niedziela, 21 sierpnia 2016

[Recenzja filmu] - "The Last: Naruto The Movie"

TYTUŁ: The Last: Naruto the Movie
TYTUŁ ALTERNATYWNY: Naruto Shippuuden Movie 7 - The Last
ROK: 2014
CZAS TRWANIA: 1 godzina 52 minuty
STUDIO: Studio Pierrot
GATUNEK: Shounen, Akcja

OPIS FILMU:

Minęły dwa lata od Czwartej Wielkiej Wojny Ninja. Od tej pory na świecie zapanował pokój. A przynajmniej do czasu, kiedy pojawia się kolejne zagrożenie, któremu muszą stawić czoło Naruto oraz jego przyjaciele.
Młodsza siostra Hinaty - Hanabi Hyuuga - zostaje porwana. Na ratunek rusza jej grupa wyszkolonych shinboich: Naruto, Shikamaru, Sakura, Sai oraz Hinata. Mają zamiar uratować dziewczynę z rąk Toneri Ootsutsukiego, który planuje doprowadzić do zniszczenia świata stworzonego przez Mędrca Sześciu Ścieżek. I chociaż mogłoby się wydawać, że najważniejsze jest wykonanie, to historia szybko zaczyna skupiać się również na wątku miłosnym między bohaterami...

Prosimy o wstrzymanie działa. Naruto jest na księżycu.


FABUŁA:

Tym pozytywnym akcentem zacznijmy rozmowę na temat fabuły. Tych, którzy nie oglądali filmu wolę uprzedzić, że powyższy cytat jest autentyczny, pochodzi z tego filmu i na pewno dobrze przeczytaliście. Nie jest to także wymysł mojej chorej wyobraźni. Ot, Naruto był na księżycu, ale o tym dopiero za chwilę - skupmy się na ogóle.
Pomysł na fabułę trochę mnie zraził. Mimo wszystko osobny klan ninja, który zamieszkuje księżyc od kiedy zostali stworzeni przez brata Mędrca Sześciu Ścieżek trochę mi zgrzytał. Niemniej, dostajemy typową i dość przewidywalną fabułę. Od początku można przewidzieć w jaki sposób potoczą się następne wydarzenia. Dochodzi do porwania Hanabi, następnie są jej poszukiwania i próba uratowania, trochę walk, starć, przygód i mierzenia się z własnymi słabościami. Ogólnie jakby na to nie spojrzeć - typowy pakiet dla serii Naruto. Fani serii nie powinni spodziewać się czegoś nadzwyczajnego, co wybiegałoby poza znane schematy.
W filmie niestety dochodzi do szeregu absurdów. Przede wszystkim akcja dzieje się na księżycu, co już samo w sobie jest dosyć zaskakujące, ponieważ nie trzeba było lecieć w kosmos, aby się tam znaleźć. Nie potrzeba też żadnych skafandrów, ot widać chakra zastępuje te przydatne w kosmosie elementy. Poza tym znajduje się tam zamek - zamieszkany żeby nie było (nie przez zielone ludki). Jako osobę, która jakieś zainteresowanie fizyką posiada, bolała mnie idiotyczna propozycja o treści "wysadźmy księżyc w celu uratowania świata". Myślę, że element, który jest główną osią fabuły jest również jej największą bolączką. Osoby, które nie potrafią na to przymknąć oka wiele razy będą miały ochotę wyłączyć film lub uznają to za wybitną komedię.
Przede wszystkim The Last skupia się na wątku romantycznym. Wszystkich fanów pairingu Sakury i Naruto muszę rozczarować, bo to nie ta dwójka kończy jako para, o czym dowiadujemy się w 700 rozdziale mangi. Naruto bierze ślub z Hinatą. A jak do tego doszło? No właśnie o tym po części jest kolejny filmy kinowy z serii.
I właściwie na wątek romantyczny nie ma co narzekać. Jest uroczy, słodki i wielokrotnie robiłam na nim "aww" oraz uśmiechałam się do ekranu. Po prostu nie mogłam się doczekać, aż oficjalnie Naruto będzie już z Hinatą. Głównie dlatego przez cały film kibicowałam im z głębi serca. A ponieważ fabuła skupia się w dużej mierze na tym wątku, to można powiedzieć, że film spełnił swoje zadanie.
Mamy w nim trochę symboliki pod postacią czerwonego szalika, wahań ze strony Hinaty, wielkiego olśnienia w wykonaniu Naruto, troski i... Wszystkiego tego, czego potrzebuje typowe romansidło: zazdrość, walka o ukochaną, przeciwności losu, wspierających przyjaciół, happy end.
Jednak nie o sam romans chodziło. Miałam dostać wciągający film akcji w którym spotykam postacie, które lubię od dziecka. Liczyłam, że fabuła mnie porwie, a jednak przeliczyłam się. Ze względu na przeniesienie akcji na księżyc doszło do ogromnej liczby absurdów. Dla mnie bardzo negatywnie wpłynęły one na fabułę i gdyby nie ten wątek romantyczny, to prawdopodobnie byłabym całkowicie załamana historią. Krótko mówiąc: fabuła jest najsłabszym elementem The Last.


BOHATEROWIE:

Nikogo chyba nie zdziwi po tym, co już napisałam, że w przypadku bohaterów przede wszystkim widzimy poczynania Naruto oraz Hinaty. Reszta również się pojawia, jednak film nie skupia się na nich na tyle, aby móc ich szczególnie dobrze poznać po wojnie.
Naruto mimo zostania bohaterem wojennym niewiele się zmienił. A przynajmniej nie wewnętrznie. Ludzie inaczej go odbierają, ma mnóstwo fanek, jednak on dalej pozostaje niedomyślny na uczucia Hinaty. Przede wszystkim kreacja jego postaci w tym filmie polega na tym, że przez połowę filmu pokazany jest jako osoba, która nie rozumie, że coś może czuć. Dopiero w pewnym momencie dochodzi do przełomu i uświadamia sobie swoją głęboką miłość do Hinaty. Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Ten element trochę mi zazgrzytał. Niby jest pokazane, że spędzali ze sobą więcej czasu w trakcie wykonywania misji, niby więcej rozmawiali, niby Naruto wspomina ich wcześniejszą znajomość, dociera do niego, że jest kochany, ale... Ale to uczucie było jakby nieobecne i pojawia się tak po prostu nagle. Może to ja się czepiam, ale dla mnie było to trochę zbyt przyspieszone.
Jeżeli chodzi za to o Hinatę, to przez większość filmu działa mi na nerwy. Od zawsze wiedziałam, że jest nieśmiała i to taka kreacja postaci, jednak to momentami jest aż nadto irytujące. Wielokrotnie pokazana jest jako całkowicie bezbronna osoba, która kompletnie nie potrafi sobie sama poradzić. Nieważne jest, że należy do jednego z silniejszych rodów ninja, nieważne, że posiadała siłę, aby walczyć z Painem. I tak zrobiono z niej tutaj miejscami okropną mimozę, która najprawdopodobniej sama buta nie potrafiłaby zawiązać. Później pokazana jest trochę lepiej - wytrwalsza, silniejsza i zdecydowana. I to mnie ucieszyło, bo na początku naprawdę bałam się, że po tym filmie ją znielubię.
Co do reszty bohaterów możemy się dowiedzieć, że Shikamaru jest dalej szanowanym strategiem i kompletnie nie potrafi pocieszać swoich przyjaciół. Sakura jest wytrwała w swojej miłości do Sasuke, ale jakoś wydaje mi się, że dojrzała. Działa to na plus, ponieważ przez większość czasu różowowłosa kunoichi działała mi na nerwy. Miło było w końcu zobaczyć, jak nie mam ochoty jej zamordować po każdym wypowiedzianym słowie. Możliwe, że stało się tak też dlatego, że relacja między nią a Naruto w końcu przybrała kierunek: po prostu przyjaciele.
Podsumowując, główne postacie są ciekawie przestawione, choć momentami trochę zbyt płytko. Jeżeli chodzi o pobocznych bohaterów, to według mnie mogłyby powstać osobne filmy o ich losach, bo naprawdę z chęcią bym je zobaczyła (nawet taki o Sakurze i Sasuke).


GRAFIKA:

O ile fabuła jest według mnie najsłabsza w całym wykonaniu, tak grafika jest największym plusem. Postacie są bardzo ładnie narysowane, widać, że upłynęło trochę czasu od wojny, a aparycja postaci nie zatrzymała się w miejscu. Wiele osób narzeka na nowy wygląd Naruto, ale dla mnie jest on dobry - wygląda dojrzalej, jak przystało na bohatera wojny, a nie chłopaczka, który sprawia kłopoty. U większości postaci zaszły zmiany, niektóre niezwykle delikatne, inne bardziej znaczące.
Podoba mi się złagodzenie kreski w przypadku rysowania kobiet. Głównie dlatego Hinata zbierała moje "ochy i achy" przez cały film. Po prostu nie mogłam się napatrzeć na to, jak ładnie ją narysowano!
W pamięć zapada również początek filmu, w trakcie którego grafika jest zupełnie inna niż w reszcie filmu. Możemy tam zobaczyć streszczenie całej historii, która doprowadziła do konfliktu. Może się wydawać, że jest ona brzydka i chaotyczna, ale ma swój urok. Także już od pierwszych sekund kwestia graficzna jest zadowalająca.
W Naruto Shuuppidenie dostajemy wiele koszmarków ze względu na niestarannie przygotowaną grafikę. Mam wrażenie, że The Last ponownie wchodzi na dobry poziom, gdzie nie można za bardzo spotkać tych krzywych twarzy i beznadziejnej animacji, co w trakcie wojny. A może po prostu byłam zbyt zauroczona nową formą graficzną, aby je dostrzec?

MUZYKA:

Muzyka w większości to te same melodie, które znane są nam z Naruto oraz Naruto Shuuppidena. Nie ma takich, które odróżniają się od reszty i zapadają w pamięć. Także głównie ze względu na to mogę jedynie powiedzieć, że jeżeli komuś odpowiada typ muzyki charakterystyczny dla serii, to będzie zadowolony. Ja nic do tych utworów nie mam, a wiele z nich bardzo lubię. Jeżeli chodzi o dopasowanie do elementów, to nie ma na co narzekać, bo zostało to bardzo dobrze wykonane. Niemniej ścieżka dźwiękowa jest po prostu przeciętna.


PODSUMOWANIE:

Film jest przede wszystkim dla ludzi, którzy mają sentyment do serii. Jeżeli nie obejrzy się go, to za wiele się nie straci. Miło się dowiedzieć, jak doszło do tego, że Hinata z Naruto się związali i właściwie to oraz grafika są jedynymi powodami dla których warto obejrzeć The Last. Pozostałe wątki fabularne są irytujące i nie sprzyjają pozytywnemu odbiorowi filmu. Polecam fanom serii jeżeli są ciekawi relacji tej dwójki. A jeżeli ktoś chce oglądać to dla akcji, walki i tym podobnych... Ech, po prostu sobie darujcie i obejrzyjcie jeszcze raz egzamin na chunina. 

OCENA:

Ocena fabuły: 4
Ocena bohaterów: 7
Ocena grafiki: 8
Ocena muzyki: 6.5
Ocena ogólna: 6

2 komentarze:

  1. Dla przeciwników związku Naruto i Hinaty ten film byłby raczej nie do przełknięcia, ale mi jakoś nigdy to nie przeszkadzało (czy raczej przywykłam do tej myśli). Fabuła i wszystkie te absurdy to rzeczywiście porażka, ale dało się przez to przebrnąć. No i jednak niektóre momenty nie były takie złe. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre momenty serio fajne, ale te liczne absurdy naprawdę doprowadzały mnie do szewskiej pasji! Niemniej przyjemnie było oglądać związek Hinaty i Naruto.

      Usuń

Szablon wykonała prudence. Credits: x | x | x