następnego odcinka, kiedy wszystko wzięła cholera.
Azuma dawniej mieszkał z rodziną na wyspie, gdzie spoczywały uśpione Buranki - roboty, które były niebezpieczne niezależnie od tego czy ktoś je akurat kontrolował czy też nie. Niestety chłopak ze swoją siostrą narobili niemałych kłopotów przez które musieli - dla własnego bezpieczeństwa - udać się na Ziemię. Przez dziesięć lat Azuma mieszka w Ameryce, a akcja zaczyna się, gdy wraca do Japonii. Tam spotyka osoby, które ze swoimi umiejętnościami są w stanie kontrolować Oubu.
Zapowiada się ciekawie, prawda? I wtedy wchodzimy w schematy - pojawiają się postacie, które oczywiście próbują powstrzymać Azumę oraz jego przyjaciół przed odzyskaniem Burankiego i udania się na Wyspę Skarbów. Dlatego dochodzi do walk, walk, jeszcze więcej przewidywalnych walk i retrospekcji. Okazuje się, że niemal każdy znał swojego przeciwnika już wcześniej, więc dostajemy trochę smentów i sentymentów. 
Jeżeli na początku sądziłam, że seria zapowiada się bardzo ciekawie, to potem oglądałam ją już tylko po to, aby móc ją tutaj zrecenzować (i dlatego, że byłam chora i znudzona). Bubuki Buranki szybko popada w stan, w którym wiadomo, co wydarzy się za chwilę, człowiek się nudzi i nie dostaje żadnych wyjaśnień na intrygujące pytania. Mam wrażenie, że gdyby skupić się na tym, co intrygowało widza, to możliwe, że seria wypadałaby o wiele lepiej. Zamiast tego dostaliśmy nudę i pytania bez odpowiedzi.
Nad czym najbardziej ubolewam w tym anime, to nad faktem, że główny bohater całkowicie ignoruje istnienie swojej siostry. Przez całą serię czekałam na to, aż wspomni o niej, bo nie wyglądało na to, aby miał amnezję. Jednak twórcy cały czas unikali tego wątku, tak długo, jak tylko było to możliwe. Według mnie było to całkowicie przesadzone, bo nie wyglądało na to, aby Azuma właściwie wiedział, co się dzieje z jego siostrą bliźniaczką. Jakbym miała rodzeństwo, to zapewne interesowałabym się jego losem. Ba! A już na pewno interesowałabym się na miejscu matki, czego tutaj również brakuje. Nie zapomnijmy również o ojcu, o którym słowa nie powiedziano od pierwszego odcinka. Jak widać otrzymujemy już na wstępie anime, w którym więzy rodzinne są niby ważne, ale tak nie za bardzo.


BOHATEROWIE:

W tej kwestii byłam najbardziej zaciekawiona postaciami, które się pojawiły (oraz tymi, których nie dostaliśmy). Jak zapewne się domyślacie, intrygowała mnie rodzina Azumy, o której nie dostajemy żadnych informacji (oprócz matki i furtki do drugiego sezonu na koniec serii). Musicie wiedzieć, że z całej rodzinki chłopak jest najmniej ciekawą postacią. Lubi pokrzykiwać na ludzi, ale oprócz tego jest mdły, nie lubi za bardzo podejmować jakichkolwiek decyzji, irytuje widza... I w sumie mogłabym jeszcze sporo negatywnych rzeczy na jego temat wypisać.
Lepiej sprawa ma się w przypadku jego przyjaciół, którzy są bardziej energiczni, potrafią się wkurzyć i chociaż czasem zachowują się dosyć absurdalnie i bezmyślnie, to muszę przyznać, że oni mnie intrygowali. I na szczęście na temat tych, którzy byli dla mnie najciekawsi - Kogane i Shizuru - dostałam informacje, których chciałam. W tym przypadku nie mogę zaprzeczyć, że przyjaciele Azumy byli po prostu intrygujący. Mieli swoje historie, które łączyły ich z przeciwnikami, nie byli wyprani z jakichkolwiek uczuć. Jest to jeden z nielicznych plusów tej serii na morzu minusów.
Jak już wspomniałam wcześniej są też postacie o których pojawienie się aż się prosi. A nawet jeżeli nie mają się zostać pokazane, to wypadałoby chociaż coś o nich wspomnieć, opowiedzieć, a nie udawać, że nigdy nie istniały. Jak dla mnie takie coś było całkowicie absurdalne i ponownie dotyczy Azumy, który powinien był powiedzieć coś o swojej rodzinie (choćby własnej matce).


GRAFIKA:

Mam pewien problem z ocenieniem grafiki. Większość osób ze względu na zastosowaną tutaj technikę na wstępie skreśliła Bubuki Buranki. Należę do grona osób, które są w stanie nie oglądać anime ze względu na kreskę o czym najlepiej wie Powie. A w tym przypadku, gdy wszyscy narzekali, że z grafiką jest źle, to ja uznałam to za główny powód do oglądania tej serii.
Z jednej strony mamy naprawdę fajną, dynamiczną, kolorową grafikę, która otrzymuje plusa. Nawet to, że czasami niektóre elementy w trakcie walk świecą się neonowym światłem można uznać za fajne. A z drugiej strony kreska bywa momentami całkowicie nienaturalna i sztywna.
W związku z tym można to przedstawić na zasadzie skrajności: dynamiczna, energiczna scena walki, która sekundę później zamienia się w sztywną wymianę ciosów. W takim przypadku trzeba przyznać, że niemal każda manga ma w sobie więcej dynamizmu niż zastosowana tutaj animacja.
Nie mogę jednak całkiem skreślać tej kreski, ponieważ postacie zazwyczaj są staranne i ładne. A niektóre mankamenty są po prostu winą CGI.


MUZYKA:

Za ten aspekt muszę dać Bubuki Buranki większego plusa. Zarówno openingu, jak i endingu bardzo miło mi się słuchało, pasowały one do dużej ilości akcji w anime. Nie bez powodu w naszym podsumowaniu uznałam ANGER/ANGER za najlepszy ending sezonu. Warto też wspomnieć, że podobało mi się wykonanie graficzne openingu i endingu. Jeżeli chodzi o muzykę w tle, to niestety jeżeli jakakolwiek była, to nawet nie zapadła mi w pamięć, abym mogła dać tej serii więcej punktów.



PODSUMOWANIE:

Wszystko w tym anime zapowiadało, że Bubuki Buranki mi się spodoba. Jednak zamiast dynamicznego, ciekawego anime, z interesującą grafiką i dobrą muzyką dostałam schematyczną serię z licznymi mankamentami. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego niż faktycznie dostaliśmy. Z przykrością muszę wam powiedzieć, że lepiej tego anime unikać. Nie warto tracić na niego czas nawet jeżeli jest się fanem mecha, bo zmarnuje się tylko nerwy.

OCENA:

Ocena fabuły: 4
Ocena bohaterów: 5,5
Ocena grafiki: 5
Ocena muzyki: 6
Ocena ogólna: 5

4 komentarze:

  1. Wstrzymałam się jakoś po trzecim odcinku i zastanawiałam się, czy oglądać dalej, ale wygląda na to, że jednak sobie odpuszczę. Za muzykę rzeczywiście należy się plus, poza tym CGI mnie też nie odstraszyło, zwłaszcza że w tym przypadku projekty postaci i ogólnie kreska wydawały się być dość obiecujące. I też wydawało mi się kompletnie niedorzeczne, że nie dowiadujemy się nic o rodzinie Azumy, tak jakby nigdy nie istnieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że nie warto tracić czasu na tę serię. Są inne o wiele ciekawsze, które można obejrzeć. A "Bubuki Buranki" miało potencjał, którego nie wykorzystano.

      Usuń
  2. Dobrze wiedzieć, że produkcja szitu nie ustaje ani na sezon :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety zawsze się znajdzie jakieś beznadziejne anime.

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x