środa, 6 stycznia 2016

[Recenzja anime] - ''Overlord''

TYTUŁ: Overlord
ROK: 2015
STUDIO: Madhouse
LICZBA ODCINKÓW: 13
GATUNEK: Akcja, Przygoda, Fantasy, Gra, Supernatural

OPIS SERII:

Yggdrasil jest bardzo znaną grą, dlatego nic dziwnego, że posiada wielu maniakalnych graczy, którzy poświęcają jej cały swój wolny czas, wiele pieniędzy, by kupić wszelkiego rodzaju bronie, zdolności itd. oraz nadwyrężają swój stan psychiczny, bo jak raz już wejdziesz w grę to nie będziesz chciał o niej zapomnieć. Jednym z takich maniaków jest mężczyzna o przezwisku Momonga, który wraz ze swoimi towarzyszami założył siedzibę Ains Ooal Gown zrzeszającą jedynie postaci nieludzkie, tudzież czarodziei, wampiry, elfy, hybrydy oraz stworzyli NPC, którzy robili za ich służbę. Sielanka w Yggdrasil trwała w najlepsze!
Niestety bywa też tak, że człowiek zaczyna się nudzić daną rzeczą i często porzucą ją znajdując coś innego, ciekawszego lub ewentualnie - nie ma czasu na granie. Tak właśnie się zdarzyło z towarzyszami Momongi, którzy po kolei zaczęli się wykruszać, aż w końcu został on sam. Sytuacja diametralnie ulega zmianie, gdy jednego dnia bohater nie wylogowuje się z gry i odkrywa, że po pierwsze nie ma możliwości wyświetlenia funkcji w grze i może swobodnie korzystać z wirtualnego ciała, po drugie NPC mogą samodzielnie myśleć, działać, rozmawiać i ogólnie zachowywać się jak żywi, a po trzecie utknął w świecie którego nie zna, bo w żadnym przypadku nie przypomina Yggdrasilu. Od tej chwili Momonga ze swoimi poddanymi NPC musi dowiedzieć się jakie reguły panują w tym świecie, by szerzyć swoje wpływy i... w dalszym ciągu dobrze się bawić.


FABUŁA:

Nie jestem osobą, która oglądała wcześniej Sword Art Online czy Log Horizon, dlatego moje obeznanie w tematyce ludzi przeniesionych do gier jest średnie. Mogę jedynie przypuszczać, że powszechnie uważaną prawidłową reakcją po znalezieniu się w wirtualnych światach jest znalezienie sposobu na przeżycie oraz na wydostanie się z gry. Tak robią normalni ludzie i to jest wkurzające. Bo czy nie jest tak, że bardziej interesujące jest życie w magicznej rzeczywistości, gdzie możesz posługiwać się magią lub bronią? Dla mnie jest, dlatego cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z No game, no life oraz z Overlordem, gdzie bohaterowie nie narzekają na sytuację w której się znaleźli, tylko pragną dostosować się do nowego życia i bez lęku zostać władcami nowo poznanego świata. Chociaż w Overlordzie nie jest to dosłownie powiedziane to można samemu wywnioskować, że właśnie do tego dąży Momonga i jego towarzysze. On nie myśli nad tym jak się wydostać z wirtualnego świata - nawet przez ani jedną sekundę nie zmartwił się daną sytuacją - on chce po prostu być w nim najpotężniejszą istotą. I ja - po obejrzeniu 13 odcinków - wiem, że może mu się to udać. Tym bardziej, kiedy z Momongi jest taki koksu, który większość ludzi/nieludzi może pokonać z łatwością.
To co jest bardzo pozytywnie przeze mnie odbierane to to, że zarówno widz jak i bohaterowie nie wiedzą w jakiej sytuacji się znajdują, dzięki temu możemy stopniowo poznawać tajemnice tej rzeczywistości i bardziej zżyć się z postaciami i ich reakcjami, bo są podobne do naszych. Dzięki dynamicznej akcji i ogromnej ilości poszczególnych wydarzeń nachodzących na siebie, nie da się nudzić. Tu poznajemy głównych i pobocznych bohaterów, tam ktoś z kimś się pojedynkuje, a jeszcze indziej mamy jakieś spiski i tajemnice. Do tego jeszcze to wszystko jest oprószone świetnym humorem, który gwarantuje nam mimika postaci (szczególnie Albedo), pojedynki słowne, podteksty, wpadki Momongi i jego zmiany głosu (od władczego szkieletora po potulnego szkielecika) oraz wiele innych spraw. Co zadziwiające, seria potrafi również zachować powagę i naruszyć nieco ważniejsze kwestie, ale to wszystko jest zachowane w umiarze.
Warto także wspomnieć o stosunku postaci do zabijania - nie mają z tym żadnego problemu! Momongi nie gryzie sumienie, nie wspomina zadanych śmierci, nie waha się przed zadaniem ostatecznego ciosu - jest po prostu moralnie niepoprawny i to jest wspaniały zabieg! W końcu mamy jakiegoś nie psychopatycznego bohatera, który nic sobie nie robi z tego, że odbiera komuś życie, a zarazem jest skłonny do tego, żeby ratować swoich towarzyszy.

BOHATEROWIE:

Oprócz bezproblemowego zabijania, każda z postaci jest oryginalna nie tylko ze względu na wygląd zewnętrzny, ale również z charakteru - owszem, bazują na niektórych stereotypowych cechach z anime, jednakże nigdzie indziej nie spotkacie kogoś takiego jak Albedo czy Momonga - nieśmiertelny koksu, niemalże niepokonany, strateg idealny, bez wyrzutów sumienia, ale w jakimś stopniu zachowujący swoje człowieczeństwo. Uwielbiam go <3. Tak samo jest ze wszystkimi NPC. Począwszy od psychopatycznie zakochanej w Momondze Albedo, przez wampirzycę Shalltear, która zachowuje się i wygląda jak stereotypowy wąpierz, rodzeństwo elfów Aurę i Mare, którzy są trapami, kamerdynera Sebasa (skrót od Sebastiana, już trzeci raz spotykam w anime kamerdynera Sebastiana XD), a zakończywszy na demonicznych pokojówkach, robakowym wojowniku Cocytusie oraz demonie Demiurgu. Każdy z nich powala na kolana i zyskuje sympatię animaniaków.
Poboczne postaci też są w porządku i przyznam, że było mi smutno (dokładniej to byłam na pograniczu załamania), kiedy postanowiono je uśmiercić...

GRAFIKA:

Madhouse ponownie się spisało i obdarowało nas serią o przepięknej kresce, która jest ambrozją dla naszych oczu. Wspaniałe i kolorystyczne tła, idealnie ukazywane emocje postaci, a kiedy dochodziło do pojedynków czy rzucania magicznych zaklęć to wszystko było zgrabne, efektowne i satysfakcjonujące.

MUZYKA:

Mogę słuchać na okrągło OP i ED z Overlorda, bo uwielbiam muzykę dynamiczną i z pazurem, a te właśnie piosenki zagwarantowały mi to. Co ciekawe, Clattanoie słuchałam na okrągło, zanim zainteresowałam się samą serią, a kiedy już załączyłam odcinek i ukazało mi to graficzne cudo z muzyka w tle - to umierałam w ekstazie. Endingu również nigdy nie pomijałam, ponieważ spodobała mi się ta moc płynąca z głosu głównej wokalistki i sam tekst - tak idealnie oddawało to Albedo, że nie mogłam się pohamować przed wciskaniem replay, replay, replay...


PODSUMOWANIE:

Jedyne czego żałuję to to, że anime liczy sobie tak mało odcinków (toż to zbrodnia!). Jakby na to nie spojrzeć, Overlord zawładnęło moim sercem i stało się jedną z moich ulubionych serii. Historia jest pozytywnie dynamiczna, bohaterowie zapadający w pamięci, humor jest przedni i w dużej ilości, muzyka i grafika - cudo, a ogólne wrażenia po obejrzeniu - niezapomniane. Nie ma zmiłuj, trzeba to anime obejrzeć - ja na pewno wrócę do niego ponownie!

OCENA:

Ocena fabuły: 10
Ocena bohaterów: 10
Ocena grafiki: 9
Ocena muzyki: 9
Ocena ogólna: 9+

3 komentarze:

  1. Moje ziomki z mangowej biblioteki kochają to animó, ale ja nie mam siły, by je obejrzeć. Team SAO XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na razie mam za sobą tylko jeden odcinek, ale myślę, że jeszcze to nadrobię, zwłaszcza że dużo osób chwali to anime. A opening jest świetny. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zauważyłam, że pojawia się więcej negatywnych opinii, chociaż seria dla mnie jest genialna >< Oglądaj, oglądaj, mam nadzieję, że będziesz po stronie osób które lubią Overlorda :D

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x